Reklama

Jedno wcielenie

Jedno wcielenie

08.03.2021
Czyta się kilka minut
Obraz świata wyłaniający się z badań naukowych daleki jest od naszego potocznego odbioru rzeczywistości. Ale także taki obraz może być religijnie inspirujący.
Stanisław Wyspiański, witraż „Bóg Ojciec” (1904 r.), kościół oo. Franciszkanów w Krakowie, wrzesień 2014 r. / SZYMON BLIK / REPORTER
N

Nauka i religijna wiara bywały w historii ze sobą w konflikcie. Któż nie słyszał o sprawie Galileusza? Łatwo też dotrzeć do wypowiedzi religijnych autorytetów potępiających teorię ewolucji. W XX w. konflikt może wydawać się zażegnany, przynajmniej jeśli chodzi o Kościół katolicki – pamiętamy, że papież Jan Paweł II przez kilkanaście lat zapraszał do letniej rezydencji w Castel Gandolfo naukowców na coroczne spotkania. Problem polega jednak na tym – o czym przypomina Michał Heller w swoich najnowszych książkach poświęconych teologii („Teologia i nauka. Niekoniecznie na jednej planecie” oraz „Ważniejsze niż wszechświat” – obie ukazały się w 2019 r.) – że brak konfliktu to jeszcze za mało, zwłaszcza gdy ten brak osiągnięty jest swego rodzaju unikiem, wycofaniem się w zupełnie różne przestrzenie intelektualne, które w ogóle na siebie nie wpływają.

Ks. Heller jest świadom, że ów unik – całkowite rozdzielenie badań naukowych i refleksji religijnej – bywa uzasadniany filozoficznie. Mówi się o niewspółmierności przedmiotu oraz metody nauki i teologii. Konflikty przeszłości interpretuje się – w tej perspektywie – jako wynik nieuprawnionego przekroczenia granic i wzajemnego wchodzenia na nie swoje terytoria.


CZYTAJ WIĘCEJ 

85. JUBILEUSZ KS. PROF. MICHAŁA HELLERA: Zapraszamy do lektury licznych tekstów Jubilata oraz o Jubilacie zebranych w specjalnym serwisie >>>


Choć więc Heller przyjmuje argumenty metodologiczne, wskazujące na autonomię nauk przyrodniczych oraz refleksji teologicznej, to jednak przeciwstawia się zupełnemu oddzieleniu tych dziedzin. Co ciekawe, wysuwa w tym miejscu argumenty teologiczne: odwołuje się do podstawowej chrześcijańskiej prawdy, że Bóg jest stwórcą świata i że – w konsekwencji – Jego dzieło może nam sporo o nim powiedzieć. Już starożytni, przypomina, mówili o dwóch Księgach zawierających informacje o Bogu: Księdze Objawienia i Księdze Przyrody.

Warto zatem – Heller jest konsekwentny – poznawać Księgę Przyrody. Czyta się ją zaś poprzez empiryczne, naukowe badania. Dopiero uwzględnienie ich wyników pozwala człowiekowi religijnemu na krok drugi – teologiczną refleksję nad tym, co świat mówi o Bogu. Projekt takiej refleksji Heller nazywa „teologią nauki” – dziedziną będącą dziś w powijakach, bez której jednak współczesna systematyczna myśl religijna będzie wybrakowana.

Co ogranicza nauka

Pierwsze szkice teologii nauki autorstwa Hellera są – jak on sam to podkreśla – prowizoryczne i wymagające znaczącego dopracowania. Niemniej jednak, są na tyle ciekawe i ważne, że warto się nad nimi zatrzymać.

Pierwsze wyzwanie, które tu czeka na teologa, ma naturę negatywną. Chodzi o to, że uwzględnienie wyników badań naukowych nad światem przyrody wyklucza pewne sposoby interpretacji tekstów biblijnych. Nie da się, z czym się już w kręgach kościelnych oswojono, rozumieć opisów stworzenia świata jako dosłownej, historycznej relacji. Trzeba rozpoznać ich poetycko-symboliczne znaczenie. Podobnie rzecz ma się jednak z historią człowieka. Raj, Adam i Ewa, grzech pierworodny nie mogą odnosić się do żadnego punktu w czasoprzestrzeni, żadnej ludzkiej pary, żadnego konkretnego zdarzenia. Biblijne fragmenty, które o tym wszystkim mówią, muszą mieć zatem sens inny. Jaki? Nauka już tego nie powie. Jej znajomość zamyka pewne ścieżki teologicznego myślenia, otwiera jednak nowe.

Podobny efekt, wskazuje Heller, ma znajomość współczesnej logiki. Od starożytności jeszcze do niedawna sądzono, że istnieje jedna logika, a jedną z jej podstawowych zasad jest zasada niesprzeczności (głosi ona, że każde zdanie sprzeczne jest zdaniem fałszywym). Powstawały więc spekulatywne teologiczne teorie, które miały wiele do powiedzenia na temat „logiki Boga”. Heller pokazuje, że współczesne badania logiczne sugerują raczej, iż jedna logika, „nadrzędna” wobec wszystkich innych, nie istnieje. Jesteśmy raczej skazani na pluralizm logiczny, który dopuszcza także systemy, w których nie obowiązuje zasada niesprzeczności.

Ma to istotne konsekwencje dla rozważań teologicznych. Po pierwsze, zmusza do uznania istotnych ograniczeń w ludzkich możliwościach określania sposobu, w jaki myśli Bóg – po prostu nie możemy wiedzieć, jaka jest Boża logika. To zaś prowadzi do dalszych problemów – na przykład w dziedzinie teodycei, czyli prób pogodzenia przekonania o istnieniu dobrego Boga z doświadczeniem zła w świecie. Teologowie i filozofowie argumentowali tu bowiem, że Bóg stworzył najlepszy z możliwych światów. