Książę i Dama

12 lipca książę Adam Karol Czartoryski odwołał Radę i Zarząd Fundacji Czartoryskich. Do nowego Zarządu weszli muzealnicy-specjaliści. Czy powodem były ciągłe podróże "Damy z gronostajem"?
Czyta się kilka minut

Zbiory Czartoryskich mają zupełnie inną proweniencję niż jakakolwiek inna kolekcja możnowładcza. Projekt księżnej Izabeli Czartoryskiej - postaci niezwykle skomplikowanej: śmiałej metresy swoich czasów (w swojej posiadłości w podwarszawskich Powązkach budowała tajemne domy schadzek), inteligentnej korespondentki Jana Jakuba Rousseau, wreszcie matki-Polki, która odważyła się otworzyć ogień przeciwko własnemu wnukowi, gdy ten stanął przeciwko jej narodowi - zakrojony był na niezwykłą skalę. Kiedy wraz z Tadeuszem Czapskim (nestorem polskiej archeologii, który oddał księżnej prywatne zbiory wiedząc, że arystokratka będzie miała większe możliwości, by je upublicznić) przekopywała Wawel, wyszukując zabytki w rujnowanych przez austriackich żołnierzy, prastarych, dziś już nieistniejących kościołach i porządkując krypty królewskie, kiedy stawiała w sentymentalnym parku puławskim Dom Gotycki i Świątynię Sybilli, miała na uwadze przede wszystkim dobro upadającej Rzeczypospolitej. Otwierając w 1801 r. pierwsze w Polsce muzeum, mówiła: "Ojczyzno, nie mogłam Cię bronić, niechaj przynajmniej Cię uwiecznię".

Zmiany w statucie

Po upadku powstania listopadowego zbiory przewiezione zostały do rodzinnej Sieniawy, a stamtąd - wysiłkiem wielu ludzi - przeszmuglowane do paryskiego Hotelu Lambert, gdzie Czartoryscy stawali się pomału "niekoronowanymi królami Polski" na wygnaniu. W 1876 r. wnuk Izabeli, Władysław Czartoryski, korzystając z Autonomii Galicyjskiej i z faktu, że Kraków stawał się właśnie "polskim Piemontem", otworzył tu prywatne muzeum książąt Czartoryskich, by "służyło narodowi". Jego siedzibą stały się kamienice zakupione przez rodzinę, a także Arsenał Miejski z fragmentem murów, ofiarowany przez miasto, pod warunkiem, że Kraków na zawsze stanie się siedzibą kolekcji. Po II wojnie światowej kolekcja znalazła się w zarządzie państwa i trafiła pod opiekę Muzeum Narodowego w Krakowie. Ale - co istotne dla późniejszych wypadków - nie została przejęta przez państwo.

W 1991 r., w okresie transformacji, państwo przekazało ją jedynemu żyjącemu spadkobiercy, księciu Adamowi Karolowi Czartoryskiemu de Bourbon. Ten postanowił stworzyć prywatną fundację, której na własność przekazał kolekcję i budynki muzealne. Muzeum Narodowe podjęło się zadania opieki nad całością. Statut fundacji - którego współautorem był Marek Rostworowski, wybitny muzealnik i kurator wystaw, autor słynnej prezentacji "Polaków portret własny" - nie miał w Polsce wcześniejszych wzorców. Był aktem dobrej woli wszystkich stron. Na początku lat 90. nikt nie przewidywał, że kapitalizm - i rynek sztuki - zmienią się na tyle, iż kolekcji Czartoryskich zagrożą koniunkturalizm i marketingowa propaganda.

W kwietniu 2008 r. sąd zarejestrował istotne - i niebezpieczne - zmiany w statucie zarządu Fundacji Książąt Czartoryskich. Z artykułu 6. dokumentu znikło określenie zbiorów Muzeum i Biblioteki Czartoryskich jako "historycznej i nierozerwalnej całości", co w praktyce oznacza, że poszczególne obiekty składające się na kolekcję mogłyby zostać podzielone, a nawet wywiezione z Krakowa - a przypomnijmy, że na skład kolekcji składają się m.in. takie "ikony" sztuki jak "Dama z gronostajem" Leonarda czy "Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta, a także dzieła będące pamiątkami narodowymi. Inne zmiany komentowała profesor Maria Dzielska, historyczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego: "opuszczenie w statucie stwierdzenia, że Fundacja funkcjonuje »przy Muzeum Narodowym w Krakowie« (art. 1) może oznaczać nie tylko szkodliwą dla zbiorów utratę bardzo znaczących subwencji finansowych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale i znakomitego, trwającego już ponad pół wieku patronatu Muzeum Narodowego w Krakowie nad obiektami muzealnymi i Biblioteki Czartoryskich. Bulwersuje mnie sposób potraktowania przez władze Fundacji tego wieloletniego, niezwykle ofiarnego i kosztownego protektoratu".

