Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

O cielesności

O cielesności

15.04.2019
Czyta się kilka minut
Kiedy w naszej cerkwi odprawiały się jeszcze regularnie nabożeństwa, zapamiętałem taki obraz: po mszy, w letni ciepły dzień wyszli z cerkwi nasz prawosławny ksiądz i jego żona.
O

On dostojny, solidny, z brodą, ona postawna, dorodna blondynka. Zeszli w dół cerkiewnego wzgórza, w miejsce, gdzie potok spływający z Żydówki (tak nazywa się góra) wpada do Zawoi. Tworzy się tam coś w rodzaju głębokiego po pierś basenu wypełnionego czystą, zimną wodą o zielonkawym odcieniu. Oboje stanęli na brzegu i się rozebrali. Ksiądz do gatek, jego żona miała na sobie dwuczęściowy kostium. A potem skoczyli w głąb zielonkawych wód.

Patrzyłem na ten widok jak urzeczony. Na wzgórzu wśród drzew pobita gontem osiemnastowieczna cerkiew o skromnej, ale olśniewającej urodzie, w dole jasne ciała kapłana i jego żony pluszczące się w zielonej rzece. Jakiś rajski spokój, jakaś harmonia emanowały z tej wizji. Tam krzyż w błękicie, a tutaj nagość bez żadnych podtekstów, nagość, można rzec, bezgrzeszna.

Wiele księżyców temu miałem okazję przebywać w wojsku i w więzieniu. Wiem, co...

5958

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jak na tekst aspirujący do otwartości, to za bardzo eufemistyczny. "Brzuch i tyłek kobiety"? Serio? Seks uprawia się brzuchem?

@anuszka: Sądzę, że łatwiej będzie Pani zrozumieć to odwołanie, czytając choćby poprzedzające je zdanie (a stosownych wskazówek jest w tekście znacznie więcej). Nauka kościoła instytucjonalnego o seksie w istocie obsesyjnie miota się między cielesnością ukierunkowaną na - wypreparowane w nienaturalny wręcz sposób - macierzyństwo (ów brzuch) a grzesznością (ów tyłek). Zgodzi się Pani, jak mniemam, że seksualność to znacznie bogatsza sfera.

Ten tekst ma przeciwstawić batiuszkę-mężczysne i księdza - anielsko niemęskiego. Czytając go, nie mogłem się jednak pozbyć myśli, że ten nie posiadający wiedzy ciała kobiety student seminarium, przyszły ksiądz, nie istnieje, w statystycznie ważnej liczbie. Czy tak jest - nie mam pojęcia, ale, jeżeli miałbym iść o zakład, to wiem na co bym postawił moje złote.

można się spierać o poziom tej wiedzy, ale jeśli nawet coś tam l i z n ą ł, bez wątpienia po pierwsze ❶ zmuszony jest ukrywać swą praktykę w tym zakresie, po drugie ❷ niewykluczone, że generuje ona w nim notoryczne poczucie winy z pochodnymi, i wreszcie po trzecie ❸ - dzieci, życie rodzinne to z definicji musi być kompletny odlot konsekrowanego w sferę mitów i wyobrażeń - - to nie jest normalna sytuacja, cokolwiek by o normach nie sądzić, i bez wątpienia z tego własnie powodu pop czy pastor ze znajomości życia człowieka poczciwego biją na głowę katolickich mędrków w sutannach

W każdym razie wesołych świąt :) (ze specjalną dedykacją dla kogokolwiek, kto siedzi teraz w tych czy innych koszarach): https://www.youtube.com/results?search_query=music+for+a+while+hallelujah

Juz wole jak pisze Pan o zapachu drzewa za oknem niz wynurzenia moze zgodne z linia programowa tygodnika ale malo swiateczne. To tereny nie dla Pana. Prosze zostawic naprawianie tego co nie da sie naprawic innym. Moze lepiej by pasowal ten tekst na walentynki. Wesolych Swiat

