Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Karać i nagradzać

Karać i nagradzać

11.01.2011
Czyta się kilka minut
Czy powyborcze represje wobec opozycji należy uznać za porażkę unijnej polityki dialogu z Mińskiem? W dużej mierze - tak. Nie znaczy to jednak, że polityka ta była bezzasadna.
W

Wyborom prezydenckim na Białorusi towarzyszyła intryga międzynarodowa, w której role odegrały Białoruś, Rosja i Unia Europejska. Po wojnie w Gruzji w 2008 r. Unia, zaniepokojona wzrastającą agresywnością Rosji, rozczarowana brakiem rezultatów polityki sankcji wobec Białorusi oraz brakiem reform na Ukrainie, ostatecznie uzgodniła adresowany do całego wschodniego sąsiedztwa projekt polityczny, mający zbliżyć ten obszar do UE - Partnerstwo Wschodnie. Zaproszenie do niego Białorusi, które nastąpiło po uprzednim zawieszeniu sankcji wizowych wobec przedstawicieli reżimu, zwiastowało przejście Unii od polityki "twardej warunkowości" wspieranej sankcjami do polityki "miękkiej warunkowości" przy zawieszonych sankcjach, mającej stanowić zachętę do liberalizacji. Nagrodą za nią miały być pokaźne unijne fundusze dla białoruskiej gospodarki. Testem dla Mińska - i zarazem dla polityki otwarcia - miały stać się grudniowe wybory.

Rosja przelicytowała UE

Przed wyborami prezydenckimi na Białorusi Łukaszenka wszedł do gry, która przybrała postać licytacji pomiędzy Rosją a UE. Wydaje się, że gra ta nie była symetryczna - prawdopodobnie dialog z Unią miał na celu podbicie stawki w grze z Rosją. Zwyciężyła Rosja - i nie powinno to być zaskoczeniem: rachunek zysków i strat przeprowadzony przez strategów w Mińsku wskazywał na Moskwę.

Dodatkowe wpływy do budżetu państwa rzędu 1-2 mld dolarów w roku 2011 z tytułu uzgodnionych z Rosją, w umowie z 9 grudnia ub.r. o powołaniu Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, bezcłowych dostaw ropy dla Mińska okazały się lepszą ofertą niż 3 mld euro rozłożone na 3 lata, oferowane przez ministrów Radosława Sikorskiego i Guido Westerwellego (w imieniu UE) na początku listopada. Ponadto fundusze unijne, w przeciwieństwie do korzyści uzyskanych z Rosji, były już na wstępie obwarowane warunkami politycznymi (demokratyczne wybory).

Odrzucenie propozycji Rosji groziło, z perspektywy Mińska gorszymi konsekwencjami niż nieprzyjęcie oferty unijnej. Straty z tytułu możliwego rosyjskiego embarga na białoruskie produkty oceniono prawdopodobnie jako wyższe niż zakładane zyski z funduszy unijnych.

I rzecz kluczowa: oferta Rosji daje możliwość utrzymania - pytanie, jak długo jeszcze - obecnego modelu gospodarczego i politycznego. Oferta unijna miała na celu jego "aksamitną" zmianę.

Historia porażek, ale czy tylko...?

W ciągu 16 lat rządów Łukaszenki Unia wykorzystała właściwie wszystkie narzędzia, jakie posiada w swym arsenale polityki zagranicznej. Dłuższe okresy polityki "twardej warunkowości", oznaczającej zawieszenie dialogu politycznego na najwyższym szczeblu i stosowanie sankcji politycznych i ekonomicznych (np. 1997-1999; 2002-2004; 2005-2008), następowały na przemian z raczej krótszymi okresami ocieplenia: 1999-2000; 2008-2010.

