Momenty Emiliano Martíneza, czyli o trwałości sportowego geniuszu

Scrolluj dalej, to tylko tekst o jednej z najlepszych interwencji bramkarskich w dziejach futbolu. Interwencji, która na nic się nie przydała.
Czyta się kilka minut
Emiliano Martinez w meczu Arsenal-Aston Villa, Londyn, 31 sierpnia 2022 r. / Fot. Adrian Dennis / AFP / East News

Pamiętacie jeszcze tę bramkarską paradę? W czasach mediów społecznościowych i portali, które przesuwać można ruchem palca w tempie o wiele szybszym niż sformułowanie przeze mnie tych kilkunastu zdań, nie jest to wcale pewne. W zasadzie powinienem chyba inaczej sformułować pytanie. Na przykład: widzieliście ją w ogóle? Nie wydarzyła się przecież ani w finale Ligi Mistrzów, ani w trakcie mundialu, słowem: nie wydarzyła się podczas meczu, który ściąga przed odbiorniki widownię liczoną w dziesiątkach czy nawet setkach milionów.

Najlepszy bramkarz świata w zwykły grudniowy wieczór

Emiliano Martínez jest, owszem, sławny i utytułowany: wygrał z Argentyną ostatni mundial i ostatnie Copa América. Dwukrotnie odbierał Nagrodę Jaszyna, przyznawaną najlepszemu bramkarzowi świata w plebiscycie „France Football”. Kiedy dostawał na mistrzostwach w Katarze Złotą Rękawicę – wyróżnienie dla najlepszego bramkarza na tym z kolei turnieju – wykonał za jej pomocą obsceniczny gest, cieszy się więc również tak zwaną rozpoznawalnością.

Z drugiej strony interwencja, o której chciałbym opowiedzieć, przydarzyła mu się w sobotni grudniowy wieczór, w samym środku sezonu, w meczu, który o niczym nie rozstrzygał, rozgrywanym w dodatku przez dwie drużyny niezaliczane do tych czołowych w Europie czy nawet w Anglii. Owszem, wykonał ją w ramach rozgrywek Premier League – najsłynniejszej i najpopularniejszej ligi świata, ale zarazem takiej, której spotkania pokazują wyłącznie telewizje kodowane. Doprawdy, barier wejścia jest tutaj tyle, że uprawnione będzie podejrzenie, że nie tylko obrony Martíneza możecie nie pamiętać, ale że w ogóle o niej nie słyszeliście – o zobaczeniu nie wspominając; kwestia ograniczeń licencyjnych sprawia, że trudno w sieci znaleźć nawet krótki filmik, który by ją przypomniał.

Wyczyn Martíneza wśród tylu ważniejszych wydarzeń

Hierarchia ważności jest zresztą inna. Zaglądam na przykład na stronę „Guardiana”, gdzie w tekście, który w sekcji futbolowej tego dziennika nie znalazł się nawet na tak zwanej szybie, wzmianka na temat wyczynu Argentyńczyka pojawia się dopiero w przedostatnim zdaniu, brzmiącym, cytuję w pełnym brzmieniu: „Emiliano Martínez, który wcześniej wykonał jedną z najlepszych interwencji tego sezonu, powstrzymując Domíngueza przy stanie 0:0, teraz popełnił błąd, pozwalając piłce przekroczyć linię bramkową”. W „Independencie” jest trochę lepiej – o „zaprzeczającej fizyce” interwencji mowa już w drugim akapicie, ale i tam liczy się przede wszystkim wynik meczu, sam tekst zaś niknie pod rozważaniami na temat przyszłości trenera Wolverhampton, relacjami ze spotkań uważanych za bardziej prestiżowe czy przynoszące większe niespodzianki (Liverpool-Fulham, Arsenal-Everton), zapowiedziami derbów Manchesteru, transferowymi plotkami.

Na stronie BBC jest podobnie – i dalej nie będę sprawdzał, bo już i tak ryzykuję, że nie przechodząc do sedna tracę Waszą uwagę.

Co się wydarzyło w meczu Nottingham Forest-Aston Villa

Rzecz w tym, że piłka uderzona głową przez Nicolása Domíngueza w 62. minucie meczu Nottingham Forest-Aston Villa znajdowała się już nie tylko pod Martínezem, ale właściwie za nim – i przekraczała linię bramkową. To, co zrobił argentyński golkiper, w tym ułamku sekundy sięgając za siebie, zatrzymując futbolówkę na linii i wpadając samemu do bramki, później zaś obracając się wokół własnej osi, żeby powstrzymać ewentualną dobitkę, faktycznie zdawało się zaprzeczać prawom fizyki. Od strzelca – z którym jeszcze przed chwilą walczył o pozycję – dzieliły go może dwa metry. Kiedy miał czas zareagować?

I choć najprościej byłoby teraz podbijać bębenka jakości tej interwencji, zestawiając ją z najlepszymi w dziejach futbolu – owszem, od tej Gordona Banksa przeciwko Pelému na mundialu w Meksyku w 1970 roku poczynając – to przecież coś, co w tej historii wydaje się najbardziej przejmujące, wiąże się nie tylko z faktem, że ostatecznie na nic się nie przydała, bo Aston Villa przegrała, ale również z kwestią, że przy późniejszym golu dla Nottingham Forest faktycznie można mówić o błędzie argentyńskiego bramkarza.

Wydawało się, że po uderzeniu głową Nikoli Milenkovicia w 87. minucie spotkania futbolówka trafia w jego piersi, że Martínez ma ją w rękach – a on wręcz wrzuca ją do siatki. Parę minut później, przy strzale Elangi, jest już bez szans i ostatecznie jego drużyna, choć jeszcze na kilka minut przed końcem meczu prowadziła, przegrywa 2:1.

Od Federera do Martíneza: kiedy piłka zatrzymuje się w powietrzu

W najlepszym tekście, jaki kiedykolwiek napisano o sporcie, David Foster Wallace również używa frazy o niepodleganiu prawom fizyki. W opublikowanym przed laty na łamach „New York Timesa” eseju „Roger Federer jako doświadczenie religijne” nieżyjący już pisarz zestawia słynnego tenisistę z Michaelem Jordanem, Muhammadem Alim, Diego Maradoną czy Wayne’em Gretzkym, nazywając ich wszystkich sportowcami-nadludźmi. Pisze o zbliżającej się do Federera piłce, która wisi w powietrzu ułamek sekundy dłużej niż powinna (w trakcie niejednej interwencji Emiliano Martíneza, zwłaszcza przy rzutach karnych, można odnieść to samo wrażenie).

W kluczowym zaś dla tekstu akapicie Wallace stwierdza, że istnieją trzy sposoby wytłumaczenia dominacji Szwajcara na korcie. Pierwszy sposób przywołuje takie kategorie, jak tajemnica i metafizyka, i jest – zdaniem autora – najbliższy prawdzie. Pozostałe są bardziej techniczne i, jak dodaje, stworzone dla lepszego dziennikarstwa.

Od genialnej interwencji do chwili dekoncentracji: oto człowiek

Lepsi dziennikarze i eksperci od bramkarskiego fachu rozbiorą pewnie paradę Martíneza na czynniki pierwsze, mnie jednak interesuje coś innego. Rzecz w tym, że coś, co spotkało Argentyńczyka między 62. a 83. minutą meczu Nottingham Forest-Aston Villa, podnosi owo doświadczenie religijne z eseju Wallace’a na jeszcze wyższy poziom – albo przeciwnie, sprowadza je tam, gdzie być powinno: na ziemię. Oto człowiek, nie nadczłowiek. To człowiek jest zdolny w ułamku sekundy zrobić coś zachwycającego i genialnego, a później zdekoncentrować się, palnąć głupstwo, wykonać żenujący gest. To człowiek nieustannie mierzy się z przeciwnościami losu, czasem wychodząc z tych zmagań zwycięsko w sytuacjach, wydawałoby się, beznadziejnych, a czasem ponosząc zaskakujące i niespodziewane klęski.

Pytanie, czy to są tak naprawdę klęski, zostawiam na kiedy indziej. „Szybko się nauczyłem, że piłka nigdy nie zmierza tam, gdzie byś się jej spodziewał” – powiedział kiedyś o uprawianym przez siebie bramkarskim fachu niejaki Albert Camus, egzystencjalista.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”