Katolicy zarzucają księżom protestantyzm, a ewangelicy pastorom katolicyzm

Najbardziej nieszczęśliwymi są ci, którzy uważają siebie za szczęśliwych tak bardzo, że już niczego i nikogo do szczęścia nie potrzebują.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Przez całe wieki, choć coraz mniej energicznie, przekonywaliśmy, że jedynie my, katolicy, znamy całą prawdę o Bogu i mamy „wszystkie środki zbawienia”. Pozostali chrześcijanie, jeśli nimi są, to tylko po części. Ci inni tak samo postrzegali katolików. W rezultacie jeszcze dziś dochodzi, delikatnie mówiąc, do komicznych sytuacji. Katolicy zarzucają np. swoim księżom, że się protestantyzują, a ewangelicy pastorom, że się katolicyzują. Wbrew doświadczeniu broniliśmy się i bronimy przed przyznaniem racji tym, którzy twierdzą, że najbardziej nieszczęśliwymi są ci, którzy uważają siebie za szczęśliwych tak bardzo, że już niczego i nikogo do szczęścia nie potrzebują. Ci z czasem stają się egoistami i zaczynają krzywdzić innych, zwłaszcza tych, których chcą uszczęśliwić. Wystarczy poczytać rzetelne życiorysy błogosławionych i świętych, choćby „Dzienniczek” siostry Faustyny Kowalskiej, by się o tym przekonać.

W ewangelii według św. Jana Jezus, ostrzegając przed taką postawą, mówi, że dopiero Duch, gdy przyjdzie, „doprowadzi nas do całej prawdy”, a to znaczy, że wszystko najważniejsze jest przed nami, ale już teraz się tworzy. Wierzymy, że ten Duch już przyszedł wraz z Jezusem i nieustannie jest. Jest wszędzie tam, gdzie dzieje się dobro. Jeśli tak, to nie wiem, ale chyba nie ma większego sensu nieustannie wzywać Ducha Bożego do stawienia się pośród nas. On jest, a to znaczy, że to my do Niego, a nie On do nas, powinniśmy przyjść.

Stało się też coś takiego, że z wielkim zapałem wołamy o przyjście Ducha Świętego, ale chcemy Go widzieć jedynie w jakichś nadzwyczajnych wydarzeniach i przeżyciach, kiedy tymczasem On jest „naszym powszednim chlebem”, a nie nadzwyczajnym frykasem. Stąd papież Leon ostatnio przypomniał o świętości sumienia, a Franciszek namawiał teologów, żeby zaczęli na poważnie traktować rozum i liczyć się z realiami dzisiejszego świata. Nic to nowego, bo np. Ignacy z Loyoli radził profesorom, żeby zamiast trzymać się kurczowo „starych ojców” zajęli się Tomaszem z Akwinu, gdyż on lepiej objaśnia ówczesny świat. Natomiast dzisiaj, słysząc scholastyczną formułkę, „iż wyznając prawdziwe i wiekuiste Bóstwo, wielbimy odrębność Osób, Jedność w istocie i równość w majestacie”, zaczynamy pytać: ale o co chodzi?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Odrębność i jedność