Na Kubie brakuje benzyny, leków i żywności. Teraz po huraganie nie ma nawet prądu

Młodzi Kubańczycy opowiadają nam o życiu na wyspie, której władze wciąż bardzo serio traktują hasło „Socjalizm albo śmierć”.
Czyta się kilka minut
Ulica Hawany nocą, gdy na skutek huraganu doszło do awarii wszystkich elektrowni na wyspie, 18 października 2024 r. // Fot. Adalberto Roque / East News
Ulica Hawany nocą, gdy na skutek huraganu doszło do awarii wszystkich elektrowni na wyspie, 18 października 2024 r. // Fot. Adalberto Roque / East News

Przykładowy dzień Yadiry zaczynał się telefonem od zaaferowanej babci, która zdobyła informację, gdzie akurat rzucili jogurty. Yadira, mama pięciolatka, pędziła wtedy po rzadkie dobro. Ale nawet gdy docierała na miejsce w rekordowym tempie, jogurtów już nie było. Nigdy nie starczało ich dla wszystkich zdesperowanych rodziców.

Podobnie jajka. Jeśli po południu Yadira dowiadywała się, że gdzieś dotarły, jak wszyscy Kubańczycy porzucała niedomyte naczynia albo wybiegała z pracy, żeby ustawić się w kolejce. Nawet jeśli na jednego klienta miały przypaść tylko dwa.

W miarę jak Yadira opowiadała o wszystkich wyrzeczeniach, których codziennie wymaga na Kubie zdobycie jedzenia, podane mi przez nią na śniadanie jajko sadzone rosło mi w ustach. Zjedzenie go wiązało się z wyrzutami sumienia. Jednak zostawienie go na talerzu byłoby niewybaczalne. Był rok 2019 i wydawało się, że gorzej być nie może.

Kuba 2020: opracowano szczepionkę na COVID

Kiedy po świecie szalał covid, Alberto opowiadał nam o rosnących kolejkach po szampon czy olej. Narzekał, że mnożą się sklepy, w których zakupy można zrobić jedynie za euro albo dolary, podczas gdy większość ludzi zarabia w pesos. Miał wyjechać z rodziną, przyznano im nawet paszporty, ale zamknięto granice.

Zespół muzyczny w restauracji rządowej z regulowanymi cenami, serwującej codziennie tylko jedno danie, w zależności od bieżącej dostawy żywności, listopad 2022 r. // Fot. Rubén Rosas

Konieczną dla zdrowia operację musiał więc przejść na Kubie. Przyjaciółka ze Stanów Zjednoczonych kupiła niedostępny na wyspie sprzęt i leki – tyle że nie było ich jak wysłać.

Kraj opracował własną szczepionkę, ale z braku igieł do strzykawek nie dało się jej aplikować. Był rok 2020 i wydawało się, że gorzej być nie może.

Kuba 2022: kryzys ekonomiczny

Z Roldanem poznaliśmy się na wyspie zamieszkanej przez ludzi tak wychudzonych, że ich ubrania wymagały zwężenia; w domu, któremu połowę dachu urwał huragan. Nie mieliśmy wiele czasu na rozmowy, trzeba było zapchać auto zabawkami dla dzieci i być może dać się aresztować, zanim zapadnie zmrok.

Jadąc na Kubę, w porozumieniu z Roldanem wypakowaliśmy walizki tanimi w Europie zabawkami i podstawowymi produktami żywnościowymi. Pojechaliśmy rozdać wszystko w jednej z dzielnic dotkniętych huraganem. Tam dzieci długo zastanawiały się, czy wybrać samochodzik z napędem na gumkę, czy kilogram ciecierzycy – zanim nie wyjaśniono im, że mogą zabrać do domu oba te cuda.

Po kwadransie przyjechała policja, bo pomoc humanitarna jest dozwolona jedynie za przyzwoleniem i przy pośrednictwie rządu, w przeciwnym razie za godzące w ciągłość rewolucji wręczenie dziecku pluszaka grozi więzienie. Był rok 2022 i wydawało się, że gorzej być nie może.

Gdy brakuje benzyny, pozostaje tradycyjny środek transportu, Hawana, listopad 2022 r. // Fot. Rubén Rosas

Kuba 2023: kryzys się pogłębia

Elianę spotkaliśmy w sklepie z pamiątkami, a jej wyjątkowy uśmiech i niespożyta energia 23-latki kazały nam myśleć, że jest szczęśliwa w swojej dobrze płatnej pracy. Kupiliśmy drewniany wachlarz, podarowała nam magnes udekorowany zakrętką Havana Club, rumu produkowanego od roku 1878. Na widok naszych zdjęć z wycieczki pytała, czy to na pewno Kuba, bo sama nigdy ze stolicy nie wyjechała.

Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że w sklepie spędzała po 12 godzin dziennie, a płacono jej jedynie 5 proc. od sprzedaży, czasem 5 proc. z niczego. Z jej zapałem i inteligencją mogłaby studiować, skoro edukacja jest darmowa, ale mało kto ma czas, żeby się uczyć, kiedy nieustannie trzeba stać w jakiejś kolejce. Mimo marnych zarobków i pracy niemal od świtu do nocy, odeszła dopiero, kiedy właściciel sklepu zaczął domagać się od niej innego rodzaju usług. Był rok 2023 i wydawało się, że gorzej być nie może.

Yadira, Alberto, Roldan i Eliana wyszli na ulice 11 lipca 2021 r. razem z tysiącami innych zdesperowanych Kubańczyków. Wyszli w dziesiątkach miast i pokojowo domagali się zaopatrzenia w żywność i leki.

Na te niezbyt wygórowane postulaty rząd odpowiedział odcięciem mediów społecznościowych i komunikatorów, pałowaniem, aresztowaniami bez informowania rodziny o losach zatrzymanych oraz karami do 10 lat pozbawienia wolności. Tych, których nie aresztowano, wolności pozbawiano na raty.

Wytrzymałość Kubańczyków się skończyła, przyparto reżim do muru, wydawało się, że coś musi wreszcie pęknąć.

Jak to się stało, że potem było jeszcze gorzej?

Kuba 2024: huragan zaprowadza ciemności

Jest rok 2024. Na Kubie brakuje prądu, gazu, benzyny, wody. Tak, wody. Wielu nie ma gdzie ani za co kupić jedzenia. Przeszedł kolejny huragan. W październiku, z powodu awarii wszystkich przestarzałych elektrowni, cały kraj pogrążył się w ciemnościach. Kto nie siedzi w rządzie albo w turystycznym resorcie, bez elektryczności żył nawet cztery dni. Obecnie każdy ma prąd przynajmniej przez chwilę dziennie, chociaż nikt ze zwyczajnych obywateli Kuby nie ma go przez 24 godziny na dobę.

W pierwszych dniach „wyłączenia” Eliana zemdlała z głodu. Potem wykombinowanym skądś posiłkiem, który tylko na Kubie można nazwać hamburgerem, podzieliła się ze swoim desperacko miauczącym kotem.

Nam nadal wydaje się, że gorzej już być nie może.

Na Kubie wiarygodne informacje nie istnieją

W 2015 r. Kuba mogła dostać od Rosji ogromną pożyczkę na budowę nowoczesnych elektrowni, ale z szansy nie skorzystała, bo wymagano od niej 10 proc. wkładu własnego. Według reżimu tych 10 proc. po prostu nie było skąd wziąć. Według Kubańczyków, rząd wydał pieniądze na inwestycje turystyczne, które miały przynieść będącym u władzy łatwe i szybkie pieniądze.

Kuba to kraj, w którym według oficjalnych informacji z 2023 r. – podczas galopującej inflacji i po brutalnie spacyfikowanych masowych pokojowych protestach – aż 75,87 proc. uprawnionych do głosowania poszło na wybory parlamentarne. Po czym 72,20 proc. głosujących zaakceptowało całą listę kandydatów zaproponowanych przez jedyną partię polityczną.

Wiarygodne informacje makro nie istnieją, możemy jedynie przyjrzeć się mikro faktom i wysłuchać tych, którzy codzienną walkę o przetrwanie nazywają pieszczotliwie luchita („waleczka”), tak bardzo przyzwyczaili się do niepewności jutra, a nawet dzisiaj, która cieniem kładzie się na całym ich życiu.

Podczas ostatniego „zaciemnienia” Elianie i Roldanowi, którzy chwilowe dostawy prądu musieli wykorzystywać do ugotowania zapasu ryżu i nie wiedzieli, jak długo wytrzymają baterie ich telefonów, zadałam tylko dwa pytania. Pierwsze, czy mają wystarczająco dużo jedzenia. Eliana opowiedziała mi wspomnianą historię o dzieleniu się plasterkiem mięsa z kotem. Odpowiedź Roldana była filozoficzna i bardzo kubańska: „Wystarczająco – to zależy od punktu odniesienia. Żeby przetrwać? Żeby żyć? Czy żeby mieć się dobrze?”.

Na czym polega amerykańskie embargo?

Drugim pytaniem było, czy za tragedię Kuby odpowiedzialne jest embargo Stanów Zjednoczonych. To wystarczyło, by otrzymać płomienne wypowiedzi na temat przeszłości Kuby, teraźniejszości i przyszłości. Czy też jej braku.

