Uważam, że zaangażowanie Kościoła w ostatnich miesiącach po stronie Partii Ludowej zaszkodziło konserwatystom. W Hiszpanii jeszcze niedawno dyktator przechadzał się ulicami w towarzystwie biskupów. To zostało zapewne wybaczone, ale nie zapomniane. Poparcie dla Partii Ludowej w poprzednich głosowaniach było zawsze podobne. Jedyną różnicą było to, ilu lewicowych wyborców poszło do urn, a ilu zostało w domach z powodu np. polityki gospodarczej Partii Socjalistycznej. Teraz socjaliści mogą wskazywać na pozycję Kościoła jako przykład, jakim zagrożeniem dla wolności stają się konserwatyści i jaką pokusę stanowi mieszanie religii i polityki, znane z przeszłości. Zapatero mógł mieć nadzieję, że część wahających się lewicowych wyborców pójdzie głosować tylko po to, by temu zapobiec. Zwłaszcza że w ostatnich latach hiszpański Kościół zajął bardzo bojowe stanowisko (prym wiodą tu tacy biskupi jak Antonio María Rouco Ravela z Madrytu czy Antonio Canizares z Toledo). To niebezpieczne dla nich samych, bo Kościół jest uzależniony finansowo od państwa i w razie ponownego zwycięstwa socjalistów możliwe, że rząd będzie chciał zmienić status Hiszpanii z państwa "niewyznaniowego" na całkowicie "świeckie".
Na razie rosnące znaczenie neokonserwatystów w życiu społecznym (niektórzy z ich zwolenników z nostalgią myślą o czasach reżimu Franco) jest z radością przyjmowane w kościelnych mediach, np. w radiu episkopatu.
W przypadku zwycięstwa socjalistów sojusz z neokonserwatystami może okazać się więc dla biskupów kosztowny. A jeśli wygra Partia Ludowa, jej alians z Kościołem będzie orężem socjalistów w walce z rządem.
Przełożyła PB
JULIÁN DÍEZ jest dziennikarzem i pisarzem, pracuje m.in. dla dziennika "El País". Mieszka w Madrycie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














