Najciekawsi raperzy młodego pokolenia wracają do opowiadania lokalnych historii

„Bloki zostały ocieplone i pomalowane, ale to wciąż te same bloki. Młodzi ludzie wciąż zmagają się z podobnymi problemami natury materialnej, tożsamościowej. Zamiast wódki i heroiny jest fentanyl i mefedron” – mówi raper asthma.
Czyta się kilka minut
Duet TONFA // Fot. Jovan Mrowiński / materiały prasowe TONFA
Duet TONFA // Fot. Jovan Mrowiński / materiały prasowe TONFA

Podział na starą i nową szkołę w polskim rapie zawsze był problematyczny – bo czym właściwie miałyby one być? Zarówno Stare Miasto, jak i Molesta dzieliły się radami na temat tego, „jak się poruszać po mieście”, ale brzmienie, inspiracje i pochodzenie członków obydwu składów jasno dawały do zrozumienia, że mowa o trochę innych Warszawach.

A przecież muzyka lat 90. to nie tylko stolica. Dorzućmy ówczesny funkowy rap z Wrocławia czy psychodeliczne wycieczki śląskiego Kalibra 44, a okaże się, że jeżeli istniała jakaś stara szkoła, to z pewnością była ona wielozawodowa.

Bez szkoły

W roku 1998 ukazał się „Skandal” Molesty. Był to nie tylko pierwszy stołeczny album rapowy wydany przez dużą wytwórnię, ale także płyta, która na wiele lat zdefiniowała charakter polskiej sceny. A na pewno – powszechne o niej wyobrażenie. Vienio i Włodi zdawali raport z życia na wielkomiejskim osiedlu, przybliżając zasady, którymi należy się tu kierować. Choć sami niejednokrotnie dawali świadectwo otwartości i niezależności, to jednocześnie wprowadzili do polskiego rapu zwroty ze słownika półświatka, a także twarde reguły kojarzone z kulturą więzienną. Właściwie „Skandal” przebrał polską scenę w dresy, określił jej stosunek do policji i ustawił kurs na prawdziwość. Przy czym album Molesty wpłynął nie tylko na twórczość niezliczonych rapowych składów, ale także na odbiór tej muzyki przez media głównego nurtu, w których strach mieszał się z pogardą.

Włodi i Vienio mieli oczywiście ograniczony wpływ na odbiór swojego albumu i jego następstwa dla polskiego rapu. Jak pisze Filip Kalinowski w książce o stołecznym rapie, „niemała część środowiska poczuła się zawiedziona, że ich ukochana kultura została przejęta przez ludzi, których wcześniej obawiano się, idąc do Alfy czy Hybryd”. Co ciekawe, młodzi raperzy chętnie wracają dziś do tamtego okresu. Nie wiedzie ich tam retromania, a różnorodność, szczerość, spontaniczność i niemal punkowy duch obecny u narodzin środowiska.

Twórcy młodsi niż „Skandal” wchodzą na scenę świadomi jej historii i nieobciążeni bagażem, który niesie. „Nie stara, nie nowa – w ogóle nie szkoła” – mówili o sobie członkowie TONFY, pojawiając się na scenie. Za sprawą takiej właśnie wolności są jedną z najciekawszych grup w polskim rapie, który zresztą dawno nie wydawał mi się tak interesujący.

Powrót do korzeni

Kluczowym ogniwem między wczesnym rapem, odgrywającym rolę „telewizji bloków”, a odwołującymi się do niego młodymi twórcami, był Przemysław „2K88” Jankowiak. Producent, współtwórca duetu Syny, którego debiutancki „Orient” nawiązywał do osiedlowych nagrań z lat 90., nierzadko ubierał swoje opowieści w smoliste, dubowe basy. 

