Piszę do was w sprawie listu, który wysyłam do proboszcza mojej parafii, gdzie na każdej mszy odbywa się nakłanianie parafian do wypisywania dzieci z nowego przedmiotu. Jestem przerażona widząc taką nienawiść i obsesję w kościele, do którego chodzę. Wiem, że są inne osoby, które też tak myślą, jednak wszyscy boją się wyrazić to zdanie głośno. Proboszcz ma bowiem wysoką pozycję w naszej małej miejscowości.
Napisałam do niego, że mam wielką nadzieję, że list skłoni go do refleksji. Mieszkam w tej miejscowości od 6 lat, jestem mamą czwórki wspaniałych dzieciaków, chodzę do kościoła regularnie i sprawy wiary mam wpisane głęboko w moje sumienie. Nie jestem jednak w stanie dalej milczeć, gdy od wielu miesięcy, a chyba nawet lat, słucham na kazaniach słów, które dzielą ludzi na lepszych i gorszych, wprowadzając podziały tam, gdzie powinien panować pokój i zgoda (szczególnie w obliczu aktualnej sytuacji politycznej w Europie i na świecie).
Jestem oburzona słowami księdza, że tylko ci rodzice, którzy wypisują dzieci z edukacji zdrowotnej, naprawdę je kochają. Jak można tak powiedzieć? Czy jeśli chcę, by moje dziecko nauczyło się, jak dbać o siebie i innych, jak ważna jest profilaktyka onkologiczna czy przeciwcukrzycowa, to naprawdę nie kocham według niego swojego dziecka? Sama jestem osobą chorującą na nowotwór i wiem, jak łatwo przeoczyć objawy. To nie ma nic wspólnego z deprawacją! Tu chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci.
Dlatego napisałam do proboszcza, by skończył z tą nagonką, bo ile można o tym mówić? Nie ma innych spraw, problemów, zagrożeń, o których powinniśmy rozmawiać?
Pociesza mnie fakt, że nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Z drugiej strony szkoda, że musimy się bać, wyrażając nasze zdanie.
Czytelniczka
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














