Komisje, komisje cóż po komisjach

Razem z końcem IV kadencji Sejmu zakończą swój żywot Sejmowe Komisje Śledcze. Oceniając ich działalność, po stronie plusów można zapisać dwie sprawy ogólne i jedną szczegółową. Po pierwsze, udokumentowanie starej liberalnej tezy, że na styku funkcjonowania aparatu państwowego i gospodarki pojawia się zawsze grząskie bagienko ciemnych interesów. Po drugie, wywołanie pewnego przestrachu wśród polityków, którzy teraz ostrożniej w owe interesy wchodzą. Sukcesem szczegółowym natomiast było niemal kompletne wyjaśnienie przez pierwszą komisję afery Rywina.
Czyta się kilka minut

Niestety, tylko “Komisja do zbadania ujawnionych w mediach zarzutów dotyczących przypadków korupcji podczas prac nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji" doszła do konkretnych ustaleń. Dlatego, że miała konkretne zadanie, odnoszące się do funkcjonowania administracji państwowej, która produkując dokumenty zawsze pozostawia ślad działalności. Nie bez znaczenia był także upór kilku posłów (przede wszystkim Zbigniewa Ziobro) w poszukiwaniu prawdy. Upór ten, inteligencja Jana Rokity i sprawne kierownictwo Tomasza Nałęcza przyniosły rezultaty w postaci kilku śledztw prokuratorskich.

Dwie pozostałe komisje nie ustaliły praktycznie nic. Nie tylko dlatego, że w ich składy weszli posłowie intelektualnie słabsi. Również dlatego, że ich zadania były źle sprecyzowane. Komisja ds. Orlenu dostała zadanie, którym powinny zajmować się służby specjalne (ale to one są głównym podejrzanym w tej sprawie), a Komisja ds. PZU miała zająć się problemem nieistniejącym. Trudno bowiem mówić o “nieprawidłowościach w prywatyzacji" w przypadku znajdującego się na krawędzi bankructwa, deficytowego przedsiębiorstwa. Nawet jeśli posłowie nie wiedzieli tego wcześniej, to mogli taką wiedzę pozyskać podczas pierwszego posiedzenia. Tyle że wtedy nie mieliby okazji odgrywania przed kamerami roli pierwszych - i jedynych - sprawiedliwych.

Bowiem widz z Marsa, gdyby obejrzał transmisje telewizyjne z posiedzeń, musiałby dojść do wniosku, że polski świat polityki składa się z: a) bandy złodziei, którą stanowią wszyscy politycy nie należący do grup b i c; b) 30 krystalicznie uczciwych członków Komisji Śledczych; c) Andrzeja Celińskiego, którego należy wyodrębnić do oddzielnego podzbioru, bo to jest osoba niemal święta. Za bezgraniczną uczciwość płaci bowiem cierpieniem stale malującym się na jego twarzy.

Po medialnym sukcesie komisji śledczych IV kadencji Sejmu można być pewnym, że w następnej kadencji takich “niemal świętych" mieć będziemy jeszcze więcej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2005