Roldan, 38 lat, poeta: – Wina blokady USA? W żadnym wypadku. Postawmy sprawę jasno. Blokada nie istnieje, jest tylko embargo ze strony USA nałożone na pewne produkty w wyniku fali wywłaszczeń, jakiej poddane zostały amerykańskie firmy i obywatele po triumfie rewolucji. Embargo nie zabrania Kubie dowolnie handlować z całym światem, tylko ogranicza pewne, bo nie wszystkie, produkty z USA. Nie dotyczy np. żywności i leków. 

Mało tego, Kuba najwięcej mięsa kupuje dziś w Stanach, a lista importowanych stamtąd produktów nie ma końca. Dla kubańskiego rządu embargo jest artykułem pierwszej potrzeby, cały reżim opiera się na tej „blokadzie”, bo może nią usprawiedliwić każdy problem, któremu sam jest winien.

Inne wciąż powtarzane kłamstwo, to że Stany robią wszystko, by nas zniszczyć. No nie. Nie robią absolutnie nic, dla nich Kuba jest kwestią podrzędną. Do tego stopnia, że temat nie wypływał nawet podczas kampanii wyborczej, chyba że na Florydzie.

To niewydolność i złe zarządzanie oraz zaleganie z płatnościami, do którego kubański rząd przyzwyczaił świat sprawiają, że nikt nie chce Kubie nic sprzedać, jeśli nie dostanie od razu gotówki. Już nawet Chiny i Rosja nie sprzedają nam nic na raty.

Rządzącym jest to na rękę, bo póki ludzie nie mają zaspokojonych podstawowych potrzeb, nie myślą o polityce. Nie masz czasu pójść na protest, jeśli jesteś zajęty szukaniem jedzenia.

System stworzono właśnie w ten sposób. Byłem w tych kręgach, znam to od podszewki. Wszyscy tam wiedzą, jak zła jest sytuacja. Kiedy zdecydowałem się opuścić moje uprzywilejowane miejsce, przyjaciele pytali, czy oszalałem. Mówili, żebym siedział cicho, a za parę lat miałbym dom, auto i pieniądze. Ci, którzy służą reżimowi, sami w niego nie wierzą. Wybiera się między wygodą a strachem. System cię przygarnia albo miażdży.

Rozsądny Kubańczyk nie walczy z rzeczywistością

Roldan: – Nie ma żadnych zdjęć, żadnych filmików, które mogłyby wyjaśnić, co się tu dzieje, no bo jak? Filmik przedstawiający ciemną noc? Filmik z niczego, bo nie ma nic, nie ma wody pitnej, prądu, żywności, leków, edukacji. Jakby ludzie protestowali, można by to pokazać, ale wszyscy są wyczerpani.

Ci, którzy w swoim czasie się postawili, wyjechali z kraju, bo byli zbyt zmęczeni, by dalej to ciągnąć. Obrywanie męczy, męczy policja, która pojawia się w twoim domu z groźbami, męczy każdy pobyt w więzieniu, zwłaszcza jeśli nikogo to nie obchodzi.

A nikogo nie obchodzi. Zwykły Kubańczyk uznaje, że nie ma na rzeczywistość wpływu. Tak się rodzimy i umieramy. Taka nasza smutna rzeczywistość. Wytrzymujemy i jeszcze wytrzymamy, choć wielu umrze po drodze. To jest w tym najgorsze, że tych ludzi właściwie już zabito. Dyktatura przeprowadziła kampanię indoktrynacji. Ukradziono nam wszystko, nawet dusze.

Nie chcę opuszczać Kuby. Odmawiam uznania, że jedynym wyjściem z tej cholernej sytuacji jest wyjazd, że jeśli chcę żyć godnie, muszę stąd odejść.

Trudno wytłumaczyć naszą rzeczywistość Zachodowi. Ktoś, kto urodził się w demokracji, nigdy nie zrozumie, przez co może przejść człowiek. Ani poniżenia, jakiego może doświadczyć.

W lipcu 2021 roku na całej Kubie protestowało 10 milionów ludzi

Eliana, 24 lata, ekspedientka i drobny przedsiębiorca: – Nie ma nic bardziej absurdalnego niż zrzucanie winy na blokadę USA. To kłamstwo. Embargo wręcz przynosi rządowi korzyści, to tutejszy model biznesowy, używa się go do wyciskania łez. Kuba brała wszystkich na litość i handlowała z całym światem. Tyle że sprowadzone produkty rząd sprzedawał, po czym zamiast za nie zapłacić dostawcom, pieniądze zachowywał dla siebie. Dlatego nikt już nie chce robić z nami interesów i wszystkiego brakuje.

