Kariera Cezarego Kuleszy. Piłka, wódka i disco polo

Jak to się stało, że mimo tylu afer i kompromitacji ten człowiek wciąż rządzi polską piłką? Prezesa PZPN chronią dobre relacje ze związkowym „terenem” – i z politykami.
Czyta się kilka minut
Prezes PZPN Cezary Kulesza przed meczem Polski z Ukrainą na Stadionie Narodowym. Warszawa 7 czerwca 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP
Prezes PZPN Cezary Kulesza przed meczem Polski z Ukrainą na Stadionie Narodowym. Warszawa, 7 czerwca 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP

Kukania to mityczna kraina wiecznego dostatku, która pojawia się w ludowych opowieściach i literaturze sowizdrzalskiej. Nie trzeba w niej pracować, „pieczone gołąbki wlatują same do gąbki”, kiełbasy wiszą pod strzechami, rzeki płyną piwem i miodem, a chłop tylko leży pod lipą i paląc fajkę śmieje się z trosk. Jak w każdym micie o krainie doskonałej – Walhalli, Arkadii, raju – nie da się jej ulepszyć.

Tak samo musieli myśleć delegaci na zjazd Polskiego Związku Piłki Nożnej, którzy przed tygodniem powierzyli federację na kolejne cztery lata w ręce dotychczasowego prezesa, Cezarego Kuleszy. Gospodarz to tak dobry, że nie doczekał się nawet kontrkandydata. Wybory były tylko formalnością, podczas której 84 procent delegatów poparło Kuleszę.

Kadencja afer

A jednak PZPN nie jest Arkadią nawet dla niezbyt pilnie śledzącego polską piłkę obserwatora. O związku w mediach głośno nie z powodu sukcesów piłkarskich. Pierwsza kadencja Kuleszy to pasmo porażek, i to nie tylko wizerunkowych.

Najpierw uciekł mu do Brazylii selekcjoner Paulo Sousa. Już wtedy w środowisku krążyły historie o tym, że po przegranym meczu z Węgrami prezes wezwał trenera na dywanik. Sam jednak spędził wieczór tak upojnie, że kierowcy kazano zawieźć go do rodzinnego Białegostoku. Na poranne spotkanie przyszedł tylko Sousa. Plotka ta niedawno została potwierdzona przez portal Goniec, którego artykuł śledczy nosił wymowny tytuł „Polski Związek Wódki Nożnej”. Przedstawiono tam federację jako miejsce, w którym mocne alkohole towarzyszą prezesowi i jego świcie na każdym kroku.

Niby nic nowego – przecież piłkarze publicznie żalili się na podchmielonych działaczy na pokładzie samolotu, którym podróżowali na mecz. Do mediów wyciekło też nagranie, na którym widać skazanego za korupcję działacza Mirosława Stasiaka, który powinien być w PZPN persona non grata, a nie zapraszanym na bankiety VIP-em. Skoro jednak Kulesza zatrudnił jako selekcjonera Czesława Michniewicza, który zasłynął 711 połączeniami telefonicznymi z hersztem mafii ustawiającej mecze…

To za czasów Michniewicza wybuchła „afera premiowa”, związana z kłótnią wewnątrz kadry podczas mundialu w Katarze o miliony obiecane przez premiera Morawieckiego. Ta historia na długie miesiące zatruła atmosferę w drużynie, ale teraz konflikt kolejnego selekcjonera wybranego przez Kuleszę – Michała Probierza – z kapitanem i najlepszym polskim zawodnikiem Robertem Lewandowskim przyćmił chyba nawet ją. A przecież po drodze jeszcze była historia z wynajętym przez PZPN ochroniarzem – niejakim „Gruchą” – oskarżonym o działalność w grupie przestępczej (policja zabezpieczyła w jego domu m.in. materiały neonazistowskie).

Jak się rządzi PZPN

Jak to się dzieje, że mimo tylu afer Kulesza jest niezatapialny? Po części świadczy to o związkowej opozycji, którą stać było wyłącznie na to, by nie zatwierdzić podczas zjazdu proponowanych przezeń wiceprezesów. I chociaż media przedstawiały to jako wotum nieufności czy wręcz rewolucję, po prezesie wymiana zastępców raczej spłynęła. Z wyborem następcy Probierza – również ostentacyjnie się nie śpieszy.

Kluczem do odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, jest magiczne słowo „teren”. Prezesa wybiera 118 delegatów. 58 głosów mają profesjonalne kluby, futsal, trenerzy i futbol kobiecy. 60 głosów to wojewódzkie związki piłki nożnej. Właśnie je trzeba umieć przekonać.

Jeśli PZPN uważany jest za jedną z ostatnich w Polsce instytucji, która nie przeszła „transformacji ustrojowej”, to co powiedzieć o jego mniejszych, regionalnych gałęziach? Fakt, że prezesi wojewódzkich związków nazywani są „baronami”, mówi bardzo wiele. Władzę - dzięki środkom od sponsorów - mają dużą i sprawują ją w wielkopańskim stylu.

Oczywiście czas płynie. Lubelskim związkiem przestał jakiś czas temu rządzić major SB Marian Rapa, a wielkopolskim (po 16 latach) dawny członek Komitetu Wojewódzkiego PZPR Stefan Antkowiak. Zanim jednak odeszli, wychowali następców. Część starej gwardii – jak panujący od 25 lat w Kujawsko-Pomorskim były działacz PZPR Eugeniusz Nowak – wciąż ma się dobrze.

Kandydaci na prezesa PZPN mogą być merytorycznie przygotowani, mogą mieć plan na reformę polskiego futbolu, ale wygra ten, który więcej fruktów obieca „baronom”, zaprosi ich na więcej wyjazdów z kadrą i urządzi bardziej wystawne bankiety. W tekście „Gońca” z ust jednego z informatorów pada zdanie: – To modus operandi Czarka. Wódką załatwia wszystko. Stara szkoła.

Kulesza od piłkarza do króla disco polo

Szef polskiej piłki pochodzi ze wsi Kulesze Kościelne, oddalonej o 55 km od Białegostoku. Obok leżą jeszcze Kulesze Podlipno, Kulesze-Litewka i Kulesze-Podawce. Wszystkie te nazwy pochodzą od niegdysiejszego właściciela terenów, Kuleszy Kursztaka herbu Ślepowron.

Cezary przyszedł na świat w 1962 r., a jego rodzice byli nauczycielami w miejscowej podstawówce. W latach 80., gdy syn już grał w piłkę w drużynach z okręgu, wyjechali za pracą do USA. Po latach, gdy jedna z firm prezesa PZPN znalazła się na celowniku urzędu skarbowego, Kulesza pod przysięgą zeznawał, że niemal milion dolarów, które pojawiły się nagle na koncie, to pożyczka udzielona przez mamę. Skarbówka nie była w stanie udowodnić nielegalnego pochodzenia pieniędzy i skończyło się na podatku.

W latach 1988-1990 rozegrał kilkanaście meczów w barwach Jagiellonii. Potem wyjechał do trzecioligowego belgijskiego klubiku, a gdy wrócił, grał jeszcze w niższych ligach, po czym w warunkach rodzącego się nad Wisłą kapitalizmu zaczął robić karierę biznesową.

Został królem disco polo: jego założona w 1994 r. wytwórnia płytowa Green Star wydawała największe gwiazdy gatunku. Do dziś umowami z nią związane są zespoły Akcent Zenka Martyniuka oraz Boys. Strona internetowa firmy przejrzysta nie jest: w zakładce „impresariat – zespoły” widnieje tylko numer telefonu. Dość zaskakująca podstrona „Projekty unijne” zawiera za to informację, że firma realizuje „rozbudowę i przebudowę istniejącego motelu ATLANTA na budynek hotelowy z zapleczem gastronomicznym i konferencyjno-bankietowym wraz z urządzeniami budowlanymi w Jeżewie Starym”. Dotacja wyniosła 5,6 mln zł.

Dyskoteki na Podlasiu

Biznes Kulesza prowadził twardą ręką. Tak przynajmniej wynika z książki Marcina Kąckiego „Białystok – biała siła, czarna pamięć”, wydanej w 2015 r., czyli sześć lat przed tym, jak został prezesem PZPN. Autor przedstawia tego znanego wówczas głównie w środowiskach piłkarskich i discopolowych przedsiębiorcę jako nieformalnego władcę Białegostoku i okolic. Kulesza wielokrotnie odżegnywał się od tego portretu, ale procesu Kąckiemu nie wytoczył.

Gdy jakiś artysta podpisywał umowę z Green Star, sprzedawał nie tylko piosenki, ale i duszę. Firma nabywała prawa do całej muzyki i nazwy zespołu, a także decydowała o tym, gdzie i za ile będzie występować. Kulesza już wtedy miał kilka dyskotek na Podlasiu, z perłą w koronie – Scorpio w miejscowości Wnory-Wiechy.

„Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” podaje, że w roku 1827 we Wnorach-Wiechach, należących do parafii Kulesze, w 15 domach żyło 59 mieszkańców. Według danych GUS dziś mieszka tam 166 osób. Gdy jednak przychodzi weekend, do niepozornego parterowego budynku zjeżdża całe Podlasie. Wciąż. Można więc sobie wyobrazić, co się tu działo pod koniec lat 90.

Dyskoteki i kluby muzyczne były wówczas przedmiotem zainteresowania półświatka; niektórzy gangsterzy działali też w biznesie disco polo. Przywódca mafii pruszkowskiej, „Pershing”, w 1998 r. założył w Rumii jedną z największych tłoczni płyt kompaktowych. Spółka nazywała się General Group, „Pershing” został jej wiceprezesem, co dawało mu możliwości prania dowolnych sum pieniędzy. W branżę disco polo wszedł też przywódca gangu ząbkowskiego – „Wariat”.

W dyskotekach dochodziło do handlu narkotykami i alkoholem z przemytu, a także do stręczycielstwa. Gdy ktoś nie przystawał na „ochronę”, jego lokal płonął. Do Kuleszy jednak nic się nie przyczepiło. „Jeden z prokuratorów białostockich przyznaje mi, że w latach 90. sam Kulesza bez żenady zwalczał dyskoteki, które robiły mu konkurencję, ale kartotekę kryminalną ma czystą” – pisze Kącki.

Jagiellonia idzie na mistrza

Pieniądze z disco polo przyszły prezes PZPN inwestował głównie w nieruchomości. Dziś jest właścicielem kamienic, pawilonów handlowych, siłowni Magic Gym, a także, ze wspólnikami, Hotelu Royal & Spa w ścisłym centrum Białegostoku. Drugi jego hotel to wspomniana już Atlanta w miejscowości Jeżewo Stare.

W 2008 r. Kulesza wykupił podupadającą Jagiellonię Białystok. Udziałowców było więcej, ale władza skupiła się w jego rękach. Od 2010 r. funkcję prezesa klubu pełnił już zresztą formalnie (ze stanowiska zrezygnował dopiero, gdy został szefem PZPN). Dekada jego rządów to najlepszy czas w historii klubu, do ubiegłorocznego mistrzostwa kraju, czyli dwa wicemistrzostwa i Puchar Polski. Klub słynął też z umiejętnego poruszania się po futbolowym rynku. Sprowadzał piłkarzy, szlifował, promował i za niezłe pieniądze wysyłał na Zachód. W tym okresie na transferach zarobił ok. 20 mln euro. Kulesza był twardym negocjatorem.

O tym, jak piłkarze, w których inwestował, czuli się obserwowani, krążą legendy. Gdy jeden z nich, słynny reprezentant Polski Kamil Grosicki, kupił któregoś dnia prezerwatywy, jeszcze na dobre nie zdążył oddalić się od apteki, a już dzwonił do niego prezes i wypytywał, po co mu one. Kilka lat temu jeden z byłych piłkarzy Jagiellonii opowiadał też „Przeglądowi Sportowemu”, jak prezes dorwał Grosickiego wychodzącego z kasyna. „Prezes słynie z ciężkiej ręki. No i dostał chłopak »po schabach«” – wspominał.

Wielki udział w sukcesach Jagiellonii miał trener Probierz, którego później Kulesza uczynił selekcjonerem. Nawet kiedy w pewnym momencie klub bronił się przed spadkiem, a nastroje w mieście były fatalne, ani myślał go zwolnić.

Białostockie interesy Truskolaskiego i Kuleszy

Prezes wiedział też, jak poukładać się z lokalnymi władzami – i przeniósł tę umiejętność do federacji. W Białymstoku od 2006 r. rządzi Tadeusz Truskolaski, popierany przez PO. W wyborach w 2018 i 2024 r. w mieście nie potrzeba było nawet drugiej tury. Truskolaski jest mężem kuzynki Kuleszy. Jak to w rodzinie – trzeba sobie pomagać.

O tej pomocy Kącki pisał tak: „To nowoczesny obiekt na prawie 23 tysiące widzów, zbudowany za ćwierć miliarda zł publicznych pieniędzy [chodzi o stadion Jagiellonii – red.]. Dla Kuleszy to biznes samofinansujący się. Prezydent Truskolaski (…) podpisał z nim dwie umowy. Pierwszą – Kulesza dostaje od miasta co roku ok. 3 mln zł za promocję miasta, piłkarze noszą na koszulkach logo »Wschodzący Białystok«. Drugą – Kulesza płaci miastu za dzierżawę stadionu 1,5 mln zł. Zatem na czysto w kasie klubu zostaje 1,5 mln zł miejskich pieniędzy”.

