O miłość się rozchodzi

Apostołowie z jerozolimską gminą „codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca”.
Czyta się kilka minut

Dalej autor Dziejów Apostolskich pisze, że „sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby”. Chciałoby się powiedzieć: jakże daleko odeszliśmy od takiego modelu życia chrześcijańskiego. Prawda to i nieprawda. Patrząc jedynie na mszę pontyfikalną, można by pomyśleć, że w katolicyzmie największa świętość to mitra i pastorał. Kiedy się jednak pamięta o milionach euro, które Caritas Polska przekazuje potrzebującym, i jeśli dołoży się do tego sumy, które nasze społeczeństwo oddaje przez organizacje pomocowe, jest za co dziękować Bożemu Duchowi. Jest też za co żałować i się wstydzić.

W adhortacji „Amoris laetitia” papież Franciszek napisał: „Trzeba pokornie i realistycznie uznać, że czasami nasz sposób prezentacji przekonań chrześcijańskich i sposób traktowania ludzi przyczyniły się do tego, co obecnie jest powodem narzekania i z czego wypada nam dokonać zdrowej samokrytyki”. Skąd się wziął ten niewłaściwy sposób przedstawiania chrześcijańskiego sposobu życia i czy tylko o sposób chodzi? Na tak postawione pytanie Franciszek odpowiada co prawda w odniesieniu do małżeństwa, ale można tę wypowiedź rozszerzyć na każdą dziedzinę życia: „Nasza nauka o małżeństwie i rodzinie musi nieustannie inspirować się i zmieniać w świetle (...) orędzia miłości i czułości, aby nie stała się jedynie obroną jakiejś zimnej i nieżyciowej doktryny. Nie można bowiem w pełni zrozumieć tajemnicy rodziny chrześcijańskiej inaczej jak tylko w świetle nieskończonej miłości Ojca, która objawiła się w Chrystusie”.

Wynika z tego, że doktryna, a więc i tradycja, muszą być weryfikowane przez teraźniejszość i odwrotnie – teraźniejszość pełniej objawia się w świetle tradycji. Jezus został zapowiedziany przez proroków, ale gdy się zjawił, sama znajomość prorockiego nauczania nie wystarczyła, by uznać Go za Mesjasza. Potrzebny był jeszcze Duch Święty, a więc czynnik, który stare potrafi połączyć z nowym, tradycję z tym, co teraźniejsze. Zredukowanie doktryny do prawnych przepisów i wtłaczanie w nie żywych ludzi, w których losie czas odgrywa niezastąpioną rolę, prowadzi jedynie do bezdusznego, lękliwego wypełnienia kościelnych obowiązków, a przecież w Kościele o miłość się rozchodzi. Dlatego papież przestrzega Kościół przed takim doktrynerstwem.

Jezus powiedział do Tomasza: „Wierzysz, ponieważ mnie ujrzałeś? Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli”. My też chcielibyśmy Jezusa zobaczyć i dotknąć bodaj jednym palcem. I oczywiście widzimy Go i dotykamy, ale nie tak, jak byśmy chcieli. Jezus pragnie być widzialnym, ale nie sam, tylko ze swoimi braćmi i siostrami, zwłaszcza z tymi, którzy cierpią z powodu Jezusa. To wobec nich, ich wiary, bledną wszelkie różnice doktrynalne, gdyż wśród męczenników mamy katolików, prawosławnych, ewangelików i ateistów. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2017