Operacja ułaskawienie

„Proszę wstawać. Jedzie pan do domu” – tymi słowami, o drugiej w nocy z 19 na 20 grudnia 2013 r., naczelnik kolonii karnej w Siegieży obudził Michaiła Chodorkowskiego, byłego właściciela Jukosu, od 10 lat więzionego pod zarzutem malwersacji.
Czyta się kilka minut

Dzień wcześniej prezydent Putin poinformował, że podpisze dekret o ułaskawieniu „zeka numer jeden” z pobudek humanitarnych. Słowa wcielił w życie z prędkością światła.

Ale Chodorkowski do domu nie pojechał. Jak bohater filmów szpiegowskich, został przewieziony śmigłowcem do Petersburga, skąd samolot należący do niemieckiego przedsiębiorcy zawiózł go do Berlina. Tymczasem w rosyjskich i światowych mediach szalała burza sprzecznych interpretacji. Rosyjska prasa twierdzi, że w listopadzie Chodorkowskiego odwiedzili wysłannicy tajnych służb. Mieli poinformować go o złym stanie matki (cierpi na raka) i perspektywach kolejnego procesu. Podobno zawarto pakt o nieagresji. W rozmowach o uwolnieniu eksmagnata z Putinem miała uczestniczyć „tajna niemiecka dyplomacja”.

Z ostrożnych wypowiedzi Chodorkowskiego na konferencji prasowej w Berlinie wynika, że Kreml obwarował ułaskawienie co najmniej dwoma warunkami: ma on nie mieszać się do polityki i odstąpić od roszczeń z tytułu utraty majątku. Być może warunkiem był też wyjazd za granicę. Z kolei Chodorkowski napisał prośbę o ułaskawienie (przed czym wzbraniał się przez 10 lat) pod warunkiem, że nie będzie to równoznaczne z przyznaniem się do winy.

Wokół okoliczności uwolnienia Chodorkowskiego jest mnóstwo pytań. Dlaczego wybrano tak sensacyjny scenariusz? Dlaczego teraz? Jakiej politycznej dywidendy spodziewa się Kreml? Może chce „oczyścić przedpole”? Przed czym? A może chodzi o coś innego? Powszechne jest przekonanie, że przed igrzyskami w Soczi Putin chce ocieplić swój wizerunek. Może też Kreml uznał, że Chodorkowski już nie jest groźny. Spokorniał: na konferencji, gdy oczekiwano od niego potępienia reżimu, nie powiedział pod adresem Putina złego słowa, nawet namawiał, by nie bojkotować Soczi. Poza tym nie ma w społeczeństwie wystarczającego autorytetu (ciągnie się za nim biznesowa przeszłość), a w ostatnich latach w rosyjskiej polityce pojawili się liderzy nowego typu, którzy dają sobie radę bez niego.

Putin często powtarzał, że „złodziej powinien siedzieć w więzieniu”, że „Chodorkowski ma ręce po łokcie we krwi”. I oto nagle zmienia front, z „pobudek humanitarnych” (nawiasem mówiąc, jednego z oskarżonych w sprawie zamieszek na placu Błotnym niedawno nie wypuszczono na pogrzeb matki; widocznie humanitaryzm stosuje się wybiórczo). Na dodatek akcja uwolnienia Chodorkowskiego odbyła się w trybie ekstraordynaryjnym. I do czego potrzebna była „tajna niemiecka dyplomacja”? Ałła Jaroszynska na portalu „Rosbalt” sądzi, że może chodzić o wymianę Chodorkowskiego za osądzonych w RFN rosyjskich szpiegów (małżeństwo Anschlag), a może o inne cenne dla Putina osoby, które siedzą na Zachodzie.

Może kiedyś dowiemy się o przyczynach operacji „uwolnić Chodorkowskiego”, a może nie. Teraz najważniejsze jest, że wyszedł on na wolność.  

Więcej o amnestii w Rosji, w tym o uwolnieniu dziewcząt z grupy Pussy Riot i działaczy Greenpeace czytaj na blogu Anny Łabuszewskiej na www.tygodnik.onet.pl

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2014