Moment stadny

Zjawisko zwane flash mob polega na spontanicznie zbiorowych absurdalnych akcjach międzyludzkich, podejmowanych w miejscach publicznych przez nieznanych sobie członków społeczeństwa w celu wspólnego odczuwania chwilowej dziwności istnienia.
Czyta się kilka minut

Brzmi to nieco enigmatycznie, i takim też jest na poziome ogólnych definicji, ale jeśli ktoś miał do czynienia na przykład ze zgromadzonym na placu wokół miejskiej fontanny kilkusetosobowym tłumem obcych sobie ludzi, którzy nagle ni z tego, ni z owego wykonują jednoczesne gesty ? la "żabka", aby po kilku minutach rozejść się w wielkomiejską obcość - taki ktoś już wie, że flash mob to jest coś. Oczywiście, nowa moda krzewiona jest w zepsutych kilkudziesięcioletnią konsumpcją metropolitalnych społecznościach przodującego kapitalizmu, tam też posiada pewien abstrakcyjnie dekadencki smaczek iście kontrkulturowej bezcelowości, na który obywateli Pierwszego Świata po prostu stać. Ktoś wie, od nie wiadomo kogo, co ma zrobić, gdzie i kiedy, a nie wie, kto z ludzi wokół niego wie. Na moment stają się wspólnotą tajemnicy ujawnionej w skazanym na rychłe zaniechanie akcie naruszenia nieznośnie racjonalnych zasad. Tworzy się międzyludzka przestrzeń kilkuminutowego karnawału, gdyż jak wiadomo homo ludens.

Zaraz, zaraz - jak to? To w Pierwszym Świecie homo ludens, a w Polsce nie? Otóż właśnie podczas długiego majowego weekendu okazało się w pełnej rozciągłości, że od Bałtyku aż po Tatry homo ludens, i to w stylu flash mob. Jakże inaczej wyjaśnić fakt, że na nieszczęsnej zakopiance stało jednocześnie ćwierć miliona ludzi? Tak, tak, dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzkich istnień siedziało w swoich cudownych maszynach w gigantycznym korku, przez wiele godzin powtarzając jak mantrę te same słowa, których zresztą nie mam zamiaru przytaczać. Toż to flash mob nad flash moby, niech się schowają Japońce i Amerykany! Tak jest, od czwartego maja 2008 r. rekord w tej dyscyplinie dzierżą polscy długoweekendowi urlopnicy. Co z tego, że do sukcesu przyczyniła się, hmm, specyficzna infrastruktura? Cóż z tego, że trwało znacznie dłużej niż zwykle? Zapytam retorycznie: czy umniejsza to rangę sukcesu? I od razu retorycznie odpowiem na wszelki wypadek: oczywiście, że nie umniejsza to rangi sukcesu na olbrzymią skalę. Na razie gigantyczna masa uczestników jest zbyt wyczerpana tym wydarzeniem, aby upomnieć się o swoje prawa i w pełni należny wpis do księgi rekordów Guinessa, ale niech no tylko podleczą skołatane nerwy, niech odetchną nieco po tym wypoczynku - sprawiedliwości stanie się zadość w mgnieniu oka i prawda wyjdzie na wierzch niczym żwirek na polskiej autostradzie.

My, Polacy, uwielbiamy flash moby, walimy na nie drzwiami i oknami z prasłowiańskim hasłem "Just do it!" na ustach. Jaki może być inny powód spędzenia długiego weekendu na Krupówkach? Jaka jest inna przyczyna letnich wakacji w Sopocie? Przecież nie samotny spacerek po Monciaku i kontemplacja fasady "pijanego domku", tylko zgromadzenie tłumu kompletnie obcych osób w celu wywołania w sobie poczucia dogłębnej absurdalności istnienia. Gdzie jak gdzie, ale w ograniczonej do dwóch wypoczynkowych stolic urlopniczej Polsce udaje się to stuprocentowo. Przecież nigdzie indziej przeszywające pytanie "Co ja tutaj robię?" (wyrażane w bardzo różnorodny sposób) nie brzmi tak dojmująco - tylko w Zakopcu zimą, tylko latem w Sopocie. Cała reszta tłumaczenia, dlaczego zażywamy wywczasów właśnie tam, gdzie absolutnie wszyscy, właśnie wtedy, gdy absolutnie wszyscy, brzmi kuriozalnie nieprzekonująco. Jedynym wyjaśnieniem jest nasza narodowa predylekcja do wypoczynku w stylu flash mob. Mam już (dość dowolne) polskie tłumaczenie tej przypadłości: "moment stadny".

Miejmy nadzieję, że niebawem flash mob zostanie przyjęty w poczet dyscyplin olimpijskich. To jedyna pewna szansa na medal dla Polski, i to pod warunkiem, że olimpiada odbędzie się na zakopiance. Gospodarzom pomagają ściany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2008