Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Na Synodzie diabeł też tkwi w szczególe

Na Synodzie diabeł też tkwi w szczególe

z Rzymu
18.10.2018
Czyta się kilka minut
Po dwóch tygodniach obrady znalazły się w niemal martwym punkcie. Czy w końcowym dokumencie uda się zawrzeć konkluzje, które wyjdą poza kilka ogólnych zdań o „wspieraniu”, „ubogacaniu” i „rozeznawaniu”? Korespondencja specjalnego wysłannika „TP”.
Podczas Synodu biskupów o młodzieży, Watykan, 11.10.2018 r. / Fot. Fabio Frustaci / EIDON/REPORTER
Podczas Synodu biskupów o młodzieży, Watykan, 11.10.2018 r. / Fot. Fabio Frustaci / EIDON/REPORTER
T

To długi synod i wszyscy są nim już trochę zmęczeni – mówią biskupi. Ale nie o sam czas trwania chodzi. Również o to, że po dwóch tygodniach obrady znalazły się w trudnym, niemal martwym punkcie. Do tej pory biskupi chętnie dzielili się własnymi doświadczeniami, z czego powstawała mozaika różnorodnych problemów, które były przedstawiane na sesjach plenarnych i dyskutowane w kręgach językowych. Oczywiście każdy z ojców synodu za najistotniejsze uważa problemy swojego kraju czy regionu i raczej nie zmieni zdania po wysłuchaniu nawet najdramatyczniejszych historii usłyszanych od innych. Gdy dwa dni temu bp Spengler z Brazylii powiedział, że w jego kraju codziennie więcej młodych ludzi umiera od narkotyków niż ginie na wojnie w Syrii, siedzący obok kard. Sako, chaldejski patriarcha Babilonu, nie krył poirytowania i poprosił, by nie porównywać dwóch absolutnie nieprzystawalnych rzeczywistości – wojny, gdzie śmierć jest zagrożeniem dla każdego człowieka, i narkotyków, które ludzie wolni zażywają dobrowolnie.


CZYTAJ WIĘCEJ:

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK O SYNODZIE: Odrzucić pancerz, zobaczyć świa


Za tydzień każdy z obradujących wróci do własnego kraju – do Brazylii, Iraku czy Polski – i będzie musiał rozwiązywać własne, lokalne problemy. Czy w tej sytuacji uda się w końcowym dokumencie zawrzeć konkluzje, które wyjdą poza kilka gładkich i ogólnych zdań o „wspieraniu”, „ubogacaniu” i „rozeznawaniu”?

Czy uda się pogodzić stanowiska tych, którzy młodzieży tylko schlebiają („To my, biskupi, powinniśmy się od was uczyć”), z tymi, którzy ją przede wszystkim krytykują (za lenistwo, religijną obojętność, odrzucenie norm etycznych). Będzie to trudne. 

Zgody nie ma nawet w sprawie tak zasadniczej, jak temat synodu. Jest nim powołanie, które część hierarchów wciąż rozumie tradycyjnie: jako wezwanie do podjęcia życia kapłańskiego i zakonnego, i wcale nie uważa, że trzeba to zmieniać, zwłaszcza w obliczu odczuwalnego „spadku powołań”. A jednak na synodzie przeważyła opinia, że pora odejść od takiego myślenia. Powołaniem jest też zawarcie małżeństwa, założenie rodziny, decyzja o życiu samotnym, wybór studiów czy zawodu. 

Czy również wybór partnera tej samej płci? Takie nadzieje – raczej płonne – wzbudziły w liberalnych kręgach środowe słowa prefekta ds komunikacji Watykanu. Podsumowując ostatni dzień obrad, Paolo Ruffini powiedział, że „młodzież domaga się od synodu jasnego stanowiska w kwestii homoseksualizmu i małżeństw osób tej samej płci” i że ten temat „nie może zostać wyrzucony poza nawias troski duszpasterskiej”.


CZYTAJ TAKŻE:

KOBIETY MAJĄ SŁUCHAĆ: Podczas obrad synodu biskupów poświęconego młodzieży nie cichną pytania o kwestię równouprawnienia. 


