Cokolwiek by nie powiedzieć o naszej steranej podziałami ludzkości, ma ona przynajmniej jedną cechę wspólną. Jest to żarliwa i nieustająca ciekawość świata, której prześwietnym plonem są wyszukiwarki internetowe.
Wyszukiwarka internetowa jest dziś podstawą bycia i życia. Człowiek bez wyszukiwarki jest – popatrzmy – skazany na korzystanie z bazy danych własnego umysłu. To prosty sposób na kompromitację, droga do śmieszności, zdziwaczenia i osamotnienia. Posługiwanie się dziś własnym rozumem podczas dowolnej dyskusji, powoływanie się na pamięć, na własne doświadczenie to samobójstwo.
Weźmy dla przykładu taką okoliczność: bliźni, z którym prowadzimy akurat, wydawałoby się, niezobowiązującą rozmowę o pierwszych oznakach wiosny, powiada do nas tonem nadętym, że oto na balkonie można już i sadzić, i siać. Bierze ów swą wiedzę nie ze sprawdzonego źródła, nie z wyklikanego repozytorium wiedzy globalnej na temat upraw balkonowych, a z przekonania – jak to się mówi – wewnętrznego.
Z rzekomego doświadczenia pokoleń, a na dodatek z nasłuchiwania ptasich szczebiotów, obserwacji pączków i zerkania na termometr zaokienny. Oczywiście tzw. wewnętrzne przekonanie jakiegoś Kowalskiego, jego naiwne spostrzeżenia, powoływanie się na mądrości w stylu: „na świętego Grzegorza idzie zima do morza”, nic nie są warte. Jest dla nas jasne, że jest to człowiek epoki minionej, to sterany kombatant, po wielokroć sfrustrowany przymrozkami przygruntowymi. A więc wyciągamy telefon, uruchamiamy na jego oczach naszą wyszukiwarkę, wpisujemy pytanie na temat upraw balkonowych i przygniatamy go jedynie słuszną wiedzą sprawdzoną globalnie, od Arktyki po Antarktydę.
Bliźni ten, na co patrzymy z satysfakcją, pierw robi się czerwony jak burak, wstydzi się, bowiem brak wiedzy upokarza, i się oczywiście polaryzuje i radykalizuje. Przestaje być miłym, naiwnym znajomym z brakami w sprawach przyrodniczych, a staje się nienawistnikiem i radykałem zdolnym zabić. Rzecz jasna, w tej przemianie bardzo mu pomaga wyszukiwarka, z której się nauczy korzystać i bez której nie wyobraża sobie już ani życia, ani współżycia, ani niczego, co mu podpowiada wyobraźnia.
My takoż – jak tu ponuro siedzimy – narkotyzujemy się wiedzą pochodzącą z wyszukiwarek i nie wyobrażamy sobie poranka bez zapytania którejś z nich o znaczenie snu czy sprawdzenia, co nas boli. Nisko, w lewym boku, vis-à-vis ślepej kiszki. Przecież tam nic nie ma.
A jednak musimy wiedzieć, czym to się leczy, i jakie są statystyki śmiertelności wśród mężczyzn po sześćdziesiątce cierpiących na to schorzenie. I tak przez cały dzień, aż do wieczora. Można więc rzec, że wieczorem przed zaśnięciem wiemy wszystko, a wszystko to jest gruntownie sprawdzone, w tym statystyki śmiertelności w czasie snu. Nie ma – piszemy to z naciskiem – niczego, czego byśmy nie wiedzieli. Powinniśmy zatem być zadowoleni, czuć się lepiej, spokojniej i pewniej, a tymczasem jest na odwrót.
Czujemy się gorzej, jesteśmy niespokojni i niepewni. Poczucie wszechwiedzy w zasięgu ręki nas nie satysfakcjonuje. Inni mają podobnie. Niby wiedzą, ale nie wiedzą. Szukają więc dalej i kopią głębiej. Zauważyliśmy, że ludzie korzystający z wyszukiwarek przestają zadawać proste pytania, bo proste odpowiedzi im już nie wystarczają. Zaczęli więc wyszukiwarkom zadawać zadania problemowe, zaczynające się od słów: „o co chodzi z...”.
Na przykład ostatnio ludzie są ciekawi „o co chodzi z Trumpem” albo „o co chodzi z wiosną”, albo „o co chodzi z czekoladą dubajską”, albo „o co chodzi z Nawrockim”. Słowem, wiedza ludzi o co chodzi z czymkolwiek jest zerowa. Bardzo smutne.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.







