Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niebezpieczne marzenie

Niebezpieczne marzenie

02.03.2014
Czyta się kilka minut
Slavoj Žižek, Rok niebezpiecznych marzeń | Jak na zbiorowym gniewie zbudować pozytywny projekt społeczno-politycznej zmiany? Czy duch rewolty może stać się natchnieniem prawdziwej rewolucji?
W

W roku 2011 byliśmy świadkami powrotu radykalnej polityki emancypacyjnej. Dziś widać, że w wielu przypadkach bunt się ustatecznił. Slavoj Žižek docieka, w jaki sposób ocalić rewolucyjny potencjał tych „niebezpiecznych marzeń”.

Tematem „Roku niebezpiecznych marzeń” są ruchy emancypacyjne, które doszły do głosu trzy lata temu (Arabska Wiosna, ruch Occupy Wall Street) oraz gwałtowne wybuchy przemocy, których świadkami byliśmy wówczas (zamieszki w Wielkiej Brytanii, akcje rasistowskich ugrupowań w Europie, masowy mord Breivika). Jak ustanowić wspólny mianownik dla tak różnorodnej serii wydarzeń?
Žižek zrazu powiela obiegowe diagnozy publicystyczne: że pod powierzchnią ustabilizowanego życia politycznego narasta społeczne niezadowolenie, że frustracja i gniew szukają dla siebie ujścia, a niejednokrotnie stają się przedmiotem ideologicznych manipulacji. Przeprowadzone w marksistowskim duchu badanie prowadzi go w stronę źródłowych, „bazowych” faktów ekonomicznych, czyli stosunków produkcji, które determinują całą społeczną nadbudowę.
Słoweński filozof wyzbywa się jednak resztek marksowskiego historyzmu i nie godzi się na ekonomiczną redukcję. Owszem, powiada, cyrkulacja kapitału jest ostatecznym odniesieniem, ale jego przyczynowość dokonuje się tylko poprzez serię przemieszczeń. Oznacza to, że podstawowy antagonizm szuka sposobów, by przemieścić i zapośredniczyć przeciwstawne bieguny. Dzieje się to na zasadzie przesunięcia, zagęszczenia i wtórnego opracowania, czyli w serii przekształceń przypominających pracę marzenia sennego. W tej perspektywie to, co ekonomiczne, upodabnia się do lacanowskiego Realnego: pozostaje twardym rdzeniem wyrażanym w różnych deformacjach, jak i samą strukturyzującą zasadą tych zniekształceń. Za przykład posłużyć może populistyczny konserwatyzm w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Jego podstawowa przesłanka, czyli ekonomiczna opozycja klasowa (biedni chłopi i pracownicy fizyczni kontra prawnicy i bankierzy), zostaje przemapowana na opozycję między porządnymi, pracowitymi, patriotycznie nastrojonymi chrześcijanami z prowincji a dekadenckimi, lewicowymi liberałami z wielkich miast.
Ciało obce
W perspektywie niespokojnego roku 2011 najwymowniejszym przykładem takiego przemieszczenia będą ruchy pokroju greckiego Złotego Świtu, jawnie faszystowskiego, który werbuje samozwańczych antyimigranckich strażników, a ludzi na ulicach Aten uzbraja w gwizdki, by alarmowali, gdy zauważą podejrzanego intruza. To modelowy przykład negowania społecznego antagonizmu poprzez projekcję jego przyczyn na obcego, który symbolizuje zagrożenie dla społeczeństwa. W długiej historii Zachodu funkcję obcego pełnił Żyd, dziś jego rolę przejmuje imigrant z biednego Południa. Narracja antyimigrancka, podobnie jak kiedyś czynił to nazistowski antysemityzm, zapewnia wyjaśnienie problemów bytowych i społecznych niepokojów, gwarantuje proste mapowanie poznawcze: wiadomo, wszystkiemu winien przybysz, a wszelkie zło przychodzi z zewnątrz.