– Wychowałem się na polskim rapie, ale od niego uciekłem, na lata wjechałem w zupełnie eksperymentalne rejony – tłumaczy Jankowiak. – Kiedy wróciłem za sprawą Synów, miałem poczucie, że można do tego środowiska coś od siebie dodać. To była jednak kapsuła czasu, bo ówczesny rap był dla mnie asłuchalny. Dlatego sięgaliśmy z Robertem [Piernikowskim – JB] do jego korzeni. Jaraliśmy się Wzgórzem Ya-Pa 3, Zip Składem, WWO, Molestą i mieliliśmy to wszystko przez naszą wrażliwość.

Sięgając do przeszłości, Syny zbudowały niezwykle sugestywne uniwersum, którego wyjątkowość podkreślała niepodrabialna ekspresja Piernikowskiego oraz koncerty przybierające formę muzycznego rytuału. Niektórzy bardziej konserwatywni odbiorcy (w tym specjalizujący się w hip-hopie dziennikarze) dosłuchiwali się w „Oriencie” fałszywych nut i dyskredytowali wiarygodność grupy. Natomiast wielu młodszych odbiorców, którzy nie zawracali sobie głowy certyfikatami prawdziwości, fascynowało się wyrazistą twórczością duetu.

Jankowiak podkreśla, że często porównywani do nich młodsi twórcy mają własny język i pomysł na siebie, więc nie ma zamiaru podpinać się pod ich sukces. Jest jednak pewien, że Syny przygotowały dla nich grunt, pokazując nastoletnim słuchaczom autorski, współczesny, ale zanurzony w osiedlowej tradycji rap. 

– Mieliśmy masę młodych słuchaczy, którzy mieli po 13-15 lat, kiedy ukazywał się „Orient” ­– wspomina Jankowiak. – Oni nie chodzili wtedy na nasze występy, ale teraz spotykam ich na koncertach TONFY i podjarani zbijają ze mną pionę.

Przemysław „2K88” Jankowiak // Materiały prasowe

Weterani i świeżynki

Wśród fanów duetu nie brakowało także starszych słuchaczy. Mało tego, z szacunkiem podchodzili do twórczości Synów także weterani polskiego rapu, ci „najprawdziwsi z prawdziwych”. Dość powiedzieć, że z propozycją współpracy zwrócił się do Jankowiaka sam Włodi, a jej rezultatem był wydany w 2020 r. album „W/88”. Wśród zaproszonych na płytę gości znalazł się zarówno Kosi – weteran warszawskiej sceny, jak i stawiająca pierwsze kroki na scenie TONFA.

To uznanie ze strony najważniejszych postaci polskiego rapu pomogło Jankowiakowi w pracach nad producenckim albumem, który ukazał się dwa lata później. Na „Rulecie” do jego bitów rapowali zarówno weterani sceny, jak i jej nowe głosy, raperzy i raperki, przedstawiciele surowej ulicznej szkoły i twórcy śmiało zerkający w stronę radiowego popu. 

– „Ruleta” w tym sensie była mocno Gen-Z – tłumaczy asthma, jeden z najciekawszych raperów tego pokolenia. – Dla mnie to jest o inkluzyjności, budowaniu świadomości względem różnorodności i otwieraniu na nią. Myślę, że w polskim rapie przez długi czas ważne były podziały i zasady: tu jest stara – a tu nowa szkoła, jak stara szkoła – to nosisz dresy itd. W ostatnim czasie widzę więcej otwartości, trochę się wszyscy do siebie zbliżyliśmy.

Jeśli sama „Ruleta” powstawała miesiącami i w licznych podgrupach, to towarzysząca jej premierze trasa koncertowa była hiphopowym świętem nawiązywania relacji i wspólnego snucia dalszych planów. – Pamiętam, że w autobusie jadącym na wrocławski koncert razem z Kosim uczyliśmy się tekstu „Flauty” – wspomina asthma. – Od tego czasu on jest dla mnie jedną z najważniejszych postaci w polskim rapie. 

„Ruleta” okazała się swojego rodzaju przekazaniem pałeczki, sztafetą pokoleń. Z tą różnicą, że młodzi raperzy wcale nie chcieli odstawiać swoich mistrzów na boczny tor.

