Lekcje czy rekolekcje?

„Zamiast prowadzić lekcje, za co nam się płaci, prowadzamy dzieci do kościoła i jeszcze musimy tam być, aby dyscyplinować naszą młodzież” –
Czyta się kilka minut

– tak jedna z nauczycielek skrytykowała ostatnio na łamach trójmiejskiej „Gazety Wyborczej” rozporządzenie MEN z 1992 roku, zgodnie z którym uczniom chodzącym na religię przysługują trzy kolejne dni wolne od zajęć szkolnych na odbycie rekolekcji wielkopostnych.

Można wziąć w nawias krytyczne głosy nauczycieli i rodziców, dopatrujących się w trzydniowych rekolekcjach marnotrawstwa czasu, który można przeznaczyć na realizację programu nauczania. Jeśli te ich uwagi rzeczywiście wynikają z troski o edukację uczniów, to czekam na równie zaangażowaną krytykę innych dni wolnych od zajęć.

Gdyby jednak spojrzeć na sprawę wyłącznie z punktu widzenia duszpasterskiego, to zarówno rekolekcje, jak i religia w szkole nie przynoszą niestety oczekiwanego przez Kościół „ewangelizacyjnego” skutku. Kościół jest obecny w szkole nie tylko po to, by uczyć prawd wiary, ale także by wskazywać odpowiednie wzorce moralności i społecznego współżycia. O ile na tej podstawie można jeszcze szukać argumentów za utrzymaniem religii w szkolnych klasach, o tyle przywileju organizacji rekolekcji i zwalniania na nie uczniów wytłumaczyć się nie da.

Rekolekcje i przygotowania do duchowego przeżywania Wielkanocy to indywidualna i najbardziej intymna sfera religijności, w którą nie powinny wkraczać rutyna, przymus i szkolny obowiązek. Odpowiednim miejscem dla duchowego rozwoju jest wspólnota religijna, nie zaś środowisko szkolne, nawet jeśli zostanie na trzy dni przeniesione do świątyni.

Powtarzamy w Kościele, że nie jesteśmy instytucją ani organizacją charytatywną. Mimo to korzystamy z udogodnień, jakie serwuje nam państwo. Zabezpieczamy sobie obecność uczniów na rekolekcjach, którzy przyjdą na nie z obowiązku, by dopiero później przejść do mówienia o wierze. Tymczasem Kościół zwycięża zawsze, gdy głosi Ewangelię „środkami ubogimi”, zaś przegrywa, gdy sięga po „środki bogate”. Warto się więc zastanowić, czy pozbycie się przywilejów nie ułatwi nam głoszenia czegoś, co jest absolutnie na marginesie wszelkich udogodnień.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2014