Małe kazanie na Wielką Niedzielę

Pierwszy pogrzeb widziany w dzieciństwie: jakiś mężczyzna nachylił się nad grobem, kiedy spuszczano trumnę, stracił równowagę i złapał się osób stojących obok. I wtedy z rąk wypadł mu kapelusz. A ponieważ grabarz zaczął już spychać ziemię, kapelusz został pochowany razem z umarłym. "Nowy kapelusz, żal takiego kapelusza", mówili ludzie, rozchodząc się z cmentarza.
Czyta się kilka minut

W tajemnicę śmierci rodzice wprowadzali nas stopniowo: w wieku przedszkolnym nie jeździło się na pogrzeby, często nawet nie wiedzieliśmy, że ktoś zmarł, dopiero potem odwiedzaliśmy na cmentarzu jego pomniczek. Mój wujek miał dwóch synów.

Kiedy w rodzinie wypadł pogrzeb, zdecydował, że starszy - miał wtedy chyba siedem lat - może już pojechać. Ale przed młodszym całą sprawę trzymano w tajemnicy. Mówiono, że starszy jedzie kogoś odwiedzić albo do lekarza, już nie pamiętam.

Kiedy samochód ruszał spod domu, starszy nie wytrzymał podniecenia, odkręcił szybę i zawołał do młodszego radośnie:

"Jadę na pogrzeb!!!".

Wyjazd na pogrzeb to był krok w stronę dojrzałości.

Pamiętam też pierwszy dotyk martwego ciała: zimnego, pozbawionego pulsu. To ciało nie było obce, ale było dziwne. Wiedzieliśmy już, że zmarły "odszedł", że go tu nie ma. To było dla mnie trudne do wyobrażenia, ale starsi mówili, że to, co w człowieku najważniejsze - dusza - ocalało. Ciało może zniszczeć, bo to nie ono się do nas uśmiechało, łapało nas za ręce, wykręcało uszy lub uczyło pisać na maszynie. Wszystkim sterowała dusza. "Czy duszę można zobaczyć?" "Nie można". "Ale zmarli się pokazują?" "Tak, ale to nie są dusze, tylko duchy".

Dopóki umierali ludzie w podeszłym wieku, wszystko było mniej więcej zrozumiałe:

ciało się zużywa i dusza chce już się uwolnić, odejść do nieba. Ale któregoś dnia, kiedy byłem u babci na wsi, ciocia powiedziała nam o chłopcu, który powiesił się w domu obok. Z tym chłopcem grywałem wcześniej w piłkę. Pamiętam, że bardzo się przestraszyłem: nie tego, że nie zostanie zbawiony (w to nie wierzyłem), ale tego, że musiał to zrobić i jeszcze - że będzie leżał poza murem cmentarza. Przestraszyłem się tak bardzo, że do dziś nie wiem, gdzie jest grób tego chłopca.

Nie pamiętam już nawet jego imienia.

A potem kolega z podstawówki zmarł na zawał serca w basenie, a potem koleżanka wyskoczyła przez okno na dziesiątym piętrze, a potem było już tych śmierci więcej i więcej... Pamiętam, że kiedyś - byłem już w średniej szkole - pomyślałem sobie: "Coraz więcej znajomych po tamtej stronie". A przecież tak myślą staruszkowie.

I po tym wszystkim wyobraźmy sobie, że przychodzimy na cmentarz i wszystkie groby są puste. I to jest właśnie Wielka Niedziela.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2008