Luteranin z Krakowa

24 lutego nad ranem w swoim domu zmarł ksiądz Roman Mikler. Od 1977 r. przewodził parafii ewangelicko-augsburskiej w Krakowie (najpierw jako administrator, a od 1983 r. – proboszcz).
Czyta się kilka minut

Zrezygnował z tej funkcji na przełomie 2005/2006 r. – zapewne z racji postępującej choroby.

Pamiętam go jeszcze ze swoich kleryckich czasów – w Tygodniu Ekumenicznym zwykle chodziliśmy do św. Marcina na nabożeństwo Słowa Bożego. To, jakim go zapamiętałem, ośmieliło mnie, by odnowić znajomość już w późniejszych czasach, gdy wróciłem na uczelnię. Jako asystent ks. prof. Jana Kracika prowadziłem ćwiczenia do jego wykładu z historii Kościoła nowożytnego. Wykład zaczynał się od reformacji, a ćwiczenia od lektury 95 tez Marcina Lutra i od analizy sporu o usprawiedliwienie (czytaliśmy wtedy m.in. trydencki Dekret o usprawiedliwieniu). Zadzwoniłem do ks. Miklera i zapytałem, czy nie przyszedłby na nasze zajęcia, by nam objaśnić obydwa zagadnienia z pozycji tradycji luterańskiej. Zgodził się bardzo chętnie. Zrobił przy tym znacznie więcej, niż odeń oczekiwaliśmy: nie tylko przeanalizował z nami poglądy Lutra w obu kwestiach, ale z wielką otwartością i cierpliwością objaśniał szereg innych (np. luterańską teologię sakramentów – do dziś pamiętam!); przyniósł także własne opracowanie dziejów wspólnoty luterańskiej w Krakowie.

Zajęcia weszły w tej formie na stałe do programu ćwiczeń – powtarzane były co roku – również wtedy, gdy przejęła je po mnie kolejna asystentka ks. Kracika, s. Elena Wróbel – dziś przełożona prowincjalna nazaretanek.

Kilkakrotnie zapraszałem także ks. Romana Miklera na zajęcia prowadzonego od wielu lat w Krakowie Studium Apostolstwa Świeckich – program studium (oparty zasadniczo na Katechizmie Kościoła Katolickiego) obejmował również podstawowe zagadnienia ekumeniczne, a więc choćby elementarną znajomość doktryny i praktyki innych Kościołów – umawialiśmy się wtedy na wykład na Grodzkiej (podobnie jak w przypadku prawosławia – na Szpitalnej).

Wiem: były to zaledwie epizody – jedne dłuższe, drugie krótsze. Prawdziwe „okruchy” (wręcz okruszki!) w blisko pięciowiekowej historii katolików i luteran – podzielonych wciąż chrześcijan. Nie myślę nawet, żeby ks. Roman kiedykolwiek zapamiętał mnie z nazwiska... A jednak. Nie mogę tych okruchów nie pozbierać i nie przypomnieć w chwili Jego odejścia. Z wdzięcznością. Z przekonaniem o ich znaczeniu tu i teraz – na skromną miarę, która każdemu z nas jest zadana w Kościele i w świecie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2012