Od "Polski Rywina" do "Polski Kulczyka"

Pokusa łączenia - dla obopólnych zysków - kapitału z władzą polityczną jest stara jak świat. Zawsze na scenę wkraczają wtedy pośrednicy i, zazwyczaj, różne służby specjalne. Duże pieniądze mają wielką moc przyciągania.

21.11.2004

Czyta się kilka minut

Powstają więc wokół “interesu do zrobienia" kolejne, coraz szersze kręgi, infekujące organizm państwa. Jest rzeczą doprawdy złowrogą, że myślenie, nie mówiąc o działaniu, w interesie państwa nie przychodzi wtedy do głowy zamieszanym w konkretną sprawę posłom, ministrom, no i oczywiście niektórym biznesmenom. Liczy się własna korzyść materialna bądź partyjna. Reszta jest towarem do zbycia lub kupienia.

Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że uczestników gry nie odstrasza już nawet nie cień, lecz całkiem realna postać osławionego pułkownika Ałganowa. Akurat kontakty z nim kończą się z reguły dla jego poskich rozmówców niedobrze. Można się zastanawiać, czy jest to zanik instynktu samozachowawczego, czy też poczucie daleko idącej bezkarności. Te niebezpieczne stany zapalne mogłyby być lokalizowane i likwidowane, gdyby nie swoiste przyzwolenie społeczeństwa, oswojonego z łapówkami, dojściami, przekrętami i notorycznymi kłamstwami. Krzyk podnosi się dopiero wtedy, gdy skala zjawiska przekracza naszą wyobraźnię, gdy chodzi o wielką “kasę" i znane nazwiska.

Ale nawet wówczas wymiar sprawiedliwości i policja działają niejednokrotnie w zależności od sytuacji politycznej; partie reagują na przestępstwa “swoich" dopiero w ostateczności, a i tak polityk-przestępca może po prostu przenieść się do innego ugrupowania, którego nie interesuje jego przeszłość. Z kolei przedsiębiorcy dalecy są od stosowania ostracyzmu wobec swoich “czarnych owiec"; nawet Kościół niespiesznie karze kapłanów, zaplątanych w niejasne interesy. Tak czy inaczej, przymykanie oczu wydaje się bezpieczniejsze niż rozpętywanie afery o trudno przewidywalnych skutkach dla mojego środowiska, mojej organizacji, mojego rządu.

Coś jednak trzeba zrobić, bo społeczeństwo, dość wyrozumiałe dla siebie, w takich jaskrawych przypadkach podkręcone przez media, żąda dzisiaj krwi. Politycy, na których spada główny ciężar odpowiedzialności, mają aż nadmiar recept ściśle skorelowanych z zapotrzebowaniem rodzimych populistów różnej maści. Słyszymy, że należy przywrócić karę śmierci, usunąć prezydenta, konfiskować mienie oskarżonych o korupcję, zdelegalizować SLD, obalić rząd, zmienić całkowicie konstytucję i skończyć z Trzecią Rzecząpospolitą, powołując do życia Czwartą Rzeczpospolitą, cokolwiek by to znaczyło.

Cudowne lekarstwa z reguły mają służyć tym, którzy je proponują. Wszystkie te pomysły, wywodzące się głównie z kręgów opozycji parlamentarnej, mają wspólny rys: ograniczają demokrację parlamentarną na rzecz silnej władzy wykonawczej. Tyle tylko, że Prawo i Sprawiedliwość, partia mająca wymarzonego w swoim mniemaniu kandydata na prezydenta w osobie Lecha Kaczyńskiego, domaga się silnej władzy prezydenckiej, wyposażonej - bagatela - w prawo wydawania dekretów z mocą ustawy; Sejm miałby jedynie przyjmować je w całości bądź odrzucać, bez jakichkolwiek poprawek. PiS sądzi też, że sytuację uzdrowi (obok silnego prezydenta) nowa specjalna instytucja do zwalczania korupcji, umocowana ponad parlamentem i ponad wymiarem sprawiedliwości.

Natomiast Platforma Obywatelska, forsująca Jana Rokitę na przyszłego premiera, ma inny sposób na zapewnienie silnej władzy: uważa, że Polsce potrzeba bliżej nieokreślonego radykalizmu. Konkretnie, PO chce zlikwidować Senat, a Sejm zredukować o połowę. W ten sposób 230 posłów nie będzie w stanie psuć rządowych projektów ustaw, gdyż komisje sejmowe będą liczyć po ok. 10 osób, z czego kilku posłów zwykle będzie w rozjazdach lub chorych, a kilku jak zwykle nierozgarniętych i niekompetentnych; paru przytomnych utonie w bezmiarze prac legislacyjnych. To, że obecny Sejm jest personalnie skomponowany w sposób nieszczęśliwy, nie oznacza jeszcze, że należy ideę parlamentaryzmu sprowadzać do mało znaczącej fasady.

Jest zaiste zdumiewające, jak wielu polityków potrafi żyć głównie w świecie swych pragnień, wśród których jest i to jedno: osobiście pociągać za wszelkie możliwe sznurki władzy. W 2001 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej nie musiał robić nic, by dojść do władzy, bo Akcja Wyborcza Solidarność sama doprowadziła się do klęski. Dziś wydawałoby się, że podobnie komfortową sytuację ma opozycja: SLD pogrąża się na własne życzenie. Ale opozycja jest niecierpliwa, bardziej pokrzykuje niż myśli, chce być równocześnie radykalna, populistyczna, liberalna i troszkę autorytarna. I oto może się okazać, że własnymi rękami uratuje postkomunistyczną lewicę od wyborczej katastrofy. Bo elektorat jest przekorny, rewolucji nie kocha i swój rozum jednak ma. Opozycja nie docenia też chyba premiera Marka Belki i znaczenia gospodarki.

Bazowanie zaś na kompromitujących konkurenta aferach jest krótkowzroczne - z afery wszyscy wychodzą po trosze ubabrani. Tak było ze “sprawą Rywina", tak jest i ze “sprawą Orlenu" czy też już raczej “sprawą Kulczyka", choć nie on jest tutaj prawdopodobnie najważniejszy. Problem polega na tym, że trzeba - z jednej strony - jak najszybciej sprywatyzować większość sektora państwowego w gospodarce (by zwiększyć jej efektywność; poza tym tutaj najłatwiej o korupcję), a z drugiej strony sam proces prywatyzacji obarczony jest ryzykiem korupcyjnym i społeczną podejrzliwością. O aferach czytamy, rozmawiamy, oglądamy programy o nich w telewizji, dając upust emocjom, ale rachunki domowe, plany na przyszłość naszą i naszych dzieci konstruujemy w oparciu o sprawdzone dane i realistyczny ogląd rzeczywistości, szczególnie tej ekonomicznej.

Druga już sejmowa komisja śledcza powinna wszystkich czegoś nauczyć i zmusić do odpowiedzi na proste pytanie: czy chodzi o ujawnienie prawdy bez względu na to, komu by miała służyć, czy o unicestwienie politycznego przeciwnika? Reszta jest w gruncie rzeczy “biciem piany" na użytek medialny.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2004