Patrząc na cały ten okres, trudno nie mieć wrażenia porażki. Jeśli uznamy, że zasadniczym celem polityki UE była demokratyzacja Białorusi i odsunięcie od władzy Łukaszenki, porażka polityki unijnej będzie ewidentna. Jeśli uznamy - mniej ambitnie - że była nim stopniowa liberalizacja obecnego systemu, Unia nie osiągnęła tu wprawdzie trwałych efektów, ale w niektórych przypadkach udało się jej odnotować przejściowe sukcesy w postaci okresowego zmniejszenia represyjności systemu, np. uwolnienie więźniów politycznych, zarejestrowanie ruchu "O wolność" Aleksandra Milinkiewicza czy większa swoboda prasy niezależnej po 2008 r.

Dlaczego polityka Unii wobec Białorusi nie stała się success story? Wskazać można kilka przyczyn. Po pierwsze, państwa demokratyczne mają ograniczony wpływ na państwa autorytarne. Dopóki na samej Białorusi nie zaistnieją dostatecznie silne, wewnętrzne czynniki zmiany, dopóty wszelkie działania z zewnątrz będą nieskuteczne. Po drugie, relacje gospodarcze Białorusi z państwami UE będącymi jej głównymi partnerami handlowymi rozwijały się - i to nawet dość dynamicznie - niezależnie od tego, czy oficjalna polityka unijna była akurat w fazie sankcji, czy w fazie odwilży. Przywołajmy przykład Niemiec, których eksport do Białorusi rósł dynamicznie w latach 2002-2008 i osłabł dopiero w 2009 r. w związku ze światowym kryzysem gospodarczym. Podobnie eksport białoruskich produktów naftowych do, tak wrażliwej na kwestie praw człowieka, Holandii - źródło dużych wpływów białoruskiego budżetu - nie napotykał na żadne problemy związane z polityką sankcji. Rzecz jasna, osłabiało to siłę perswazyjną unijnych polityków i utwierdzało Łukaszenkę w przekonaniu, że relacje z państwami UE można bez kłopotu ograniczyć do współpracy gospodarczej.

Po trzecie, państwa UE miały różne interesy i różne pomysły na politykę wobec Białorusi i z dużym trudem wypracowywały konsensus, zwłaszcza gdy w grę wchodziło wprowadzenie czy zaostrzenie sankcji.

Bilans 16 lat polityki unijnej nie sprowadza się do pasma porażek i kilku nietrwałych sukcesów. Składa się nań również dość trudno mierzalna, lecz często niezwykle pożyteczna praca europejskich organizacji pozarządowych (m.in. szwedzkich, niemieckich, polskich, holenderskich), które od ponad dekady aktywizują białoruskie społeczności lokalne, przyczyniają się do edukacji obywatelskiej, budują podmiotowość społeczeństwa wobec władz.

Sankcje - tak, izolacja - nie

Jak zatem powinna wyglądać polityka unijna wobec Białorusi po 19 grudnia? Unia winna podjąć działania mające ograniczyć skalę łamania praw człowieka i doprowadzić do uwolnienia wszystkich zatrzymanych podczas protestów powyborczych. Elementem tych działań winno być wprowadzenie sankcji. Tylko zdecydowana postawa Unii w tej kwestii może zapewnić jej wiarygodność w oczach białoruskiego społeczeństwa. Takie działanie - paradoksalnie - może zyskać zrozumienie przedstawicieli reżimu.

Zwolnienie wszystkich zatrzymanych powinno być warunkiem utrzymania kontaktów politycznych na wysokim szczeblu. Sankcje wizowe wobec przedstawicieli reżimu powinny zostać "odwieszone" i objąć wszystkich przedstawicieli organów siłowych odpowiedzialnych za pobicia, oraz ludzi odpowiedzialnych za fałszerstwa. Dyplomacja unijna powinna zagrozić rozszerzeniem sankcji na wypadek dalszego przetrzymywania więźniów.

Unia powinna wrócić - w perspektywie krótkoterminowej - do polityki "twardej warunkowości". Sankcje byłyby stopniowo łagodzone w miarę odstępowania przez reżim od działań represyjnych, a przywracane - w przypadku ich nawrotu. Bruksela powinna uniknąć pułapki, umiejętnie zastawionej przez Łukaszenkę w 2008 r., "kupienia" wolności więźniów politycznych w zamian za zniesienie sankcji.

