Reklama

Mur niezrozumienia

Mur niezrozumienia

28.08.2005
Czyta się kilka minut
Z uwagą przeczytałem tekst Jakuba Boratyńskiego “Zanim wkroczą dyplomaci" (“TP" nr 34/05). Choć brak mi wiedzy i doświadczenia autora - mam podobne jak on obserwacje. Istotny wydaje mi się zwłaszcza problem niedostrzegania przez polskie władze społecznego wymiaru stosunków międzynarodowych (sygnalizowałem to we własnym tekście o stosunkach polsko-ukraińskich - “Cmentarz i co dalej?", “TP" nr 27/05).
P

Przytoczę dwa zdarzenia. Gdy prezydent Wiktor Juszczenko w kwietniu tego roku pierwszy raz odwiedził Polskę, nam, którzy wspieraliśmy Pomarańczową Rewolucję, wydało się ważne, by przy tej okazji przypomnieć władzom, a za pośrednictwem mediów i społeczeństwom obu krajów, o bliskości, jaka połączyła je w tamte listopadowe i grudniowe dni. Mieliśmy nadzieję, że temu właśnie posłuży spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim. Bynajmniej nie chodziło nam o własne ambicje, po prostu byliśmy przekonani, że korzyści z takiego spotkania mogą być dla stosunków polsko-ukraińskich większe niż z kolejnych przemówień dygnitarzy. Okazało się to niemożliwe: na przeszkodzie stawał a to protokół warszawski, a to kijowski, to znowu względy bezpieczeństwa.

Drugie zdarzenie miało miejsce na początku lat 90., gdy Ernest Bryll był ambasadorem RP w Irlandii. Wpadł wówczas na pomysł, by w trakcie wizyty prezydent Irlandii Mary Robinson w Polsce zorganizować jej spotkanie z młodymi ludźmi zafascynowanymi Zieloną Wyspą, jej tradycją, kulturą, uczącymi się języka celtyckiego. I zderzył się z murem niezrozumienia w polskim MSZ. Do krótkiego spotkania ostatecznie doszło, ale - jak wspomina Bryll - kosztowało go to niemało wysiłku.

Te dwie historie pokazują, że przez ostatnie kilkanaście lat niewiele się zmieniło w głowach twórców naszej polityki zagranicznej. Jak pisze Boratyński, ciągle pozostają oni na etapie “oficjalnych wizyt międzypaństwowych, przy okazji których wypada coś podpisać". W połączeniu z ogromnymi ambicjami, jakie Polska żywi w polityce międzynarodowej, może się to skończyć rozczarowaniem.

GRZEGORZ PAC (Warszawa)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]