Kuba to ogromne więzienie, hasłem totalitarystów jest „Socjalizm albo śmierć” i każdy, kto im się sprzeciwi, wie, co go czeka. Kiedy Fidel Castro przejął władzę, ogłosił, że to jego własna komunistyczna wyspa i rozstrzelał tysiące Kubańczyków, którzy nie zgadzali się z jego doktryną. Obecnie zbieramy to, co zasiał. On wpoił ludziom strach, że wypowiadając się, a nawet myśląc inaczej niż on, stracą wszystko.

Najdobitniejszym tego przykładem był 11 lipca 2021 r., gdy zaczynał się największy kryzys gospodarczy na Kubie. Naród kubański wyszedł nieuzbrojony na ulice, w całym kraju protestowało 10 milionów osób. Po prostu maszerowano ulicami domagając się wolności, jedzenia i ustąpienia prezydenta Miguela Díaza-Canela, który jest kolejną marionetką systemu. Nie było przemocy, ludzie tylko krzyczeli. Także tam byłam.

Odpowiedzią prezydenta było wysłanie wojska przeciw narodowi, który nazwał „zdezorientowanym”. Efekty? Dziesięciu moich przyjaciół odsiaduje wyroki od 7 do 10 lat więzienia za „kontrrewolucję”. Oberwało się każdemu, kto wyszedł wtedy z domu, pałowano dzieci, starców, młodzież. Zabito wiele osób, zasiano strach i wzięto wszystkich na nowo pod but.

Kubańska Republika Socjalistyczna: brak edukacji to podstawa

Eliana: – Na cały świat trąbią, że Kuba ma najlepszą służbę zdrowia i najlepszych lekarzy, a tymczasem ich pensje nie starczają do końca miesiąca. W szpitalach nie ma nawet łóżek, nici do szycia czy gipsu, wszystko masz sam dostarczyć, kupić po cenach czarnorynkowych, a medykom musisz zapłacić, jeżeli chcesz, żeby ci pomogli. Służba zdrowia nie jest darmowa. Jest upokarzająca. Nie ma strzykawek ani rękawiczek, o lekach nie wspominając, jest za to brud, karaluchy i poniżenie.

W szkolnictwie płace są jeszcze gorsze, budynki się sypią, nie ma książek, zeszytów ani ołówków. Nauczyciele są nieprzygotowani, a kampania nauki czytania i pisania, ogłaszana latami, była tylko kolejną kampanią polityczną. Dziś większość nastolatków czyta ledwo-ledwo, a z matematyki umie tylko dodawać i odejmować, bo po prostu przepychają cię do kolejnej klasy. Albo płacisz za egzamin i gotowe.

Kultura, którą pokazuje się turystom, jest sprzed 60 lat. Kubańczycy znają dziś tylko reggaeton, nie wiedzą, co to kino czy teatr. Słuchają w kółko obrzydliwości o ruszaniu tyłkiem i seksie, w prostym języku, żeby można się było rozerwać i nie myśleć.

Rząd o tym wszystkim wie, ale potrzebne mu jest to masowe ogłupienie, bo wie, że wykształcony naród spaliłby całą wierchuszkę na stosie.

Nikt na świecie nam nie pomoże, a sami nic nie możemy zrobić, bo za każdym razem, kiedy próbujemy, czekać nas może tylko – według hasła reżimu – śmierć. Jest im obojętne, czy zabiją wszystkich Kubańczyków co do jednego i zostaną z pustym krajem, byle tylko utrzymać się u władzy i nadal wysyłać pieniądze na swoje szwajcarskie konta.

Sami wywołali ten kryzys energetyczny, a teraz ogłaszają, że będą ludziom sprzedawać panele słoneczne po 55 tys. pesos.

Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo boli mnie mój kraj.

Będzie jeszcze gorzej

Tego samego dnia, 21 października 2024 r., w reżimowej gazecie „Granma” mogliśmy przeczytać, że prezydent Díaz-Canel „podkreślił ogromne zaangażowanie elektryków i zrozumienie okazane przez naród w obliczu zaistniałej sytuacji oraz zaznaczył, że Rewolucja nigdy nie będzie tolerować żadnych działań mogących zaburzyć spokój obywateli”.

Nieważne, na której stronie otworzysz tę gazetę, wszędzie wyczytasz to samo: będzie jeszcze gorzej.

***

Imiona bohaterów zostały zmienione, ale ich historie i słowa są prawdziwe.

JANKA WOLLNY-ROSAS jest iberystką i absolwentką studiów Praw Człowieka i Prawa Międzynarodowego w Instituto Europeo Campus Stellae w Santiago de Compostela. Wielokrotnie jeździła na Kubę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kubańskie ciemności