Žižek zadaje sobie trud dokładnej lektury manifestu Andersa Breivika, mordercy z wyspy Utøya. „2083 – Europejska Deklaracja Niepodległości” z pozoru przypomina bełkot szaleńca, a dziwacznych konceptów ideologicznych nie da się uspójnić (dotyczy to choćby sposobu, w jaki Breivik konstruuje wroga przez połączenie elementów należących do różnych przestrzeni politycznych: marksizmu, wielokulturowości oraz islamizmu). W tym pozornie mętnym wywodzie można jednak dostrzec logikę przesunięć i zapośredniczeń. Sprzeciw wobec wielokulturowości służy wyklarowaniu podziału my-obcy, ustanowionego przy pomocy kategorii etnicznych. Nobilitacja narodowej tożsamości niesie ocalenie przed „traumą porwania w wir mętnej finansowej abstrakcji”, a stygmatyzacja obcego to przemieszczone przerażenie prawdziwym „ciałem obcym”, czyli „samonapędzającą się piekielną maszyną Kapitału”.
W tej perspektywie dryf postkomunistycznej Europy Środkowej i Wschodniej ku prawicowo-nacjonalistycznemu populizmowi, powiązany wielekroć z wybuchami homofobii, jawi się również jako wyraz i następstwo ekonomicznych rozwarstwień i klasowych antagonizmów. Ten mistyfikujący mechanizm funkcjonuje tym lepiej, że sprzyja mu wewnętrzna logika kapitalizmu, która jest (tu Žižek zapożycza się u Alaina Badiou) „bezświatową” konstelacją ideologiczną, pozbawiającą ludzi wszelkiej sensownej orientacji poznawczej. Kapitalizm ma charakter globalny pod względem ekonomii, na poziomie sensu natomiast – „detotalizujący”, co znaczy, że nie ma i być nie może żadnego „światopoglądu kapitalistycznego”. Dowodzi tego fakt, iż system ten przystosowuje się bez kłopotu do każdej cywilizacji, od chrześcijańskiej po buddyjską.
Akty oporu
Jeśli w tej „bezświatowej” przestrzeni społecznej pojawia się protest, to tylko na poziomie zerowym: nie formułuje żadnych żądań, sprowadza się do wybuchu bezsensownej przemocy. Tak właśnie, jako formę ślepego odreagowania, postrzega Žižek brytyjskie zamieszki z 2011 r., podczas których młodzi ludzie podpalali samochody i plądrowali sklepy. Filozof podejmuje w przewrotny sposób leitmotiv konserwatywnej krytyki, która grzmiała o zezwierzęceniu współczesnej młodzieży, i powiada, że biorący udział w tej wielkiej zadymie nie byli sprowadzeni do stanu abstrakcyjnych „dzikich zwierząt”, lecz do historycznie konkretnego „dzikiego zwierzęcia”, wytworzonego przez ideologię kapitalistyczną. Żywiołowe działanie tej bestii to ironiczna riposta na konsumpcjonistyczny przekaz, brzmiąca: „namawiacie nas do konsumowania, jednocześnie pozbawiając nas możliwości robienia tego jak należy – oto więc konsumujemy w jedyny dostępny nam sposób!”. Nihil novi, wystarczy zajrzeć do wydanej cztery lata temu „Przemocy. Sześć spojrzeń z ukosa” i przypomnieć sobie, jak Žižek interpretował zamieszki na przedmieściach Paryża z 2005 r. Akty przemocy okazują się u niego zawsze odpowiedzią na przemoc powszechnie akceptowaną i niedostrzegalną, na której opierają się wszelkie systemy polityczne i ekonomiczne.
Interpretacja ulicznych burd jako chuligańskiego acting out, kompulsywnego odegrania nieuświadomionych konfliktów, wydaje się dość oczywista. Prawdziwe wyzwanie interpretacyjne stanowi Arabska Wiosna. W „Roku niebezpiecznych marzeń” ten zbiorowy akt oporu skonceptualizowany zostaje w terminach Pierre’a Taguieffa: o ile dogmatyczny marksizm był islamem XX wieku (zsekularyzowaną formą abstrakcyjnego fanatyzmu), o tyle współczesny islam okazuje się marksizmem XXI wieku, w tej mierze przynajmniej, w jakiej próbuje zagospodarować antykapitalistyczny protest. Obawy światowej opinii publicznej nie są bezpodstawne, wszak przykłady innych ludowych rewolucji ostatnich dekad dowodzą, że emancypacyjny potencjał zostaje często zawłaszczony przez porządek fundamentalistyczny (Iran) lub kapitalistyczny w jego najbardziej liberalnej formie (Filipiny). Niemniej, przekonuje Žižek, wbrew tym obawom, a także wbrew cynicznej Realpolitik, która nad rewolucyjny zamęt przedkłada, jako mniejsze zło, przewidywalnego tyrana, musimy pozostać bezwarunkowo wierni radykalnie emancypacyjnej istocie powstania.
