Reklama

Kartograficzna wojna o Dach Świata

Kartograficzna wojna o Dach Świata

w cyklu Strona świata
19.06.2020
Czyta się kilka minut
Żołnierze Indii i Chin – najludniejszych państw świata i nuklearnych mocarstw, rywalizujących o panowanie w Himalajach i na Pamirze – znów stoczyli śmiertelną bitwę.
Indyjska placówka przy spornej granicy z Chinami, czerwiec 2020 r. / Fot. Rex Features / East News
B

Było to najkrwawsze od pół wieku starcie indyjskich i chińskich żołnierzy. Dowództwo indyjskie przyznaje się do straty 20 ludzi, inni są ranni. Hindusi twierdzą, że zabili lub ranili także 43 Chińczyków, ale Pekin o ofiarach po swojej stronie nie wspomina ani słowem (podobnie gazety: w Indiach, pełnych wzburzenia i patriotycznego wzmożenia, piszą o tym wszędzie, w Chinach ograniczono się do oficjalnych komunikatów). Choć bitwa trwała wiele godzin, nie padł ani jeden strzał. Walczono wręcz: na bagnety, łopatki saperskie, włócznie z żelaznych prętów, na pięści, owinięte drutem kolczastym głazy, pałki, ponabijane gwoździami maczugi, ciskano w siebie kamieniami. Większość zabitych stanowili żołnierze, którzy spadli lub zostali zepchnięci w przepaść i utonęli w płynącej dnem wąwozu rzece.

Bitwa nad rzeką Galwan

Do bitwy doszło w nocy z poniedziałku na wtorek...

12576

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

w październikowym słońcu, ledwie miesiąc po ataku na WTC, turystów jak na lekarstwo, tybetański błękit nieba, jesienne złoto liści na nielicznych drzewkach, uśmiechy mnichów buddyjskich i kolorowo ubranych kobiet sprzedających na ulicy w Leh pomidory przywiezione z odległych dolin, przymrozek nad granicznym jeziorem Pangong-Tso, kilka małych koników kopytami młócących jęczmień w rytm śpiewu poganiacza, beztlenowa duszność i ból głowy na przełęczach powyżej 5000 m, błogi spokój i feeria kolorów buddyjskich klasztorów - to są na całe życie jedne z najlepszych moich wspomnień

Pięknie :)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]