Reklama

Kronika Wschodnia

Kronika Wschodnia

14.03.2006
Czyta się kilka minut
Azjatyckie republiki postradzieckie przez 15 lat niepodległości zamieniły się w mniej lub bardziej autokratyczne satrapie. Każda z nich wypracowała własny model sukcesji władzy.
W

W TADŻYKISTANIE rządzi od lat Emomali Rachmonow, którego legitymacją były początkowo ustalenia porozumień pokojowych kończących w 1997 r. pięcioletnią wojnę domową, a potem - wybory. Ekipa Rachmonowa (na zdjęciu obok) w ostatnich latach skupiła się na stopniowym eliminowaniu ze sceny politycznej tzw. komendantów polowych (mających wielkie wpływy), a potem polityków związanych z partią islamską. Tadżykistan jest wiernym sojusznikiem Rosji, współpracuje też z Zachodem, który zaktywizował swoją politykę w tym regionie w związku z operacją w Afganistanie.

O kolorowej rewolucji nikt tu na serio nie myśli. Jeśli mówi się o jakimkolwiek zagrożeniu dla ponownego zwycięstwa Rachmonowa w wyborach prezydenckich (planowanych na październik tego roku), to wskazuje się raczej na ekstremizm islamski niż na siły nastrojone demokratycznie, pragnące obalenia dyktatora i zbudowania praworządnego państwa na wzór zachodni.
KIRGIZJA niebawem będzie obchodzić rocznicę rewolucji, w której obalono prezydenta Akajewa. Przez ten rok nie udało się wyprowadzić kraju z kryzysu. Co więcej, konflikty w ekipie rządzącej stawiają pod znakiem zapytania możliwość dokonania poważnych przemian demokratycznych. Kirgizja nadal zmaga się z tymi samymi problemami, które trapiły ją rok temu: biedą, korupcją, nepotyzmem, silnym zróżnicowaniem między regionami, politycznymi wpływami mafii narkotykowej, kryminalizacją sceny politycznej. Potencjał niezadowolenia społecznego jest nadal duży.

Do tego dochodzi jeszcze rozczarowanie rządami ekipy, która sięgnęła po władzę po wygnaniu Akajewa, a teraz sama ze sobą nie może dojść do porozumienia, zawzięcie dzieli strefy wpływów, obsadza najważniejsze stanowiska w państwie swoimi ludźmi. W takiej sytuacji łatwo spowodować kolejny wybuch. Ale jeżeli do niego dojdzie, to wystąpienia nie będą miały wiele wspólnego z aksamitną rewolucją (można się spodziewać zarówno agresji ze strony protestujących, jak i użycia siły przez władze). Stabilność w Kirgizji jest krucha, jej rozchwianie grozi pogrążeniem kraju w jeszcze większym chaosie.

Inaczej jest w sąsiednim KAZACHSTANIE, spokojnym, zasobnym w surowce, zamożnym. W grudniu 2005 r. w wyborach prezydenckich bezapelacyjnie zwyciężył urzędujący prezydent Nursułtan Nazarbajew (na zdjęciu z prezydentem Putinem). Uzyskał 91 proc. głosów, drugi w kolejności kandydat opozycji - zaledwie 6 proc. Misja obserwacyjna OBWE uznała głosowanie za nieuczciwe, ale nie miało to żadnych konsekwencji. Przed wyborami mówiło się wprawdzie o możliwości wzniecenia protestów przeciw ich sfałszowaniu, ale sytuacja nie wymknęła się prezydentowi spod kontroli. Nazarbajew cieszy się w kraju prawdziwym autorytetem i choć spora grupa nie popiera jego autorytarnych metod rządzenia, nie przekłada się to na sympatię do opozycji. Gwarantem stabilnego trwania Nazarbajewa u steru władzy jest też dobra kondycja gospodarki.

Na wielkim wiecu poparcia w dniu ogłoszenia wyników wyborów Nazarbajew pojawił się w jaskrawej kurtce, dowcipkując, że sam zrobił kolorową rewolucję.

Tymczasem już po wyborach miało miejsce kilka wydarzeń świadczących o zaciekłej walce w otoczeniu samego prezydenta. Po zabójstwie znanego opozycjonisty Ałtynbeka Sarsenbajewa doszło do zmian personalnych na kilku kluczowych stanowiskach we władzach, a o zlecenie zabójstwa oskarżono wysokich urzędników państwowych. Wskazuje się na ich powiązania z dwoma zięciami Nazarbajewa, którzy konkurują o wpływy i - jak się wydaje - starają się zdobyć jak najlepszą pozycję wyjściową do walki o sukcesję po teściu. Bo choć nowa siedmioletnia kadencja dopiero się zaczęła, a prezydent czuje się doskonale i mocno dzierży w dłoni wodze, to jednak ma swoje lata. Walka o władzę może się rozegrać przed 2012 r., kiedy powinny odbyć się kolejne wybory.

Nazarbajewowi zależy na stworzeniu dobrego wizerunku Kazachstanu w świecie, gdyż postawił sobie ambitny plan objęcia przewodnictwa OBWE w 2009 r. Czy to oznacza, że będzie unikał ostrych działań przeciw opozycji? Zapewne tak, o ile opozycja nie będzie stanowiła dlań poważnego zagrożenia.

Jedyne rewolucje, jakie dokonują się w TURKMENII, rządzonej totalitarnie, to wieczne rewolucje kadrowe. "Ojciec wszystkich Turkmenów", Saparmurad Turkmenbasza Nijazow (dożywotni prezydent; na zdjęciu) często przeprowadza "wietrzenie gabinetów". Zmiany dotyczą przede wszystkim resortów strategicznych: bezpieczeństwa, ministerstwa energetyki, resortu ropy i gazu. Prezydent obawia się spisków pałacowych, toteż nieustannie trzyma podwładnych w strachu: jednych dymisjonuje, drugich przesuwa na stanowiska w innych resortach, żeby nigdzie nie czuli się pewnie i nie zapragnęli montować alternatywnych układów władzy.

Turkmenia jest doskonale izolowana na wszelkie wiadomości z zewnątrz: młodzi ludzie, zamiast myśleć o rewolucji, mają studiować "Ruhname" - księgę napisaną przez Turkmenbaszę, sławiącą wspaniałe życie pod rządami autora.

W UZBEKISTANIE po masakrze w maju 2005 r. w Andiżanie, gdzie władze otworzyły ogień do demonstrantów (zginęło najprawdopodobniej około tysiąca osób), prezydent Islam Karimow zaostrza kontrolę nad społeczeństwem. Zamknięto biura organizacji pozarządowych (zwłaszcza tych blisko współpracujących z Zachodem), zlikwidowano oddziały zachodnich mediów (BBC, Radio Swoboda). Chodzi o odizolowanie Uzbekistanu od wpływów zewnętrznych, zwłaszcza promocji wolności w społeczeństwie. Karimow (u góry na plakacie propagandowym) ograniczył też kontakty z Zachodem (cofnął m.in. zgodę na korzystanie z bazy wojskowej w Chanabadzie i przestrzeni powietrznej Uzbekistanu przez lotnictwo NATO), zbliżył się natomiast z Rosją, która w przeciwieństwie do Zachodu nie krytykowała go za pacyfikację demonstracji w Andiżanie.

Represje stale się nasilają. Na kary pozbawienia wolności skazano kilkudziesięciu uczestników demonstracji w Andiżanie. Represjonuje się wszystkich, którzy krytykują prezydenta za tę masakrę. Reżim stara się wyeliminować tych, którzy mogliby w jakiś sposób skoordynować akcje społecznego niezadowolenia. Władze wciąż obawiają się także ekstremizmu islamskiego.

Nie ma wątpliwości, że ewentualne protesty zostaną stłumione, i to krwawo.
ALT

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]