Kapitalistyczna bestia
Tu docieramy do kwestii kluczowej: jak na zbiorowym gniewie zbudować pozytywny projekt społeczno-politycznej zmiany? Czy duch rewolty może stać się natchnieniem prawdziwej rewolucji? W tym miejscu przydatne okażą się manifesty Oburzonych i aktywistów ruchu Occupy Wall Street. Z jednej strony wyrażają one sprzeciw wobec rosnącego rozwarstwienia majątkowego, które uosabiają sproletaryzowany inteligent i irracjonalnie bogaty bankowiec wyższego szczebla. Z drugiej strony jednak pojawia się przekaz: „jesteśmy tu, żeby się dobrze bawić” i związane z nim narcystyczne zagrożenie, podszyte ogólną bezradnością. Owszem, Indignados odnawiają ruch społeczeństwa obywatelskiego, ale nie chcą przekształcać go w nową partię i to stanowi o słabości ich protestu, gdyż reorganizacja całości życia społecznego wymaga powołania do życia nowego organu politycznego. System zresztą już wystosował ironiczną odpowiedź na bezprogramowość Oburzonych – w postaci rządów „neutralnych”, apolitycznych technokratów, ekspertów od ekonomii, którzy przywracają „normalne” cyrkulowanie wielkiego kapitału w ramach zadekretowanego stanu wyjątkowego.
Istotnym następstwem tych akcji protestacyjnych jest domknięcie cyklu dziejowego zachodniej lewicy, która jakiś czas temu zarzuciła „esencjonalizm walki klas”, by wspierać walki na licznych frontach kulturowych (walka z rasizmem, seksizmem itd.), dziś natomiast odkrywa ponownie problem podstawowy – czyli sam kapitalizm. Jak na razie, to cenne odkrycie ginie w natłoku umoralniających dyskursów: dyskurs o chciwości i nadmiernej konsumpcji przekłada systemowy nakaz ekspansji na coś w rodzaju osobistego defektu czy grzechu; dyskurs ekspercki mówi o niesprawnym administrowaniu i technicznych błędach, które doprowadziły do zapaści skądinąd wydolnego systemu; dyskurs liberalno-lewicowy podtrzymuje mit społecznej solidarności i zbankrutowaną utopię państwa opiekuńczego. Wszystkie one proponują ideologiczny suplement, który czyni niewidocznym podstawowe rozpoznanie – to mianowicie, że „kapitalistyczna bestia wymyka się dobroczynnym regulacjom społecznym”. Po bolesnym przebudzeniu z drzemki fazy „kulturowej”, nowa lewica konfrontuje się z systemem niemożliwym do zreformowania czy okiełznania, który wszelkie zewnętrzne ograniczenia przekształca w wyzwanie dla nowej inwestycji.
Powrót utopii
Cały wywód Žižka służy jednemu: przygotowaniu gruntu pod paruzję komunistycznej utopii. Nie wystarczy duch rewolty. Zniszczeniu kapitalistycznej matrycy reprodukcji zorientowanej na zysk towarzyszyć musi jakaś systemowa alternatywa. Należy zatem wymyślić na nowo demokrację, wskrzeszając dziedzictwo radykalnej emancypacji i Pawłowego uniwersalizmu. Pod nieobecność komunistycznej teleologii, przybierającej postać historycznej konieczności, należy praktykować „komunizm absconditus” i poszukiwać współczesnych „cudów” – takich jak zrywy wolnościowe w krajach arabskich – które otwierają wymiar Wydarzenia w epoce przygodności. W płomiennym finale „Roku...” odnajdziemy wezwanie do czytania bieżących wydarzeń jako znaków z komunistycznej przyszłości. Wiara w jej istnienie opiera się na niczym nie umotywowanym przekonaniu, że „istniejący system nie może reprodukować się w nieskończoność”. Ten fideistyczny suplement widać jeszcze wyraźniej w przedmowie Igora Stokfiszewskiego, który cały wywód filozofa podporządkowuje odwiecznemu marzeniu o „uniwersalnym społeczeństwie na podstawach podmiotowości, równości i wolności”.