Wyznanie wiary

Wielu z najciekawszych dziś twórców odwołuje się do czasów, w których rap nie był jeszcze w głównym nurcie. Wracają do opowiadania lokalnych historii, które nie muszą być powszechnie zrozumiałe. Do rapu, w którym zabawa słowem waży więcej niż misternie utkana opowieść, a potrzeba ekspresji ma pierwszeństwo przed dokładnym rymem czy gramatyczną poprawnością. 

– Dużo się narzeka na obecny rap, ale w podziemiu dzieją się naprawdę zajebiste rzeczy – twierdzi Jankowiak. – Byłem na koncertach Ziomców, Mosa.Tech czy TONFY, a jest jeszcze Cichoń, Kajzer, Wojtek Siwik, Koneser – oni wszyscy mają sporo wspólnego z tym, co robiliśmy w Synach. I nie chodzi mi nawet o jakąś bezpośrednią inspirację – oni po prostu grzebią w tych samych rewirach, co my.

Współtworzący TONFĘ kaserolaaa wspomina, że w wieku kilku lat wiedział już dobrze, jak wygląda 2Pac czy logo nowojorskiego Wu-Tang Clanu, bo jego starsi kuzyni słuchali takiej muzyki. Mimo to rapem zainteresował się poważnie dopiero w gimnazjum za sprawą środowiska deskorolkowego. – Wcześniej zupełnie nie słuchałem tej muzyki – tłumaczy. – Wydawało mi się chyba, że chłopaki w koszulkach Hemp Gru to patusy, a ja nie dość, że nie byłem patusem, to trochę się ich bałem.

Początkowo kaserolaaa słuchał więc głównie amerykańskiego rapu. Dopiero debiut Synów udowodnił mu, że polski rap może być jego muzyką. Podobnych wątpliwości nie miał nigdy drugi z członków TONFY, kierat: – Co w tym było? Wydaje mi się, że dla takiego trzynastolatka jak ja ważne było to, że ci raperzy próbowali mi nadać kierunek. To było z jednej strony uliczne i młodzieżowe, a z drugiej – dojrzałe, bo oni mówili o zasadach, o jakiejś ogólnej prawilności. Trafiało to do mnie może też dlatego, że byłem wychowany w mocnym nurcie katolickim, gdzie ważne było wyznawanie różnych prawd.

Po śladach

Dla dorastającego na warszawskim Ursynowie kierata ważna była też wiarygodność raperów takich jak Włodi czy Wilku. – To były takie chłopaki jak ja, tylko starsze. Widywałem ich czasem w metrze. Byli autentyczni, namacalni.

Nic dziwnego, że kierat doskonale pamięta wieczór, kiedy TONFA dostała propozycję wystąpienia na płycie Włodiego. Pamięta ciarki, które przechodziły mu wtedy po całym ciele. Cztery lata później zrewanżował się współtwórcy Molesty, zapraszając go na „Trzecią szynę” (tytuł to nawiązanie do utworu Tedego z 1999 r). Tegoroczna płyta TONFY to jeden z najlepszych polskich albumów roku i jedno z moich ulubionych rapowych wydawnictw, jakie ukazały się na rodzimej scenie w ostatnich latach. Przede wszystkim za sprawą luzu, który bije ze zwrotek kierata i kaseroliii. Tu nie chodzi o wielokrotnie złożone rymy, ale o spontaniczność, świeże skojarzenia, zabawę słowem. To kawałki, które przypominają stary polski rap, bo są o bujaniu się po mieście i do bujania się po mieście. Ważny jest tu również niezależny etos, przyjaźń, pasja („TONFA to spółdzielnia, a nie akcyjna spółka”), a niekoniecznie klarowność przekazu. Co nie oznacza, że zespołowi nie przytrafiają się absolutne językowe perełki („odcisk mi nadepniesz, nie ma sprawy w moje ślady chodź!”).

