W znakomitej powieści „Stambuł, Stambuł” szef światowego PEN-u Burhan Sönmez kreślił obraz rozwarstwionego miasta, przypominającego „dwa byty, które płynęły razem, ale i osobno, jakby obok siebie i w innych epokach, pokazywały, że miejsce może panować nad czasem i wciągnąć go jak wir”. Te słowa doskonale oddają wrażenia z 91. Międzynarodowego Kongresu PEN, który odbył się w Krakowie w dniach 2-5 września (obchody zbiegły się ze stuleciem polskiego PEN-u). Wydarzenie przebiegało w atmosferze niepokoju o przyszłość wolnego słowa, literatury, Strefy Gazy i Ukrainy. Trudno było nie ulec wrażeniu, że do życzliwych rozmów zasiadali często ludzie pochodzący nie tylko z różnych miejsc, lecz także z różnych epok.
Przy akompaniamencie bomb można oczywiście wciąż prezentować oświeceniową wiarę w moc słowa pisanego. Mimo intuicyjnego oporu, trudno zdecydowanie protestować przeciwko próbom zrozumienia dzisiejszych, cyfrowych totalitaryzmów za pomocą pojęć wypracowanych lata temu – sam nie mam lepszych pomysłów. Nie spodziewajmy się jednak, że podobne dyskusje zrobią na kimkolwiek wrażenie, gdy na sali siedzą wśród nas pisarze z Palestyny czy Ukrainy, a na świecie dochodzi do ludobójstwa.
Całe szczęście im dalej od rozpoczęcia Kongresu, tym częściej głos należał do ludzi, którzy o wolności słowa mogli powiedzieć znacznie więcej niż to, co wyczytali u klasyków. Znakomite, choć niestety dość krótkie, były wypowiedzi litewskiej pisarki i historyczki Kristiny Sabaliauskaitė. Specjalizująca się m.in. w kulturze rosyjskiej autorka powieści „Silva rerum” mówiła o strategii „pushing Puszkin” (wpychanie Puszkina), która pozwoliła Rosjanom na kulturalny podbój świata i Europy.
Przy okazji Sabaliauskaitė usiłowała nieco zaktualizować temat dyskusji, przekonując, że w większości przypadków problemem świata jest dziś nie tyle walka o „wolne słowo”, lecz stawienie czoła wojnie informacyjnej toczonej przez Federację Rosyjską. Nie żyjemy w czasach Johna Stuarta Milla, gdy niekontrolowany obieg słów służył tylko testowaniu poglądów, prezentowanych w debacie publicznej. Boty wykorzystają go raczej do uniemożliwienia jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji. „Rosjanie nie chcą doprowadzić do wygranej tego czy innego konia (partii) – mówiła pisarka – chcą skompromitować cały wyścig”.
Bardzo ciekawe były też słowa szefa ukraińskiego PEN-u Wołodymyra Jermołenki i gruzińskiej pisarki Nataszy Lomouri podczas spotkania „PEN w czasach niepokoju”. Mówiono o tym, co zawsze warte przypomnienia podczas wojennej mobilizacji: o niezastępowalności pojedynczego ludzkiego istnienia i politykach, którzy chcieliby wpływać nie tylko na życie, lecz także na sposób umierania obywateli. Te bolesne lekcje XX w. powtarzane były bez filozoficznego nadęcia i – z całą pewnością – przez ludzi, którzy przepuścili je przez trzewia.
Zupełnie osobną historię stanowi znakomite spotkanie z palestyńskim eseistą Rają Shehadehem. Redaktorka i tłumaczka Małgorzata Szczurek otworzyła je przemówieniem, w którym poprosiła zebranych o wyobrażenie sobie 249 pustych krzeseł, na których mogliby zasiąść zabici przez izraelską armię dziennikarze. A potem Ludwika Włodek po prostu pozwoliła swojemu gościowi mówić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















