Kuszenie

Jest luty 1942 r. To moment największych sukcesów III Rzeszy. U stóp Hitlera leży Europa, podbita lub uległa (poza Anglią). Niemieccy żołnierze stoją pod Moskwą, a dowództwo Wehrmachtu jest przekonane, że wiosną pancerny walec znów ruszy naprzód, rozbijając państwo bolszewików. W Afryce Północnej korpus Rommla przygotowuje się do wielkiej ofensywy; Egipt, Syria, a potem pola naftowe Iranu wydają się na wyciągnięcie ręki.
Czyta się kilka minut

Obawy niektórych generałów budzi wprawdzie wypowiedzenie wojny USA po japońskim ataku na Pearl Harbour, ale to chyba niepokój przesadny, skoro na Dalekim Wschodzie Japończycy idą od zwycięstwa do zwycięstwa, a nieprzygotowana do wojny Ameryka ma mniej czołgów niż Polska w 1939 r. W samych Niemczech nastroje są dobre: wojna nie wydaje się uciążliwa, płace w przemyśle rosną, bezrobocia nie ma, rozbudowuje się narodowo-socjalistyczne państwo opiekuńcze.

Panowaniu “Tysiącletniej Rzeszy" nie zagraża nikt i nic.

W taki zimowy dzień 1942 r. do “bloku księżowskiego" w Dachau (to w tym obozie koncentracyjnym przebywa najwięcej aresztowanych kapłanów) wkracza SS-man i wywołuje więźnia numer 25487. Więzień wstaje, ubiera regulaminową obozową czapkę. Żegnają go modlitwy współtowarzyszy, przekonanych, że idzie na śmierć - jeśli nie szybką, od kuli czy na szubienicy, to powolną, np. podczas eksperymentów pseudomedycznych. Ale stanie się inaczej. Więzień nr 25487 na kilka dni przestanie być numerem i znowu będzie Henri Kremerem, księdzem katolickim, w przeszłości znanym publicystą. Jego “przepustka" z obozu (“urlop", jak powie gestapowiec) do rodzinnego Luksemburga ma trwać dziewięć dni.

W ciągu tych dziewięciu dni ks. Kremer musi dokonać wyboru: albo pójdzie na współpracę z władzami i pomoże w rozbijaniu od wewnątrz Kościoła w Niemczech (Luksemburg jest częścią Rzeszy), albo wróci do obozu, przy czym skutki decyzji odmownej poniesie także jego rodzina. Jest jeszcze jedno wyjście: Kremer ma możliwość ucieczki do Szwajcarii. Ale wie, że jeśli ucieknie, zginąć mogą jego towarzysze z “baraku księżowskiego".

Ks. Kremer, bohater filmu Volkera Schlöndorffa, istniał naprawdę. Nazywał się Jean Bernard. Naprawdę dostał “przepustkę" z Dachau i propozycję współpracy. W zamyśle władz nazistowskich miał stać się elementem ich polityki wobec Kościoła i Watykanu.

Dla nazistów Kościół katolicki i Stolica Apostolska stanowiły bowiem pewien problem, choć głównie natury taktycznej. Strategia była jasna: w dłuższej perspektywie wszystkie Kościoły w III Rzeszy miały zostać sprowadzone do podobnej roli jak Cerkiew prawosławna w ZSRR - instytucji podległej i kontrolowanej, kierowanej przez ludzi uległych władzy. Problemem dla nazistów było tylko pytanie, jaką drogą dojść do takiego celu?

W sytuacji, gdy ok. 60 proc. Niemców deklarowało przynależność do którejś ze wspólnot ewangelickich, a ok. 30 proc. do Kościoła rzymskokatolickiego, wywołanie otwartej wojny z religią i z Kościołami, a także z Watykanem, nie leżało w interesie władz Rzeszy. Zwłaszcza, że trwała wojna i niektórzy nazistowscy przywódcy mieli nadzieję, że uda się pozyskać przynajmniej część hierarchii obu wyznań - a może nawet papieża Piusa XII - do taktycznego sojuszu: “krucjaty" przeciw bezbożnym bolszewikom.

Polityka władz Rzeszy wobec niemieckich Kościołów (na terenie okupowanej Polski sytuacja była już zupełnie odmienna) oscylowała zatem między dwoma biegunami: próbami pozyskania ich dla swych celów z jednej strony oraz otwartą wrogością i represjami wobec niepokornych duchownych z drugiej.

Wobec ewangelików naziści podjęli nawet próbę utworzenia propaństwowego “Kościoła Rzeszy" (evangelische Reichskirche), z własnym “biskupem Rzeszy" (Reichsbischof); próba udała się tylko częściowo. Z kolei w działaniach podejmowanych wobec niemieckich katolików - którzy w odróżnieniu od ewangelików (podzielonych na kilkanaście osobnych Kościołów) byli częścią Kościoła powszechnego - naziści musieli uwzględniać stanowisko Watykanu.

Sytuacją idealną z ich punktu widzenia byłoby zatem zebranie choćby niewielkiej grupy wiarygodnych niemieckich księży, którzy, przykładowo, wystąpiliby publicznie z memorandum popierającym politykę III Rzeszy. Wbijając tym samym “klin między niemiecki Kościół a Watykan" - jak powiedział otwarcie funkcjonariusz Gestapo w lutowy dzień 1942 r. księdzu Kremerowi, gdy położył przed nim pióro i czystą kartkę papieru...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2005