Na wysokości wsi Usnarz Górny

Budowanie zasieków z drutu kolczastego i wzmocnione posterunki nie powstrzymają wzbierającej fali imigrantów. Zamiast pracować nad eskalowaniem strachu, lepiej byśmy zrobili, przygotowując się na spotkanie z nimi.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
/ Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP

Dotąd tylko raz w życiu spędziłem całą noc przed telewizorem. To było we Włoszech, w latach osiemdziesiątych. Byłem wtedy jednym z tysięcy widzów śledzących z zapartym tchem akcję ratowania dziecka, które wpadło do studzienki kanalizacyjnej. To była jakaś wredna studzienka. Początkowo można było utrzymać głosowy kontakt z dzieckiem, ale wciąż się nie udawało do niego dotrzeć. Potem już była cisza. Nad ranem obserwowana przez tysiące ludzi akcja okazała się daremna, tam pod ziemią dziecko zmarło. To, co się dzieje w lesie na granicy białorusko-polskiej na wysokości wsi Usnarz Górny, przypomina mi tamtą noc. My, tysiące ludzi, bezsilnie obserwujemy akcję. Jak wtedy, choć nie całkiem tak, bo tam wszystko, także deliberacje „co robić?”, działo się przed kamerami, a tu aż takiego wglądu ani wiedzy o próbach ratowania ludzi nękanych przez deszcz, zimno, głód i choroby nie mamy. Ale ta okropna historia trwa. I to nie jest spektakl.


Marcin Żyła: Ich przyjęcie nic by Polskę nie kosztowało. Ale wtedy Białoruś wykorzystałaby kolejnych. Na naszej wschodniej granicy rozgrywa się dramat konkretnych osób i coś, co poza ten dramat wykracza.


 

Padają ważkie słowa. Biskupi diecezjalni oświadczyli, że „tym, którzy uciekają przed prześladowaniami, winniśmy okazać postawę chrześcijańskiej gościnności, z zachowaniem obowiązującego prawa, gwarantującego bezpieczeństwo zarówno uchodźcom, jak i społeczności przyjmującej” oraz że „oczekują od państwa i samorządów wypracowania właściwych dla naszej sytuacji mechanizmów pomocy uchodźcom, które będą mogły być wsparte zaangażowaniem Kościoła w Polsce”. Ksiądz prymas prosił i wzywał przedstawicieli wszystkich sił politycznych, „aby kierując się postawami gościnności, szacunku wobec przybyszów i dobra wspólnego wszystkich Polaków” solidarnie szukali „właściwych rozwiązań skomplikowanych problemów migracyjnych”.


O. Wiesław Dawidowski, konsultor Rady Episkopatu ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek: W obecnym kryzysie granicznym dochodzi do spięcia pomiędzy powinnością moralną a polityczną pragmatyką, która prowadzi do poniżania godności konkretnych ludzi. I to jest haniebne.


 

Siostra Małgorzata Chmielewska była konkretna: koczujących przy granicy trzeba stamtąd zabrać, otoczyć opieką, umieścić w ośrodku dla imigrantów i poddać wszystkim procedurom imigracyjnym, ale „nie wolno patrzeć spokojnie na cierpienie uchodźców, kiedy możemy im pomóc”. Bo „nie może być tak, że wygrywa zły, a w tym momencie wygrywa zły, kosztem tych nieszczęsnych ludzi. To jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia i myślę, że nie tylko dla mnie” – powiedziała siostra Małgorzata. Donald Tusk z kolei wyraził oburzenie wypowiedzią wicepremiera Piotra Glińskiego, że Polska „obroni się” przed ewentualną falą uchodźców z Afganistanu. „To tak, jakby ci ludzie nam wojnę wypowiedzieli. To są biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi, i nie trzeba robić takiej obrzydliwej, ponurej propagandy, wymierzonej w migrantów, bo to są ludzie, którzy potrzebują pomocy”. Premier Morawiecki – jak słyszymy – wysłał transport z pomocą dla koczujących na wysokości wsi Usnarz Górny, ale transport nie został dopuszczony, jak niedopuszczony został ksiądz Wojciech Lemański, który też chciał tamtym ludziom pomóc. Jeśli w nocnej akcji we Włoszech było dokładnie wiadomo, o co chodzi, i towarzyszyła jej serdeczna solidarność obserwatorów, to tu mamy sytuację, którą widzowi niełatwo jest zrozumieć. Jej zawiłości z właściwą sobie precyzją wyjaśnia Marcin Żyła w tym numerze.

Gdy piszę te słowa, nie wiadomo, jaki będzie finał tego dramatu, wiadomo jednak, że budowanie zasieków z drutu kolczastego i wzmocnione posterunki nie powstrzymają wzbierającej fali imigrantów. Zamiast pracować nad eskalowaniem strachu, lepiej byśmy zrobili, przygotowując się na spotkanie z nimi. Przygotowując odpowiednie struktury, a także przygotowując Polaków na ich obecność. Jak słyszeliśmy, Kościół deklaruje w tym swoje zaangażowanie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2021