Nielegalne adopcje: rząd mówi „stop”

Czyta się kilka minut

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: W Polsce kwitnie handel dziećmi.

ANNA WÓJCIK: Na dużą skalę, od dawna. Jako Ogólnopolska Koalicja Ośrodków Adopcyjno-Opiekuńczych mówimy o tym od 2010 r. Sama, będąc w Sejmie, dawałam posłom internetowe materiały z ogłoszeniami typu: „sprzedam brzuszek” albo „oddam dziecko w dobre ręce”.

Na czym polega proceder?

W Polsce, by adoptować legalnie dziecko, trzeba przejść diagnozę psychologiczno-pedagogiczną i szkolenie. Później jest oczekiwanie na dziecko – od kilku miesięcy do 2-3 lat, w zależności od otwartości i oczekiwań kandydatów na rodziców. Nielegalna adopcja odbywa się z pominięciem procedur: będąca w ciąży matka X dogaduje się z kobietą bądź małżeństwem Y, że po narodzinach zrzeknie się dziecka, zeznając np., iż Y jest biologicznym ojcem...

Właśnie weszły w życie nowe przepisy: karane będzie nie tylko – jak dotąd – organizowanie nielegalnej adopcji, ale też uczestnictwo w niej.

Tak, choć nie mamy pewności, czy nowe prawo zadziała. Moje wątpliwości budzi np. przepis, że karze podlega „oddanie lub przyjęcie dziecka” w celu osiągnięcia korzyści, gdy fakt ten zostanie zatajony przed sądem. Co, jeśli nie zostanie zatajony? Wtedy nie będzie kary? A dziecko zostanie odebrane? Co się z nim stanie?

Rząd jedną ręką walczy z adopcjami nielegalnymi, ale drugą likwiduje de facto adopcje zagraniczne. A to często jedyna szansa na rodzinę dla dzieci chorych czy starszych, w Polsce zwykle niechcianych. Opisaliśmy ponad pół roku temu w „TP” historię kilkorga takich dzieci.

Trzeba docenić to, że po raz pierwszy polski rząd mówi: musimy coś zrobić z handlem dziećmi. Drastyczne ograniczenie adopcji zagranicznych zamyka rzeczywiście drogę wielu dzieciom do znalezienia rodziny. Dziewczynka, której losy opisane zostały w ­„Tygodniku”, nadal nie znalazła stałego domu. Podobnie inna, ciężko chora, która osiągnęła już taki wiek, że adopcja nie wchodzi w grę. ©℗

ANNA WÓJCIK jest kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Sosnowcu.

Czytaj także: Przemysław Wilczyński: Życie w poczekalni

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2019