Lata 50., schyłek ponurych czasów stalinowskich, jedna z klas muzycznej podstawówki w Bydgoszczy. Wychowawczyni w ramach jednego ze swoich wielu napadów furii zamierza się wielkim geometrycznym liniałem na ucznia (mojego przyszłego ojca).
Ten zaś, trenujący od dłuższego czasu szermierkę, w akcie desperacji dobywa z kolei swojego drewnianego piórniczka, i przez kilkanaście sekund skutecznie odpiera ataki, dorabiając się później – nie muszę dodawać – mołojeckiej sławy na całą szkołę.
Przypomniałem sobie tę historię, gdy w tygodniu powstawania bieżącego numeru „TP” zebraliśmy się spontanicznie w kilkuosobowym gronie redaktorów, wspominając ponure czasy szkolnej przemocy.
Urodzeni w latach 70. i na początku 80., kombatanci nierównych walk z przemocowymi jeszcze wtedy nauczycielami, przytaczaliśmy historie a to zmyślnego wyrywania włosów, a to szarpania, a to „tylko” upokarzania – nadal niestety dość częste, choć może nie tak powszechne jak trzy dekady wcześniej praktyki schyłku PRL-u.
Do kilku odpowiedzi Olgi Drendy na pytanie, czego pozazdrościłby nam człowiek żyjący tu sto lat temu, dodaję więc i swoją: świata bez powszechnie, także instytucjonalnie akceptowanej, tępej przemocy (kto nie wierzy, że dziecko jako podmiot i partner to stosunkowo świeży wynalazek naszej cywilizacji, niech przeczyta wstrząsającą książkę naszej autorki Anny Golus „Dzieciństwo w cieniu rózgi”).
Co nie oznacza, że żyjemy w czasach sielskich i łagodnych: przemoc oraz hejt – zjawisko opisywane w okładkowej rozmowie Jacka Tarana z psychologiem i nauczycielem Przemkiem Staroniem – stały się mniej otwarte i widoczne, a przez to trudniej uchwytne.
Wykluczenie z WhatsAppowej grupy, ikonka śmiechu przy poście, ignorowanie – wszystkie te subtelne akty przemocy i hejtu wymagają dziś lepszego słuchu i wzroku, wrażliwości dorosłych, także nauczycieli.
Dziś walka z agresją i nienawiścią mniej przypomina ową kilkunastosekundową szermierczą obronę przed ciosami wymierzanymi liniałem – wymaga bardziej uważnej obecności, świadomego budowania więzi. Ale też jest do wygrania.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