Zadziwia mnie zawsze ten mocny gest, który w tekstach Žižka (i jego sprzymierzeńców) pojawia się nieodmiennie jako punkt dojścia całego wywodu. Ma on charakter fundatorski, gdyż ustanawia przyszłościową utopię. Jej kształtu możemy się ledwie domyślać, obserwując z ukosa konfiguracje społeczne i dyskursywne sploty, niemniej znamy jej podstawowe egalitarno-wspólnotowe rysy. Postrzegam tę utopię jako teoretyczne panaceum na chroniczną podejrzliwość, jako odciążenie, które projektuje dla siebie krytyczna myśl znużona własnymi powinnościami. Komunistyczna utopia jest tym nie-miejscem, w którym panuje doskonała tożsamość kompetencji, ról i pragnień oraz ich symbolicznego wyrazu. Fundatorski gest zawiera też w sobie impuls autodestrukcyjny, który definiuje cały ten projekt myślowy: to filozofia fantazjująca nieprzerwanie o triumfalnym samozniesieniu.
Prorok i kartograf
Wszystkim, którzy zgłaszają tego rodzaju zarzuty, stawia się zwykle zarzut „umiarkowania” i zapytuje się retorycznie: czy wolno mieć nadzieję na oswojenie kapitalistycznej Bestii? Być może ulegam „reformistycznym resentymentom”, próbuję jednak na różne sposoby odrzucić ten rewolucyjny szantaż. Wszystko zależy wszak od pracy pojęciowej określającej warunki mówienia i działania. Przeciwko radykalizmowi Žižka wybieram więc inną grę językową, rozwijaną konsekwentnie przez francuskiego filozofa, Jacques’a Rancière’a. Definiuje on politykę jako wywrotowy naddatek, który zaburza „policyjny” ład, jako fenomen momentalny i insurekcyjny, zawsze uwikłany w dialektykę oporu (polityka może zaistnieć dlatego, że istnieje wspólnota z określonym podziałem miejsc, funkcji i tożsamości, którego strzeże policja).
Žižek nawołuje, by w ogląd teraźniejszości wnieść perspektywę przyszłości, by spojrzeć na sekwencje współczesnych nam wydarzeń jak na „zniekształcone fragmenty utopijnej przyszłości, która drzemie w teraźniejszości jako jej ukryty potencjał”. Na to wezwanie odpowiadam – w słowniku Rancière’a – co następuje: wszelkie próby myślenia przyszłościowej utopii zawierają w sobie marzenie o anulowaniu polityki oraz wizję wspólnoty poddanej policyjnemu porządkowi, w której panuje zgodność funkcji, miejsc i sposobów bycia. Utopia to kolejne niebezpieczne marzenie, którego uwodzicielskiej mocy ulegają intelektualiści wszystkich epok. Jak wyjść z tego klinczu? Wystarczy porzucić myślenie utopijne i spróbować dostrzegać we współczesnych niepokojach zbiór możliwości, potencjalność zmiany. Wystarczy zarzucić model czasowy na rzecz przestrzennego i pomyśleć o teraźniejszości w kategoriach mapy, która utrwala istniejące granice i terytoria, a zarazem umożliwia nanoszenie korekt i kreowanie światów możliwych.
To jednak wymaga gestu innego rodzaju, nieefektownego i wizerunkowo ryzykownego – wyrzeczenia się rewolucyjnego seksapilu, porzucenia roli porywczego proroka i przyjęcia funkcji cierpliwego kartografa.

Slavoj Žižek, Rok niebezpiecznych marzeń, wstęp Igor Stokfiszewski, przeł. Maciej Kropiwnicki, Barbara Szelewa, Krytyka Polityczna, Warszawa 2014.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, redaktor Magazynu Literackiego „Książki w Tygodniku”, prozaik, eseista, poeta.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]