Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Moi mistrzowie – Stefan Chwin

Moi mistrzowie – Stefan Chwin

16.09.2013
Czyta się kilka minut
Jeśli chodzi o mistrzów literatury, to nie miałem takich, których traktowałbym jako wzór. Miałem natomiast paru pisarzy, których pisaniu uważnie się przyglądałem, by nie popełniać błędów, jakie popełniali.
Z

Z Dostojewskim spierałem się już w liceum. Jego „Biesy” zrobiły na mnie wielkie wrażenie, ale widziałem w tej powieści sporo miejsc gorszych, szczególnie w partiach satyrycznych, którymi Dostojewski popsuł świetną całość. Przyglądałem się też uważnie Kafce, którego nadal cenię przede wszystkim za „Proces”, bo „Zamek” i inne rzeczy są dużo słabsze.
Co jakiś czas myślę też o Williamie Goldingu, którego „Władcę much” uważam za powieść znakomitą. To znaczy taką, jakiej nikt w Polsce nie umie napisać. Powracam do Goldinga chętnie, kiedy usiłuję walczyć z rozpowszechnionym u nas przesądem, że proza fabularna to jest proza gorsza od prozy afabularnej, bo nie potrafi udźwignąć głębi. Ten nonsensowny pogląd, utrwalany dzisiaj przez krytyków i literaturoznawców, wżarł się w polskie głowy jak kwas solny i nie ma żadnego na niego sposobu. Co jakiś czas ktoś snobistycznie wyznaje, że nudzi go fabuła. Otóż jeśli kogoś nudzi fabuła „Władcy much”, to ja nie mogę kogoś takiego traktować poważnie. Dość masowo występują też u nas pisarze, którzy uważają za powieść np. prozę dywagacyjną albo monologiczną. Są jeszcze tacy, którzy za powieść uważają zbiór anegdot powiązanych gadaną narracją. Nikt u nas nie potrafi poprowadzić długodystansowej narracji opartej na jednym wątku. Tymczasem moja definicja powieści brzmi: prosta historia na trzysta stron. Sam bym chciał kiedyś taką powieść napisać, może Bóg pozwoli, a Golding podpowiada, że jest to jednak możliwe. Nie cierpię prozy, która nie jest oparta na mocnym i wyraźnym szkielecie fabularnym. Na tym polega różnica między np. prozą Białoszewskiego a „Trans-Atlantykiem” Gombrowicza, który przy swoich dziwactwach lingwistycznych ma metalicznie czystą strukturę fabularną i dlatego jest lepszy.

STEFAN CHWIN (ur. 1949) opublikował ostatnio m.in. powieść „Panna Ferbelin” oraz esej „Samobójstwo i grzech istnienia”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]