Przed trzema laty szybko zareagowało krakowskie Stowarzyszenie Historyków Sztuki, a także Stała Konferencja Dyrektorów Muzeów Krakowskich. W liście adresowanym do prezydenta miasta Krakowa Jacka Majchrowskiego i do ministra kultury i dziedzictwa narodowego uczeni zwracali uwagę, iż już w 1874 r. rodzina zawarła z miastem umowę, że będzie swoje zbiory nieprzerwanie udostępniać w darowanych na ten cel budynkach krakowskich. Prezydent Majchrowski wysłał w tej sprawie list do ministra Zdrojewskiego.

Tymczasem zarząd Fundacji rozpoczął rozmowy z Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym. Jak mówili członkowie zarządu, miałyby się tam znaleźć pamiątki dublujące się - jak twierdzili - ze zbiorami Zamku Królewskiego na Wawelu. Jacek Serafinowicz, dyrektor lokalnej instytucji, wydawał się wówczas nieco zaskoczony propozycją. "Wcześniej trzeba załatwić sprawy remontu i zabezpieczeń, bez których nie ma mowy o przechowaniu tak cennej kolekcji" - mówił "Dziennikowi Polskiemu".

Znikające dzieła

Wcześniej pojawił się problem "znikania" poszczególnych dzieł sztuki z Krakowa. Z Muzeum Czartoryskich przy ulicy św. Jana znikły między innymi: półmiski wykonane przez Johanna Gottfrieda Schlaubitza w XVIII w., tapiseria herbowa Michała Kazimierza Paca czy czarka z warsztatu Balthazara Haydta (około 1670) - tę ostatnią książę Czartoryski sprzedał Fundacji Zbiorów im. Ciechanowieckich w Zamku Królewskim w Warszawie.

Ostatnio uwaga mediów koncentrowała się na peregrynacjach "Damy z gronostajem" Leonarda da Vinci, najcenniejszego dzieła w zbiorach Czartoryskich, którą w zamian za panoramiczny przegląd sztuki hiszpańskiej (możemy go właśnie oglądać w krakowskim Muzeum Narodowym) wysłaliśmy do Madrytu. Portret Leonarda, wbrew opiniom wielu konserwatorów sztuki, w tym także tych, którzy współpracują z ArtWatch, międzynarodową organizacją upominającą się o niezbywalne prawa dzieł sztuki, zawita w najbliższym czasie także do Berlina i Londynu. Tylko i wyłącznie dla zysku (obraz Leonarda ma się np. nijak do tematu trwającej właśnie wystawy madryckiej, której tematem jest fenomen I Rzeczypospolitej).

I oto nagle stało się coś nieoczekiwanego: 12 lipca książę Adam Karol Czartoryski odwołał Radę i Zarząd Fundacji Czartoryskich, w tym prezesa - Adama Zamoyskiego. Co istotne, dzień wcześniej zatwierdzono jednogłośnie sprawozdanie finansowe i merytoryczne dotychczasowego zarządu. Do nowego zarządu weszli muzealnicy-specjaliści.

Na razie trudno oceniać tę niespodziewaną zmianę - choćby dlatego, że przeprowadzono ją w atmosferze skandalu: dlaczego np., jak donoszą odwołani członkowie zarządu, nikt nie wręczył im wcześniej pisemnego wypowiedzenia, a kiedy jeden z nich stawił się w Muzeum, wezwano straż muzealną i policję? Jednocześnie zmiana na pewno pozwoli załagodzić dotychczasowy konflikt, na pewno przydadzą się też osoby mające doświadczenie konserwatorskie i wystawiennicze, które znalazły się w gronie odpowiedzialnych za zasoby kolekcji Czartoryskich.

***

Jednak temat nie jest zamknięty: trzeba przeformułować statut tak, aby zabezpieczał zarówno dobro rodziny, jak i dobro publiczne. Jak na razie wszystko nadal zależy od dobrej woli Fundatora. A "łaska pańska na pstrym koniu jeździ". Krakowianom marzyłoby się zaś, by niedaleko Rynku objawił się prawdziwy Gesamtkunstwerk, jakim niewątpliwie są zbiory Czartoryskich.

Łukasz Gazur jest dziennikarzem, krytykiem sztuki "Dziennika Polskiego", współautorem tekstów w książce "Małopolska. Znaki w przestrzeni" (Kraków 2011).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2011