„To tereny nie dla Pana. Proszę zostawić naprawianie tego, co nie da się naprawić innym”. Można zrozumieć, że Panu Pawłowi tekst się nie podoba, nie zgadza się Pan nim, z resztą bez podania merytorycznych argumentów. Nie znaczy to jednak, że należy mówić innym, co mają robić, o czym mają pisać, jakie tematy poruszać, czy się do czegoś nadają, czy nie. Świadczyłoby to o tym, że osoba pouczająca uważa się za lepszą, wiedzącą lepiej – wtedy rzecz jasna nie ma dyskusji. Czy zamiast pouczeń nie byłoby ciekawiej pokazać własne spojrzenie na dany tenat? Poza tym, czy coś się da naprawić, czy nie, to też kwestia zapatrywań, dla jednych być może nie da się naprawić, ale są też tacy co mają inne zdanie. Są też tacy, którzy cenią takie teksty jak powyżej i czekają na dalsze, również w tym temacie. Pozdrawiam świątecznie.

uprzejmie proszę o wskazówki dotyczące kryteriów przydziału terenów, może i ja popełniam tam, gdzie mi nie wolno?

Mój biedny proboszcz nie potrafi ukryć nawet swoich obsesji seksualnych. W każdym kazaniu przezeń głoszonym pojawia się jakaś kobieta upadła, siedlisko diabła, wszetecznica i gorszycielka. Na zakończenie Wielkiego Postu odprawia się u nas drogę krzyżową wiodącą przez miasteczko. W tym roku ponoć rozważania skupiały się na cudzołożnicach i kobietach lekkich obyczajów, uwiecznionych na kartach Ewangelii. Ten wykrzywiony obraz świata utrwala w głowach maluczkich ksiądz posiadający nieślubnego syna, tolerujący bujne życie seksualne swoich wikarych. Na zasadzie przeniesienia, projekcji, ów ksiądz własne poczucie winy przerzuca chętnie na kobiety."I śmieszno, i straszno!" Uważam, że nie tylko jemu przydałaby się długotrwała psychoterapia.

pomyłka

nie on jeden, są ich t a b u n y...ツ

Korzystając z okazji chciałabym podziękować Panu Eddiepolo z inspirację do ciekawej wycieczki do Lipowca, Czeremchy i okolic drogowskazu Babadag 1034 km. Mimo że ostatni odcinek drogi fatalny - odzwyczailiśmy się w Polsce od tak wyboistych dróg, to sam klimat i otoczenie wręcz magiczne. Dziękuję raz jeszcze.

bo od tych klimatów już się raczej nie można uwolnić - a teraz tam bez dwóch zdań najładniej, i pogoda dopisała, i kwitną barwinki przy starych krzyżach, na zapuszczonych cmentarzach, wzgórza białe od tarnin, brzegi potoków żółte od kaczeńców - tak było?... wybieramy się w maju, ale kiedy czytam, że ktoś tam właśnie był - autentycznie z a z d r o s z c z ę ツ a że droga dziurawa? no tak, ale jest!... cieszę się

ja nawet mogę sobie wyobrazić, jak w piekle wyją ze śmiechu po przeczytaniu tego tekstu... Kapitalna głupotka, szkoda tylko że wyobraźnia niczemu niewinna tak uwikłana...

No … jeden nawet wpadł, prosto z piekła …, ale po kolei Zadzwoniło do drzwi, otworzyłem i … nic … dopiero potem rozejrzałem się, żeby zobaczyć, ze na wycieraczce stoi pudel. Można ? zapytał. A wchodź, powiedziałem, w końcu przestało mnie cokolwiek dziwić. No i ? Zagaiłem, kiedy był już w środku. Co cię sprowadza i dlaczego gadasz ? A co, książek nie czytasz, powinieneś od razu skumać, odpowiedział zaczepnie i przeistoczył się w dwu i półmetrową postać, o kozim wyglądzie, z kopytami i błoniastymi skrzydłami. W dodatku zaczął cuchnąć siarką jak pięć radzieckich kombinatów chemicznych naraz. Wybacz, rzucił, musiałem odstawić tę szopkę, bo wierz mi, że są rzeczy które cię jednak mogą zdziwić i chciałem, żebyś mnie jednak jakoś potrafił przyporządkować (Teraz wyglądał już normalnie i dość rzeczowo – coś jak przedstawiciel sieci telefonii komórkowej, który namawia do zawarcia umowy. Tylko brodę miał taką hipsterską, rzekłbym spiczastą o ile nie kozią, swoją drogą zacnie wymodelowaną). Do rzeczy - ciągnął. Mamy do ciebie sprawę. Do mnie ? Zmroziło mnie, a przed oczami zatańczyła mi część tryptyku Hieronimusa Boscha i to nie ta gdzie siedzi się na golasa na łące. Spoko czacha rzucił – nie chodzi teraz o ciebie, ale o to, że zostałeś wybrany. Jak już skończyliśmy rżeć jak dzikie konie po przeczytaniu tych wynurzeń Stasiuka nt. seksu i duchowieństwa, to wypadło nam na to, że potrzebujemy agenta (wiesz – Bolek, te sprawy) i wypadło na ciebie. Ja ? agent – Bolek - seksu ? Przez chwilę usiłowałem wyobrazić się w roli Lwa Starowicza na czele ogólnopolskiego marszu feministek a potem przypomniałem sobie że faktycznie – miałem raz propozycję z agencji modelek i modeli, a kiedy w pracy koleżanki i koledzy narzekali że księża podczas nauk przedmałżeńskich wyciągali od nich wiadomości o życiu seksualnym, to poradziłem im, żeby odpowiadali że niestety mają bardzo dobre orgazmy i szczegółów potem nie pamiętają. Urosłem więc – tyle atrakcyjny co wyszczekany - w sobie i pomyślałem, no no … ale zaraz … chwila, ty przecież jesteś no tym … diabłem, szatanem, władcą much i móch. Ha – chciałeś mnie wziąć na miłość własną, ale nic z tego, nie zwiedziesz mnie, nie dam się nie ….