Uroku „Trzeciej szynie” dodają też scratche DJ Zetena, którego z kieratem połączyła miłość do starego polskiego rapu. Podczas koncertów tej trójce towarzyszy na scenie grający na perkusji Wojtek Perczyński, a nierzadko także zaproszeni goście. Ten sceniczny chaos generujący niemal punkową energię to kolejny aspekt, który naturalnie przenosi do koncertów Molesty i innych wczesnych hiphopowych ekip o garażowym zapleczu.

Nie dla pieniędzy

Inny z najciekawszych raperów młodszego pokolenia – asthma po raz pierwszy usłyszał Molestę dzięki tacie, który wgrał mu kawałek warszawskiej grupy na odtwarzacz mp3. Miał wtedy siedem, może osiem lat. Jego ojciec grał z kolegami z Bielska w punkrockowym zespole, ale słuchał też dużo rapu, głównie amerykańskiego. Jego mama jako dwudziestoparolatka była natomiast fanką Paktofoniki. – Śląski charakter tego zespołu na pewno miał tu jakieś znaczenie, zwłaszcza w tamtych czasach. Trudno mi o tym powiedzieć coś więcej, bo wtedy nie było mnie przecież jeszcze na świecie – słusznie przypomina mi asthma.

Równolatek „Kinematografii” mógłby być synem urodzonego w 1976 r. Kosiego, a tymczasem od premiery „Rulety” chętnie z nim współpracuje. Weteran rapowej sceny, graficiarz i współtwórca kultowej warszawskiej ekipy JWP pojawił się na ubiegłorocznym „nowym życiu” asthmy i sam gościł go na swojej solowej płycie. – Kosi oprowadzał mnie kiedyś po miejscach, które były dla niego szczególnie ważne w młodości – opowiada asthma. – Powiedział mi wtedy, że jego zdaniem na samym początku polskie środowisko hiphopowe miało najwięcej punktów wspólnych z anarchizmem i punkiem. Dopiero później pojawiły się te konotacje kibicowskie, prawicowe, dresiarskie. Stąd bierze się to porozumienie między nami.

Kiedy pisałem o początkach rapu we Wrocławiu, często trafiałem na byłych punkowców, którzy zafascynowali się hip-hopem za sprawą deskorolki (tak jak 20 lat później kaserolaaa) i kultowej ścieżki dźwiękowej do filmu „Sądna noc”, na której gitarowe zespoły takie jak Sonic Youth, Helmet czy Faith No More nagrywały utwory z udziałem raperów. Dodajmy do tego jeszcze Peję grającego pierwsze koncerty na Rozbracie, czyli poznańskim squacie, i Włodiego, który zaczynał od grania hardcore’u. 

Słynne hasło tego ostatniego: „Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy” mogłoby zresztą z powodzeniem otwierać jakąś ważną punkową płytę. Jedną z tych, z których sample trafiły na „manifest” asthmy – głośny debiut, na którym słyszymy fragmenty nagrań Izraela czy Brygady Kryzys. Młody raper nawiązywał do tych składów nie tylko za sprawą muzycznych próbek, ale także tekstów, w których atakował opresyjne państwo, przestrzegał przed katastrofą klimatyczną, głosił potrzebę duchowej rewolucji. 

asthma // Materiały prasowe

Te same bloki

Kiedy rozmawiamy o starym polskim rapie, asthma, który właśnie skończył nagrywać kolejny album, przyznaje, że słyszy jego niedostatki: odczasownikowe rymy czy wypadanie z bitu, ale nie ma to dla niego większego znaczenia. Najważniejsza jest szczerość, emocje, które wybijają się na tle wielu późniejszych, bardziej profesjonalnych nagrań. 

– Bloki zostały ocieplone i pomalowane, ale to wciąż te same bloki – mówi raper. – Młodzi ludzie wciąż zmagają się z podobnymi problemami natury materialnej, tożsamościowej. Zamiast wódki i heroiny jest fentanyl i mefedron. W Warszawie możesz pójść do ekskluzywnego domu handlowego, ale zakup mieszkania to taka sama abstrakcja, jak wtedy. Tak naprawdę pracujemy z bardzo podobnymi emocjami. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Nowe dzieci w bloku