Reklama

Kronika wschodnia

Kronika wschodnia

03.07.2005
Czyta się kilka minut
"Sorosy i inne swołocze"
P

Po kwiatowo-owocowych rewolucjach w Gruzji (2003 r.) i na Ukrainie (2004 r.) w ekipach rządzących krajów Wspólnoty Niepodległych Państw zapanowała psychoza. Obawa, że kolorowa “zaraza" podejdzie pod bramy prezydenckich pałaców i zmiecie nieudolne, skorumpowane reżimy, nie daje spać spokojnie. Trwają gorączkowe poszukiwania wroga (jednym z głównych wydaje się finansista George Soros, wspierający finansowo organizacje pozarządowe w Europie Wschodniej) i zabiegi, aby rewolty nie powtórzyły się już nigdy i nigdzie. Tymczasem fala niezadowolenia społecznego w różnych częściach WNP nie opada. A masakra w uzbeckim Andiżanie każe się obawiać, że sezon na “aksamitne" rewolucje się skończył i kolejne wystąpienia mogą nie mieć już charakteru pokojowego.

Zjazd "bezpieczniaków", czyli: NGO twoim wrogiem

Trwoga o trwałość systemu nie jest obca również odgrodzonemu od społeczeństwa wysokim murem Kremlowi. Prezydent Putin w obficie serwowanych telewizyjnej gawiedzi wystąpieniach zapewnia o poprawiającej się kondycji państwa, natomiast nerwowe ruchy na zapleczu świadczą o poważnym zaniepokojeniu możliwością powtórzenia jakiegoś wariantu Pomarańczowej Rewolucji. Pieczołowicie klajstruje się więc wentyle, przez które morowe rewolucyjne powietrze mogłoby się dostać do kraju. Kreml siebie i innych zaczyna też straszyć rozpadem Federacji Rosyjskiej, jak gdyby odsunięcie obecnej ekipy od władzy miało oznaczać koniec Rosji.

Dlatego trzeba zewrzeć szeregi, wzmóc czujność i dać odpór. W połowie maja szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Nikołaj Patruszew mówił w parlamencie (Dumie Państwowej) o zagrożeniach dla Rosji. Czy dyrektor kontrrazwiedki dostrzegł może, że wrogiem Rosji jest zacofanie, korupcja, niezrównoważony podział majątku narodowego, niski poziom życia, wysoki wskaźnik umieralności mężczyzn z powodu alkoholu, łamanie praw człowieka na Kaukazie Północnym, ksenofobia, niezagospodarowanie olbrzymich połaci syberyjskich pustkowi, ograniczenie wolności mediów albo niedemokratyczne procedury wyborcze i zagarnianie przez czekistowską ekipę coraz większych obszarów gospodarki?

Nie. O żadnym z tych zagrożeń nie padło ani jedno słowo. Dostało się natomiast zagranicznym służbom specjalnym, które pragną podkopać stabilny byt Rosji i wypchnąć ją z tradycyjnej strefy wpływów.

Znany z sowieckiego satyrycznego pisemka “Krokodyl" wróg (tłusty bankier z monoklem, pląsający pod rękę z przedstawicielami zachodniej soldateski) we współczesnej rosyjskiej propagandzie został zastąpiony przez podstępnego menedżera w białym kołnierzyku z organizacji pozarządowej (NGO, od angielskiego: non-goverment organisation), która pod płaszczykiem programów edukacyjnych rozprzestrzenia własne poglądy, propaguje własne interesy i podżega spokojne i posłuszne społeczeństwo do rewolucji. A przy okazji zbiera informacje o krajach WNP. Do wrażych organizacji Patruszew zaliczył amerykański Korpus Pokoju (ich wolontariusze uczą na całym świecie angielskiego), brytyjską organizację charytatywną Merlin i saudyjski Czerwony Półksiężyc.

Teraz funkcjonariusze wszystkich rezydentur FSB - od stołecznych poczynając, a na najmniejszych prowincjonalnych ośrodkach kończąc - będą na wyprzódki powstrzymywać działania niegodziwych NGO’sów, prowadzących działalność wywrotową...