Ostatnie co zobaczyłem to, że znów zmienia postać i bucha z paszczy ogniem. Kiedy doszedłem do siebie miał zmęczoną postać pracownika korporacji, którego po raz kolejny ominął awans (a wzrosła rata kredytu). Siedział blady, wymięty z rozczochraną brodą. Wybacz, uniosłem się, rzucił. Naprawdę ciężko się z wami rozmawia. Czasami wydajecie się wcale pojętni, a potem ręce (tj kopyta) opadają. Taki wasz Polański na przykład. Że niby diabeł ze śmiertelniczką dziecko płodzi. Widzisz, nie kumacie po prostu podstaw. My jesteśmy jak powinieneś wiedzieć aniołami (nawet jeśli jak to określacie upadłymi), nie dorastacie nam po prostu do podków. Ani nas nie widzicie, ani nie słyszycie, jak już trzeba pogadać, to człowiek – przepraszam – diabeł – musi odstawiać takie szopki jak ja dzisiaj, żebyście cokolwiek zajarzyli. Myślisz że przybieranie postaci jest takie przyjemne ? – jęknął. A bez materii w waszym pojęciu nie potrzebujemy i tego, co nazywacie seksem (brzuch Rosemary zafundował podrzędny demon, któryś z pociotków tej nieszczęsnej Lilith). Ale i tu mamy swoje ograniczenia, po prostu się na tym nie znamy i dlatego – znów jęknął – muszę tu siedzieć i rozmawiać z tobą. To znaczy potrzebujemy ciebie, bo się w tym niestety niezbyt orientujemy. Jestem tu po to, żeby ci oznajmić, że masz nam pomóc zrealizować nasz master plan. Tym razem wasz upadek ma być zupełny i ostateczny, ale do tego potrzebujemy wrodzonych ci umiejętności cielesnych, że się tak wyrażę. Z grubsza wiadomo o co biega ? Tym razem siedział przede mną gość żywcem wyjęty z reklamy Hugo Bossa, w każdym razie nabrał wigoru i przeglądał coś tam w swoim notebooku. Kątem oka zobaczyłem jakieś zipowane fajle pod nazwami „prezes” czy „ojciec dyrektor”. Zaraz je rozpakuję, uśmiechnął się – takie tam exele, wypada z nich, że sprawy idą w dobrym kierunku, mruknął zadowolony. Ale do rzeczy, do rzeczy, nawet jeśli jestem spoza czasu, to muszę brać poprawkę na wasz czas. Ale dlaczego ja mam ci niby pomagać – zawołałem. Bo przeczytałeś Stasiuka i klamka zapadła. Nie pozostało mi więc nic innego jak przytaknąć, kątem oka zobaczyłem jeszcze że tapeta na jego notebooku jest faktycznie obrazem Hieronimusa Boscha (nie tym z siedzeniem na golasa na trawie) i zacząłem słuchać.

