Nasza chata nie jest z kraja. To nieprawda, że wydarzenia „gdzieś daleko” nie odbijają się na nas

Kiedy nie wiemy, komu wierzyć, łatwiej uznać, że nic nas nie obchodzi jakiś inny kawałek globu. Wstrzymamy się przed udzieleniem pomocy czy wsparcia, nie chcąc ryzykować poczucia, że postąpiliśmy naiwnie.

22.11.2023

Czyta się kilka minut

Olga Drenda - Felieton w "Tygodniku Powszechnym"
: Tu coś sie zdarzyło. To zwyczajny las. Ale także dawny obóz jeniecki.

Czytam w „Wired”, że większość informacji, jakie docierają na Zachód w związku ze strasznymi wydarzeniami w Strefie Gazy, jest fałszywa – w stopniu nieporównywalnym rzekomo z wcześniejszymi kryzysami i konfliktami. Jednocześnie trafiam na doniesienia, z których wynikało, że dezinformacja weszła na dodatkowy poziom: nową metodą manipulacji ma być oskarżanie o szerzenie nieprawdziwych informacji właśnie. Potem czytam o subtelnych sposobach operowania sztuczną inteligencją: samo rzucenie podejrzenia, że jakieś zdjęcie zostało zmanipulowane przy pomocy narzędzi SI, może być skuteczniejszą metodą wojny informacyjnej niż fikcyjne zdjęcie (albo fragment gry Arma 3 podpisany jako autentyczne nagranie, co również się zdarzyło). Dramat, który dziś obserwujemy z daleka, podsuwa myśli o kryzysie względnych i pozornych oczywiście, ale dających jakąś nadzieję ustaleń prawa międzynarodowego, a co za tym idzie, o kryzysie ludzkości w ogóle, ale też o kryzysie wiarygodności.

Mając luksus życia w spokojnej części świata, naturalnie możemy sobie dywagować na różne tematy, ale nie jest prawdą, że wydarzenia „gdzieś daleko” nie odbijają się na nas. Do Polski i tak dociera relatywnie niewiele pogłębionych informacji z zagranicy – tak wygląda dziś nasz medialny ekosystem. Rezultaty widzę dwa, oba zgubne: po pierwsze, komfort pozornej obojętności. Kiedy nie wiemy, komu wierzyć, łatwiej uznać, że nic nas nie obchodzi jakiś inny kawałek globu. Wstrzymamy się przed udzieleniem pomocy czy wsparcia, nie chcąc ryzykować poczucia, że postąpiliśmy naiwnie. Drugi skutek to większa podatność na fałsz. Nie mając materiału porównawczego (bo nic nas to wszak nie obchodziło), pierwszy lepszy materiał przypominający osobistą relację weźmiemy za dobrą monetę – nawet jeśli wydajemy się sobie samym bardzo przytomni. Nasza chata nie jest z kraja.

Podpisałam list otwarty – akt solidarności z dziennikarzami i dziennikarkami, którzy są na miejscu, a zarazem apel o przestrzeganie rzetelności i niepowielanie niesprawdzonych wiadomości. Wiem, że to nieduży gest. Chcę wiedzieć, co się dzieje, chcę – zgodnie ze starą uliczną maksymą – „patrzeć, komu ufam”; niestety, gubię się, wszyscy się gubimy, wszyscy jesteśmy podatni na procesy inżynierii behawioralnej. Patrzę na serwis dziennikarstwa śledczego Bellingcat: ci radzą śledzić livestreamy, pamiętając jednocześnie, że nie muszą być one bezstronne. Wystarczy pamiętać, gdzie ustawić kamerę.

Przypominam sobie, że Leopold Buczkowski, wybitny i bezlitosny pisarz polski, który przeżył okrucieństwa II wojny na ziemi lwowskiej, a potem w Warszawie, był radykalnym wrogiem opowieści. Wierzył, że tam, gdzie zaczynamy układać zdarzenia w ciągi przyczynowo-skutkowe, wkrada się fałsz – dlatego sam pisał tak, by niszczyć, sabotować zalążki narracji. O Buczkowskim myślałam często w związku z wstrząsającą powieścią „Drobny szczegół” palestyńskiej pisarki Adanii Shibli, w której padają słowa, że skupienie na drobiazgu bywa jedynym sposobem dotarcia do prawdy. Choć niewykluczone, że na zawsze będziemy tu bezradni, jako homini narrantes.

Być może, żeby starać się utrzymać blisko możliwej prawdy, trzeba ignorować wszystko, co przypomina opowieść. Dlatego odnotowuję kadry, które bez towarzyszącej im opowieści mówią jasno: tu zbiory „przemoc” i „normalne życie” naszły na siebie. Bez komentarza widzimy, że stało się coś strasznego w izraelskich domach zaatakowanych przez Hamas: ślady strzałów i krew pokrywają banalne zawieszki z napisem „Home sweet home” i zwykłe meble z sieciówki. Pamiętam, że kilka dni przed 7 października pani Naeema Mabed otworzyła w Gazie kocią kawiarnię; dziś budynek, w którym się mieściła, już nie istnieje. Z przejazdu polskiego wolontariusza kilka tygodni po rosyjskiej agresji na Ukrainę zapamiętałam ozdobne przęsła betonowe, takie jak w Koluszkach albo Zawierciu; ktoś chciał sobie postawić nowy dom i już go stracił. Albo fragment starego filmu dokumentalnego o Rwandzie: niesławne radio Mille Collines, które jawnie nakłaniało do zabijania, w tle wezwań do ataku puszcza pogodny przebój Heavy D and the Boyz „Now That We Found Love”. To nie są opowieści, to nie są głosy w sprawie: to migawki, które przypominają o zwyczajności grozy, o tym, że przemoc nagle skrapla się w życiu.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Badaczka i pisarka, od września 2022 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Autorka książek „Duchologia polska. ­Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, „Wyroby. Pomysłowość wokół nas” (Nagroda Literacka Gdynia) oraz rozmów „Czyje jest nasze życie” ­(… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Klątwa opowieści