Na Rosji rzecz się nie zakończy. Tydzień po przemówieniu Patruszewa w stolicy Kazachstanu, Astanie, zebrali się szefowie służb specjalnych państw WNP. Panowie popatrzyli sobie głęboko w uczciwe do bólu czekistowskie oczy i przysięgli, że wspólnie będą ścigać organizacje pozarządowe. W celu podniesienia efektywności należy ujednolicić prawodawstwo w krajach WNP. Inspiracji dla oddolnych ruchów społecznych mówimy nie - tak brzmiało przesłanie zjazdu “bezpieczników".

Teraz można nie mieć wątpliwości, że ich podwładni dołożą starań, aby wspierany przez NGO’sy program transformacji zniewolonych postsowieckich społeczeństw legł w gruzach. Z Kazachstanu już dochodzą sygnały, że nowe przepisy dotyczące organizacji pozarządowych sparaliżują działania NGO’sów.

Kazachstan też wyciągnął wnioski z kwiatowych rewolucji: zmienia ustawodawstwo tak, by nikt nie miał prawa legalnie przeciwstawić się fałszerstwom wyborczym, demonstrować niezadowolenia, szerzyć poglądów niezgodnych z wytycznymi. A wybory prezydenckie mają się tam odbyć za kilka miesięcy.

"Ta nasza młodość"

Duszenie NGO’sów może się okazać niewystarczające. Trzeba się przyjrzeć innym sprawcom kolorowych rewolucji: organizacjom młodzieżowym. Tęgie głowy na Kremlu wymyśliły, że doskonałym sposobem na odciągnięcie młodzieży od wolnościowych idei będzie stworzenie proprezydenckiej młodzieżówki “Nasi". Gdyby trzeba było dać odpór niewydarzonym demokratom albo innym antyprezydenckim elementom, pięści “Naszych" się przydadzą.

Przyglądając się temu “nowemu" przedsięwzięciu, trudno uwolnić się od wrażenia deja vu: kilka lat temu na polecenie Kremla już powstała młodzieżówka proprezydencka “Idący razem", stawiająca sobie podobne cele (“Idący" byli może bardziej nastawieni na picie piwa na rachunek mocodawców i happeningi wymierzone w postmodernistycznych literatów). Co więcej, na czele “Naszych" stanął ten sam dyżurny młodzieżowy putinowiec, Jakiemienko. Drugie, poprawione wydanie Jakiemienki różni się od pierwszego lepszym garniturem i szpanerskimi okularami. No i otwartym wzywaniem do bicia przeciwników politycznych i donoszenia na niebłagonadiożnych obywateli.

Prasa wisielczo kpi, że o ile kiedyś w domu towarowym “Dietskij Mir" w Moskwie sprzedawano zestawy “Młody chemik", to teraz nastała moda na zestaw “Młody czekista". I tym zestawem mają bawić się młodzi patrioci, zwłaszcza na prowincji. A przede wszystkim mają popierać swojego szeryfa (na zdjęciu: młodzi z organizacji proprezydenckiej z Putinem na koszulkach - red.).

17 maja na centralnej ulicy Moskwy zebrano w pokazowym marszu 50 tys. “Naszych" (dla porównania: na zorganizowany przez rosyjską opozycję 12 czerwca festyn na moskiewskiej Łubiance przybyło 2 tys. osób, co i tak należy uznać za sukces). Marsz “Naszych" to ważny komunikat władzy: ulica należy do nas.

Ale czy młodzieżowy projekt okaże się efektywny w razie realnego zagrożenia dla władzy Putina i jego czekistów? Zapewne nikt nie da sobie obciąć ręki za lojalność “Naszych" wobec dzisiejszych mocodawców w przyszłości. Na razie sojusznikiem władz są wysokie ceny na ropę, ale kto wie, co się stanie, jeśli źródło petrodolarów wyschnie.

ALT

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]