Kosmiczna lekcja pokory

To był fajerwerk za 62 miliony dolarów. W miniony czwartek eksplodowała rakieta „Falcon 9”, przygotowywana do wyniesienia na orbitę satelity, który miał m.in. zapewnić dostęp do internetu subsaharyjskiej Afryce.
Czyta się kilka minut
AP PHOTO / JOHN RAOUX /
AP PHOTO / JOHN RAOUX /

Najpierw gwałtowny wybuch rozerwał górną partię rakiety; ułamek sekundy później seria eksplozji runęła w dół, rozsiewając odłamki i płonącą naftę. Po rakiecie nie pozostało nic, a wyrzutnię na przylądku Canaveral przesłoniły kłęby czarnego dymu i kilkudziesięciometrowe płomienie. 

Tak w miniony czwartek eksplodowała rakieta „Falcon 9”, przygotowywana do wyniesienia na orbitę satelity, który miał m.in. zapewnić dostęp do internetu subsaharyjskiej Afryce. Do wybuchu doszło podczas próby generalnej przed startem. Na szczęście w pobliżu rakiety nie miał wtedy prawa przebywać żaden człowiek. „Kosmosjest trudny”– to mantra, którą przy takiej okazji powtarzają inżynierowie, naukowcy i kosmonauci. Łatwo o tym zapomnieć w czasach, w których sondy wysyłają zdjęcia z Plutona, a bez GPS nie jeżdżą już nawet taksówkarze. Rzecz w tym, że najpierw satelity trzeba wystrzelić w kosmos przy pomocy kontrolowanej eksplozji setek ton materiałów wybuchowych. Wystarczy detal, żeby zmieniła się ona w eksplozję niekontrolowaną.To,że zdarza się to tak rzadko, pokazuje nieludzki wręcz poziom precyzji, jaki osiągnęli ci, którzy rakiety budują i wystrzeliwują.

Ale niepowodzenia się zdarzają. Tym razem ucierpiała głównie ambicja dwóch osób. Satelita, który tak efektownie przestał istnieć, był elementem planu założyciela Facebooka Marka Zuckerberga. Chce on dać internet miliardom ludzi, którzy dziś nie mają do niego dostępu. I, oczywiście, jednocześnie podpiąć ich do swojego portalu. Rakieta była z kolei częścią planu innego miliardera, 

Elona Muska, który zarabia na wynoszeniu satelitów, aby sfinansować technologie, które pozwolą założyć pierwsze miasto na Marsie. Za dwa tygodnie miał przedstawić szczegółowe plany tej prawdopodobnie największej operacji logistycznej w historii ludzkości. Być może będzie musiał poczekać: jego rakiety raczej nie polecą nigdzie, dopóki nie uda się ustalić i naprawić usterki, która aligatorom z Florydy sprezentowała nieoczekiwane przedstawienie. Czasami to niedokręcona śruba, czasami nadgryziony przez mysz kabel. Jedna z wartych miliony rakiet została kiedyś uziemiona na kilka tygodni, bo podziurawił ją dzięcioł. 

Bez względu na to, co zgubiło „Falcona” tym razem, obaj miliarderzy dostali właśnie lekcję wartą więcej niż 62 mln dol za spaloną rakietę. 

Lekcję pokory wobec nieprzewidywalnego wszechświata. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2016