Niuanse lustracji

Jestem, byłem i będę przeciwnikiem masowego otwierania teczek, grzebania w cudzej przeszłości, a zwłaszcza wyjątkowo irytują mnie różni osobnicy, którzy mają się za depozytariuszy pamięci narodowej i jej sędziów, a są tylko szczeniakami (także jako naukowcy) i oskarżają bezpodstawnie ludzi, którzy zasłużyli się dla Polski i wiele dla niej wycierpieli.
Czyta się kilka minut

Jednak obie manie: dekomunizacyjna i lustracyjna, które należy odróżniać, czasem znajdują pożywkę w rzeczywistości i wtedy powraca pytanie, jak ten problem powinien być rozwiązany w kraju, w którym znowu nie tak wielu, ale jednak sporo ludzi wciąż chodzących na wolności i uprawnionych do wykonywania różnych zawodów zostaje przez niemądrych lub zadufanych w sobie oficjeli zatrudnionych na stanowiskach, jakich doprawdy zajmować nie powinni.

Ostatnio mieliśmy dwa takie przypadki: w Urzędzie Rzecznika Interesu Publicznego i w prokuraturze krajowej, czyli w Ministerstwie Sprawiedliwości. Oba są poza dyskusją. W obu przypadkach zatrudnieni powinni być natychmiast zwolnieni, w pierwszym - to było proste, w prokuraturze procedura zwolnienia jest trudniejsza, ale zapewne też wykonalna. Nie idzie jednak o te poszczególne, doprawdy skandaliczne przypadki, lecz o zasady i szkodliwość działania tych, którzy zatrudniają ludzi niegdyś skompromitowanych. Mamy tu do czynienia zatem z dwiema różnymi sprawami. Jedną, czyli nieudolnością lub też zwyczajną głupotą zatrudniających, nie będę się zajmował. Ale druga jest poważniejsza, bo minister Kalwas i sędzia Olszewski swoimi działaniami powodują, że uprawnieni czują się ci wszyscy szaleńcy lub ludzie podli, którzy chcieliby zlustrować wszystko i wszystkich poza samymi sobą.

W tak delikatnej materii powstało w Polsce kompletne rzeczy pomieszanie, więc nie wolno dolewać oliwy do ognia. Trzeba jednak wprowadzić możliwie szybko specjalne przepisy, które nie zmuszają do lustracji wszystkich niemal, którzy zajmują najniższe nawet stanowiska (była przecież mowa nawet o wicedyrektorach szkół podstawowych), lecz tych, którzy są zatrudniani w instytucjach lub w zawodach, gdzie (jak się już sobie zszargało biografię) pracować nie można. Prawnik, który był świnia jako prokurator, może być radcą, były ubek może być przedsiębiorcą. Ale ten prokurator, niegdyś świnia, nie może być wyższym prokuratorem i tak dalej.

Jak to zrobić? Są dwa sposoby. Pierwszy polega na wprowadzeniu odpowiednich przepisów, co jest często skuteczne, ale nie zawsze, bo każdy przepis prawny ma luki i będzie się toczyła wojna w Sejmie, jak daleko te przepisy mają sięgać. Drugi sposób też naturalnie wymaga zmian prawnych, ale ma charakter bardziej demokratyczny, czyli wprowadzenia mechanizmów wyborczych do instytucji, które wyborowi mogłyby podlegać (prokuratura krajowa) lub mechanizmów zobowiązujących i czyniących odpowiedzialnymi za swoich ludzi ich przełożonych. Przełożony powinien być w nielicznych, powtarzam, szczególnie delikatnych z punktu widzenia przeszłości i pamięci narodowej miejscach zobowiązany do dobierania sobie ludzi nienagannych i to przełożeni tych i tylko tych instytucji powinni mieć prawo do występowania do odpowiednich organów o zlustrowanie kandydata do pracy. A jak tego nie zrobią, to na zieloną trawkę. Rzecz jest ogromnie nieprzyjemna, ale dotyczy nie tak wielu instytucji - tylko wymiaru sprawiedliwości oraz tych, którzy mają sprawdzać przeszłość i lustrować innych, czyli także wymiaru sprawiedliwości sensu largo. Reszta może zostać jak jest, czyli lustracji powinni podlegać wysocy urzędnicy państwowi i koniec.

Nie można przecież liczyć na ludzką przyzwoitość i na to, że niegdyś świnie dziś sami uznają swoją świniowatość i do delikatnej pracy się nie zgłoszą. Lustracja i dekomunizacja na skalę narodową - nie, lustracja w szeroko pojmowanym wymiarze sprawiedliwości (także w IPN) - tak.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2005