Słuchaj więc – ten wasz seks to byłoby dla nas niezłe pole do popisu. Niestety – jak nadmieniłem – jesteśmy bytami wyższego rzędu niż wy i go nie potrzebujemy, ale i niestety brakuje nam tu pojęcia. Możemy się tylko przyglądać i z zadowoleniem kontestować, że piekło potraficie urządzić sobie na tym polu sami z siebie. Jak powiedział któryś z was – jeśli nasz były szef (lekki skurcz przeleciał przez jego twarz, wspomnienie musiało być nieprzyjemne) stworzył świat w sześć dni to co od robi od tamtej pory, jak nie usiłuje łączyć was w pary. Ale i dzięki felietonowi Stasiuka nadeszła znakomita okazja, żebyśmy i my coś tu namieszali. Sprawa wygląda więc tak: przeczytałem sobie trochę tych waszych dokumentów i aktów prawnych (teraz siedział przede mną sam Al Pacino – kurczak, faktycznie legion, pomyślałem) i wygląda na to, że kościoły wschodni i zachodni powstały w wyniku schizmy, żaden z nich natomiast nie oskarża drugiego o herezję. Kumasz ? Może i skaczecie sobie przez to do gardeł albo nie odzywacie się do siebie, ale tak naprawdę to kłótnia w rodzinie. Możecie więc równie dobrze uczyć się od siebie wzajemnie. Po wtóre związek duchownego z kobietą nie jest objęty ewentualną ekskomuniką, czyli wykluczeniem z kościoła. Jarzysz ? Jeśli któryś z waszych katolickich duchownych przygrucha sobie jakąś parafiankę, to tak właściwie łamie jedynie regulamin, ale tak naprawdę kościół nie będzie mógł nic mu zrobić (tzn. będzie, bo wprowadził swego czasu ten cały celibat, żeby samego siebie zdyscyplinować więc może go przenieść do innej parafii, zabrać służbowy samochód albo nakazać mu nieodzywanie się, ale i od odważnych świat należy i jak ktoś będzie pierwszy, to efekt kuli śniegowej murowany). Pozostaje ich tylko umocnić w ich odwadze. Widzą brzuch i tyłek ? Niech czytają „Pieśn nad pieśniami” to zobaczą resztę. Dla młodych niech wiedzą, żeby – mogą się orientować słabiej niż przeciętna – że dziewczyna o której śnią, to ta która patrzy im w oczy podczas udzielania komunii choćby. Dla starszych – niech sobie obejrzą ten film z Hopkinsem o tym co tam z dnia zostaje a potem napiszą do tej, która kiedyś popatrzyła im w oczy. Kto wie może potraficie się – jako to określacie – czasami też kochać, a jak tak, to to wasze kochanie może i nie umiera. A teraz wisienka na torcie – wiesz – mam wątpliwości co do tego efektu kuli śniegowej jednak. Bo wy tacy instynktowni bywacie. Zepniecie się razem, pojęczycie, spocicie, posapiecie i potem wena was opuści i sprawa rozejdzie się po kościach. Dlatego – tu jest całe clou naszego wymyślonego naprędce master planu – jeśli – jak twierdzą wasi hierarchowie upadek przez cielesność ma być zupełny, kompletny i ostateczny, to włączcie w to to całe wasze chrześcijaństwo. Popatrzcie na swoje osobowości, szanujcie się, opiekujcie się sobą i wspierajcie się – wiesz, to wszystko o czym klepane jest niedziela w niedzielę w waszych kościołach. Kierujcie się tym, co dynda bądź schowane jest między waszymi nogami, ale nie pozwólcie by to kierowało wami, że się tak wyrażę. Widzisz jakie to genialne w swojej prostocie ? Także przeczytałeś Stasiuka i wpadłeś bratku. Teraz masz dodać nasze trzy grosze, bo ja patrzę na tę swoją tapetę i myślę, ach, gdyby to faktycznie mogło tak wreszcie wyglądać … No ale nic, wiesz co masz robić, a teraz mnie wypuść, bo bardzo mi się chce powiedział znów Pudel. Ciekawe czego, pomyślałam patrząc na merdający kikut ogona, kiedy zbiegał po schodach. Płciowi to akurat faktycznie nie jesteście. Was najs to meet you, pomyślałem, zapuściłem Jaggera i wziąłem się do pisania.

Jak matka setka. Z uszan.iem

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]