Za 40 mln Jagiellonia kupiła od miasta grunty, na których stał stary stadion. Miała płacić w ratach, ale – jak twierdzi Kącki – z egzekucją pieniędzy były problemy i narastały opóźnienia. Niemniej grunty sprzedała deweloperom za ponad 70 mln. Osiem hektarów pod akademię szkolącą piłkarską młodzież klub dostał od miasta w 25-letnią dzierżawę. Za 2,2 tys. zł rocznie...

Fenomen podpinania się pod samorządowe kroplówki to zjawisko znane, ale w Białymstoku synergia była olbrzymia: gdy Truskolaski kandydował w 2014 r., na jednym z banerów ściskał prawicę będącego wówczas u szczytu popularności w mieście trenera Probierza. W autobusach nadawano komunikaty, w których prezydent zapraszał na mecze.

Warszawskie interesy Tadajewskiego i Kuleszy

Prezes bliżej związany jest jednak z prawicą. Z takich pochodzi terenów: w wyborach parlamentarnych w 2015 r. 83 proc. mieszkańców Kuleszy Kościelnej poparło partię Jarosława Kaczyńskiego, a w wyborach prezydenckich 94 proc. głosowało na Andrzeja Dudę.

Jednym z wiceprezesów w pierwszej kadencji Kuleszy w PZPN był senator PiS Mieczysław Golba. Dosłownie tydzień przed wyborami w 2023 r. prezes wespół z ministrem sportu Kamilem Bortniczukiem prezentowali plany budowy ośrodka szkoleniowego w Otwocku. Kulesza otrzymał wtedy czek symbolizujący trzystumilionową inwestycję z budżetu państwa. Komentarze były jednoznaczne: to element kampanii. Urządzono szopkę, na szybko, z nieprawidłowo wypełnionymi dokumentami, choć było pewne, że w przypadku zmiany władzy decyzja zostanie cofnięta. I tak się oczywiście stało.

Wielką siłą w związku jest agencja Publicon Sport, która formalnie odpowiada za kontakty sponsorskie, ale nieformalnie jej wpływ jest jeszcze większy. Firmę założono w październiku 2023 r., a więc dwa miesiące po wyborze Kuleszy na stanowisko (w oficjalnym komunikacie o nawiązaniu współpracy związek podkreślał, że jednym z powodów zaufania Publiconowi jest jego… doświadczenie). 

Agencja wypączkowała z Publicon Services – firmy z portfela funduszu Czysta3.VC, kontrolowanego przez biznesmena Radosława Tadajewskiego, przez lata robiącego interesy z rządem PiS. Na jego działalność 40 mln zł wyłożyło w 2018 r. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – instytucja, którą dziś kontroluje CBA.

„Spółki Tadajewskiego pomagały w przeszłości w prowadzeniu kampanii wyborczych PiS i prezydenta Andrzeja Dudy, a dziś pracują na rzecz spółek skarbu państwa. Publicon Services zajmuje się m.in. obsługą PKN Orlen i PKP Intercity” – pisał w marcu 2023 r. Onet. Wedle informacji portalu Tadajewski pomógł Kuleszy poprowadzić kampanię wyborczą. Miał się też chwalić swoim „przełożeniem na media”: tym, że będzie mógł „wyciszyć każdą aferę wokół związku”. Jego słowa okazały się obietnicami bez pokrycia: nawet w mrocznych czasach prezesa Grzegorza Laty federacja nie miała tak złego wizerunku.

Z prominentami Zjednoczonej Prawicy łączą też Kuleszę związki prywatne. We wspominanym już tekście z portalu Goniec przywołany został obrazek, na którym pijani działacze, z prezesem na czele, obejmują się z posłem Łukaszem Mejzą i śpiewają „Barkę”. Na nagraniu widać ministra Bortniczuka.

Rzeczywiście barka, którą jest polska piłka, pozostała na brzegu. Liczą się wyłącznie interesy i interesiki, a wszystko podlane jest wódką. Najbliższe cztery lata będą wyglądały równie źle. Nawet gdyby reprezentacja miała pięciu Lewandowskich, w tak zepsutym środowisku nie osiągną niczego.

PIOTR ŻELAZNY jest dziennikarzem TVP Sport, założycielem magazynu „Kopalnia – sztuka futbolu".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Teren, wódka i disco polo