Klata: Paradoksy paragonów grozy

Po całym Sopocie inflacyjnie porozsiewane są czytelnie paragonów grozy, czyli punkty gastronomiczne oraz sklepiki z mydłem, powidłem i ciupagami znad morza.
Czyta się kilka minut
FOT. PIXABAY /
FOT. PIXABAY /

Ponieważ z wszystkich miejsc w Sopocie przyszło mi pracować akurat w Krzywym Domku, może uchylę rąbka tajemnicy i napiszę, jak jest – w sensie, tam, w epicentrum polskiej wakacyjności, w jądrze turystyczności, wewnątrz atrakcji unikatowej na światową skalę. Zdarzają się nazwy, których znaczenie należy interpretować odwrotnie (np. Prawo i Sprawiedliwość), ale Krzywego Domku to nie dotyczy. Krzywy Domek bardzo konsekwentnie wciela w życie swą nazwę, zarówno z zewnątrz, jak i w środku, wciela niejednokrotnie nader wymyślnie. Co prawda z zewnątrz, niestety, Krzywy Domek zasłaniany jest przez proste drzewo, ale w środku drzew nie ma, za to są ściany i okna odpowiednio krzywe. Ech, gdyby potrafiły mówić... albo lepiej nie.

Można domniemywać, że znajdująca się na odpowiednim poziomie jakże przestronna i spektakularna sala, w której robimy próby farsy „Czego nie widać”, swego czasu była w pewnym sensie balową, cyklicznie balową może i balową nawet całodobowo, pawiem narodu była i papugą, przynajmniej w szczycie sezonu, jedynie didżeje się zmieniali. Mrożący krew w żyłach węzeł sanitarny mógłby stanowić dekor Barbarelli, a bezpretensjonalny bling-bling ścian à la Swarovski do dziś grozi napadami śnieżnej ślepoty, zwłaszcza w towarzystwie tłustych bitów. Na szczęście w przedstawieniu nie używamy stroboskopu, bo cało byśmy z Krzywego Domku nie wyszli. Z przynależnego sali tarasu rozciąga się... tak, rozciąga się widok na permanentny flash mob na tzw. Monciaku, który uzmysławia nam, że warto pracować, bo i tak nie ma dokąd iść.

Po całym Sopocie inflacyjnie porozsiewane są czytelnie paragonów grozy, czyli punkty gastronomiczne oraz sklepiki z mydłem, powidłem i ciupagami znad morza. Uprzedzając Państwa pytanie: banany po dychu za kilogram (stan na początek lipca). Urlopnicy 2022 mogą sobie zabrać sopockie paragony grozy do domu na pamiątkę, przyczepić do lodówki, i w zimie popatrzeć na wakacyjne suweniry, konstatując nostalgicznie, że kiedyś to było tanio. Tylko proszę zafoliować, bo wyblakną. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2022