Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Moi mistrzowie – Paweł Huelle

Moi mistrzowie – Paweł Huelle

16.09.2013
Czyta się kilka minut
Mistrzowie? To bardzo trudne pytanie, ponieważ w tym fachu nie ma się jednego mistrza. U bardzo wielu podpatruje się rozmaite rzeczy. Właśnie: podpatruje.
Z

Zawsze mówiłem moim studentom, że nikt niczego ich nie nauczy. Muszą sami czytać, patrzeć, jak napisana jest ekspozycja, jak zawiązane wątki, gdzie jest moment kulminacyjny i jakie nastąpi rozwiązanie. Słowem: nauka poprzez lekturę, studiowanie tekstu, każdego jego włókna, każdej szczeliny. No tak, a jednak miałem swojego Mistrza. Tego najważniejszego. Aż strach powiedzieć – wobec nadchodzącego – przynajmniej medialnie – zwycięstwa PiS-u. Mistrzem moim bezwzględnym był i jest Rosjanin. Czyli – Rusek, no ale nie komuch. To Iwan Bunin.
Jego opowiadania to genialne skróty egzystencjalnych sytuacji, ale też niezwykła nostalgia, czułość wobec świata, który zaginął, czułość wobec szczegółu, wobec każdej wirującej cząstki atomu. Bunin napisał setki opowiadań, w każdym z nich potrafił zawrzeć kosmos. Właśnie: nie tyle rosyjski, ziemiański, przedrewolucyjny, co absolutnie uniwersalny kosmos spraw ludzkich. Niespełnionych miłości, naszych ludzkich nieudacznych działań, spraw brudnych, ale i pięknych – zwyczajnie – po ludzku. Właściwie każde jego opowiadanie to arcydzieło samo w sobie. Czytałem go – rzecz jasna – w wielu polskich przekładach, lecz także trochę po rosyjsku. Jego język jest niebywały. Zdania proste, niemal protokolarne, ale zawsze w ich głębi jest jakiś rodzaj metafory: nienachalnej, niewybzdyczonej, ale głębokiej. Wyczucie bezpowrotności istnienia, wektora czasu, który biegnie tylko w jedną stronę. Tu Bunin jest i był arcymistrzem: nic w naszym życiu się nie powtórzy. Nic. Miłosny uścisk z kochanką, zachwyt nad jakimś dziełem sztuki, jazda bryczką przez wiosenny step Ukrainy. Owszem, jest nam to dane, lecz tylko raz – bezpowrotnie właśnie. I Mistrzem tej wiedzy – w wydaniu literackim – jest Iwan Bunin. Sądzę, że bardzo wiele zawdzięczał mu Iwaszkiewicz w swoich najlepszych opowiadaniach. A także Julian Wołoszynowski w swojej jedynej genialnej książce – „Opowiadaniach podolskich”.
Bunin uciekł z rewolucyjnej Rosji przez Odessę. Zauważył przy tamtejszym molo setki trupów: to byli wrzucani do morza biali Rosjanie, z kamieniami uwiązanymi do stóp. Nie napisał im jakiegoś szczególnego epitafium, jednak po latach, już na emigracji, stworzył opowiadanie „W Paryżu”. Nie będę go streszczał. Jest to wszakże esencja doświadczenia emigracji. Nie tylko rosyjskiej, choć bardzo rosyjskiej. Z emigracyjną restauracją i sklepem włącznie. Bunin potrafił swój własny – rosyjski – los emigranta uniwersalizować. A o dawnym – przed Leninem – świecie pisać jak mało kto. Prawdziwie, bez sentymentalnej idealizacji. Jego czułość wobec własnych bohaterów jest na miarę Czechowa. Pozornie zimna, analityczna proza pełna jest emocji, niebywale pięknie zapisanych klimatów.
No i ta elegancja zdań. Dzisiaj, gdy w „Gazecie Wyborczej” Janusz Rudnicki (dopuszczony wreszcie do druku) obsobacza całą polską klasykę niewybrednymi określeniami – jeszcze bardziej chce mi się Bunina. Choć nie był na liście polskich lektur. Nie był polskim pisarzem. Bunin jest przeciwko bolszewickiemu chamstwu. W formie, treści, w każdym zdaniu. Temu chamstwu przeciwstawiał się całym swoim życiem, a każde z jego opowiadań to zwycięstwo właśnie nad chamem. Nad tym, kto wyniesiony przez system mógł pluć w gazetach na autorów – uznanych za ważnych.
Bunin miał szczęście do polskich tłumaczy. Przekładali go najlepsi. Dzięki mojej – pardon – edukacji mogę go czytać także w rosyjskim oryginale. To niebywała przyjemność. To Mój Mistrz prawdziwy. Mistrz opowiadania. Mistrz krótkiej formy prozatorskiej. Żaden Rudnicki – choćby się zeszczał – nie jest w stanie go unieważnić, bo nie jest w stanie napisać choćby jednego takiego opowiadania. Nie ma talentu. No, jak chce się popisać – niech próbuje. Ja jestem za Buninem. I jak mówią Kaszubi – kuńc basta.

PAWEŁ HUELLE (ur. 1957) opublikował ostatnio książki „Ostatnia Wieczerza” i „Opowieści chłodnego morza”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]