Dokument końcowy będzie omawiany „punkt po punkcie” najpierw w wersji roboczej, potem, ponownie, w wersji ostatecznej. Z braku czasu nie zostanie przetłumaczony na inne języki – tłumaczył prefekt. Jak zatem będą mogli nad nim dyskutować biskupi, którzy nie znają dobrze włoskiego? W końcu diabeł tkwi w zniuansowanym szczególe – dopytywali dziennikarze. „Dadzą radę. Będą musieli” – odparł prefekt. – „Z pomocą Ducha Świętego”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka włoskich...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Śmiech mnie ogarnia kiedy uświadamiam sobie jaka jest średnia wieku tych panów uczestniczących w Synodzie i dyskutujących o młodzieży, jej sytuacji, potrzebach, zapatrywaniach. Dokładnie tak samo jest kiedy któryś z przedstawicieli Episkopatu Polski wypowiada się na podobny temat. Jeszcze większy śmiech mnie bierze kiedy tacy panowie dyskutują o rodzinie, a zwłaszcza o kobietach. To ostatnie jest specjalnością naszych uduchowionych. No i pewnego prezesa.

Papiez Franciszek nadal temu okreslenie korupcja serca ktora jest czyms innym niz grzech. I to jest spotlight!!!

ale to szczegół

Melchior Wiek debatujących nie jest problemem. Przynajmniej dla mnie. Jak potrafisz z ludźmi młodyni rozmawiać to znasz ich problemy,potrzeby i aspiracje. Poza tym młodzi mają swoją reprezentację na synodzie. Byłem w Rzymie w tygodniu poprzedzającym rozpoczęcie Synodu i tłumy młodych ludzi robiły wrażenie. Trochę wiary i optymizmu. Dadzą radę. Raban w Kościele się zaczął :)

Pewnie, że rzecz polega na rozmowie, dyskusji kontaktach. Ale za bardzo nie widzę, żeby nasi purpuraci chcieli wyjść ze swych pałaców i wypasionych limuzyn i rozmawiać. Oni patrzą z pozycji tronu. Może gdzieś w Ameryce Płd biskupi zniżają się do poziomu owieczek, nasi bynajmniej. Pisze pan o tłumach młodych w Rzymie. Na Dniach Młodzieży też były tłumy. Jakiś rezultat? Ja nie dostrzegam.

za powoli. Kościół stoi na opoce tradycji, ale musi się wystrzegać fundamentalizmu i anachronizmu. Przede wszystkim-trzymać się tradycji apostolskiej, bo to jest ta opoka, na której jest zbudowany ten Kościół, którego bramy piekielne nie przemogą. A co oznacza owa "tradycja apostolska"? To łaska-powołania i prowadzenia przez samego Chrystusa-na rybaka ludzi. To powołanie nie jest nadawane z urzędu, w ramach sukcesji apostolskiej, tylko z woli samego Boga-jego łaski. Kościół(autentycznie) apostolski, czeka-na znak od Pana i wszystko co się dzieje " w imieniu Pana"-musi rozpoznać. Musi zidentyfikować charyzmatów, przez których przemawia Duch, bo też może to nie być Duch, a jakieś subiektywne mamidło; lub zły duch kłamliwego oszustwa. A to rozpoznanie z reguły trwa dość długo...Gorzej, gdy Kościół apostolski i czekający na Pana, stwierdzi że oto Pan się opóźnia i że trzeba sprawy brać w swoje ręce i czynić dzieła: nie tyle z łaski Boga, co własnej woli i mocy własnych członków-czyli zamierza się zbawić po pelagiańsku-zasługami bez Ducha. Kościół miewał w historii takie momenty pelagiańskiej heterodoksji, co przejawiało się m.in. duszpasterskim autorytaryzmem(apoteoza spekulatywnego dogmatu)oraz instytucjonalnym triumfalizmem w sojuszu tronu i ołtarza. Zawsze jednak przychodziło skorygowanie ze strony Ducha i dokonywała się wtedy reformacja lub inny raban-upokorzenie pysznych i niecierpliwych, a wyniesienie pokornych i wytrwałych w oczekiwaniu Pana. Jest teraz moment na raban w Kościele, ale czy są obecni apostołowie-tu i teraz? To istotny szczegół...

Jeśli w Kościele są tacy ludzie jak abp Grzegorz Ryś możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Ostatnio przesłuchałem sporą część tego co głosi w różnych miejscach a co można znaleźć na Youtubie. Czytam też archiwalne rzeczy w Tygodniku. Kawał porządnej ewangelizacji. Gorąco polecam!

rzeczywiście optymista z Pana ;)

Proszę także poczytać pomyje wylewające się na tego purpurata ze strony prawdziwie uświęconych polskich katolików. Jakoś obrony ze strony jego kolegów nie widać.