Polityka sankcji wobec przedstawicieli reżimu nie oznacza polityki izolacji wobec białoruskiego społeczeństwa. Pakiet sankcji winien zostać tak skrojony, by był dotkliwy dla przedstawicieli reżimu i nie uderzał w społeczeństwo. Warunek ten spełniają np. sankcje wizowe czy zamrożenie kont bankowych poszczególnych osób.

Problem pojawia się w przypadku poważniejszych sankcji ekonomicznych. Zastosowane przez Unię w 2007 r. wykluczenie Białorusi z generalnego systemu preferencji handlowych (GSP) było krokiem symbolicznym - negatywne konsekwencje finansowe dla budżetu państwa były znikome. Inaczej mogłaby wyglądać sprawa w przypadku zastosowania przez UE embarga na eksport białoruskich produktów. Objęcie embargiem np. produktów naftowych czy nawozów potasowych spowodowałoby poważne ograniczenie wpływów białoruskiego budżetu. Z jednej strony byłoby to uderzenie w reżim i podkopanie jego podstaw ekonomicznych, z drugiej odbiłoby się na kondycji całej gospodarki i tym sposobem uderzałoby w społeczeństwo. Ponadto efektem konsekwentnie stosowanego embarga byłoby zahamowanie unijno-białoruskiej współpracy handlowej (co uderzałoby w interesy firm unijnych) i wycofanie się Unii oraz jej podmiotów gospodarczych z konkurencji z Rosją i innymi graczami (Chiny, Iran, Wenezuela) na rynku białoruskim.

Bruksela powinna skoncentrować się teraz na wsparciu białoruskiego społeczeństwa (edukacja, kształtowanie postaw prodemokratycznych). Znakiem otwarcia na społeczeństwo byłoby wprowadzenie ułatwień wizowych, w tym wprowadzenie gratisowych wiz schengeńskich. Niezbędna jest też kontynuacja wsparcia dla opozycji (w formie bezpośredniej oraz pośrednio - nacisków na reżim w celu zagwarantowania realnego pluralizmu politycznego). Rezygnacja reżimu z polityki twardej represji umożliwiłaby Unii powrót do polityki "miękkiej warunkowości", zakładającej m.in. współpracę z nomenklaturą białoruską widzianą jako potencjalny czynnik zmiany na Białorusi.

Jeden na jeden

Wyzwaniem jest obecnie doprowadzenie do sytuacji, w której realizacja programu Partnerstwa Wschodniego nie byłaby warunkowana uczestnictwem w nim Białorusi w perspektywie krótkoterminowej.

Już na etapie formowania koncepcji Partnerstwa, przewidując możliwe trudności ze strony Białorusi, polscy analitycy sugerowali przyjęcie formuły, która pozwalałaby na rozwój współpracy bilateralnej z państwami partnerskimi (UE-Ukraina, UE-Mołdawia etc.), niezależnie od współpracy wielostronnej (UE-sześć państw sąsiedzkich). To dobre rozwiązanie. Rzecz jasna, w praktyce czasowe wyłączenie Białorusi z projektów Partnerstwa uniemożliwi realizację poszczególnych zadań, jak choćby wstępnie zaplanowane sfinansowanie demarkacji granicy ukraińsko-białoruskiej. Utrudni też działania w ramach poszczególnych platform tematycznych, przede wszystkim platformy dobrego rządzenia, w której obecność Białorusi jest obecnie trudna do pomyślenia.

Trudnym zadaniem węgierskiej i polskiej prezydencji będzie prawdopodobnie przekonanie partnerów unijnych, że również bez Białorusi (zakładamy, że w perspektywie krótkoterminowej) Partnerstwo Wschodnie ma sens: służyć może zbliżeniu do UE wykazujących taką wolę państw. W perspektywie dalszej, Partnerstwo powinno pozostać otwarte dla Białorusi, przy czym jej pełny udział w projekcie należy uzależnić od spełnienia podstawowych warunków unijnych, czyli przywrócenia swobody politycznej i wolności słowa.

Paweł Wołowski jest ekspertem ds. wschodnich, w latach 2001-2010 był kierownikiem Zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]