Pewnie, że nie wystarczy. Ale chrześcijaństwo powstało bo pojawił się ten JEDEN. I dał przykład i dał nam SŁOWO. Dla młodych dobre słowo i dobry przykład są najważniejsze. Istota działalności abp Rysia jest , jak sam to określa: łamanie słowa. To wielka sztuka głosić Słowo tak by było zrozumiałe i docierało do młodych. W rozchwianym świecie pełnym zagrożeń nie jest to łatwe. A czy musi być łatwe? Jak to ktoś kiedyś powiedział: jeśli coś co robisz przychodzi ci z łatwo i z przyjemnością , sprawia to kiepskie perspektywy na przyszłość...

na pewno Pan zna - a tu mamy przypadek odwrotny, i Pan ma nadzieję na osłodzenie beki kościelnego dziegciu łyżeczką Rysia??... +++ p.s. porównanie GR do JCh imponujące, ale chyba i sam abp by się co najwyżej krzywo uśmiechnął - tu proszę Pana ognia Sodomy trzeba, a nie naiwnej nadziei na cud

Jeżeli jest to matka samotnie wychowująca dzieci-to może je głupio wychowywać. Ale jeżeli ma rodzinę i jest w związku z wiarą i miłością-to sobie poradzi z dobrym wychowaniem dzieci...Abp. Ryś jest charyzmatyczny(apostołem?)i dlatego ma problemy z "Sanhedrynem". Ale jest w Łodzi, gdzie nie ma takiej "tradycji władzy" jak np. Warszawie, czy Krakowie. Są za to ludzie "jak złupione owce bez pasterza" i "głodni duchem". O tym błogosławionym głodzie mieszkańców Łodzi może świadczyć sprowadzenie dominikanów do miasta, gdzie podarowali im kamienicę przy ul. Zielonej. No i ci dominikanie robią ewangelizację po dominikańsku-"na pełnej petardzie". Czy ta opcja ewangeliczna zostanie spacyfikowana przez opcję integrystyczną? "Uderzą pasterza-a owce się rozproszą", tylko sam Pasterz, który powołuje apostołów, jest poza zasięgiem faryzeuszy. Cud Zmartwychwstania.

Nie jestem naiwny by wierzyć , że jeden człowiek jest w stanie zmienić kościół w Polsce. Nie chcę się mądrzyć i przytaczać przypowieści o siewcy. Każdy to zna i w jakiś sposób rozumie. Ważne dla mnie jest to, że tacy ludzie jak abp Ryś się pojawiają. Póki się pojawiają to jest nadzieja. Oczywistością jest to, że Ryś nie jest sam. Takich ludzi zatroskanych o człowieka i jego miejsce we wspólnocie jest znacznie więcej. Od nas zależy czy to co mówią potrafi nas zainspirować i zmienić. Ja tak źle kościołowi nie życzę, by twierdzić, że tylko ogień Sodomy może unicestwić jego grzechy. Zmianę zacznijmy od bardziej prozaicznych rzeczy. Małe i drobne czynności na codzień znaczą po pewnym czasie znacznie więcej niż wielkie słowa i deklaracje z których po jakimś czasie nic nie wynika. Zapytaj się znajomych czy należą do pokolenia JPll. Potem zapytaj czy na nadmorskiej plaży podczas wakacji zbierają śmieci...

Nie chcę wchodzić w spór, ale, pragnę przypomnieć, że kilka lat temu odszedł od nas Życimski, obecnie nawołuje jeszcze Pieronek. proszę o przykład, że te nawoływania i nauki zmieniły coś w obecnej mowie nienawiści Polaków, katolików, nadzwyczaj uduchowionych i będących przedmurzem. Czy słynny już. ostatni, spot wyborczy jedynej słusznej siły narodu , paskudnie szkalujący uchodźców ruszył któregoś z hierarchów? Jawnie wylewająca się i wykorzystywana do celów wyborczych nienawiść jest narzędziem miłości chrześcijańskiej? Według mnie nie ma nadziei dla naszej społeczności. Tacy jesteśmy i żaden pojedynczy Ryś tego nie odmieni, dopóki reszta tego towarzystwa nadal będzie siebie uważać za namaszczonych mędrców.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]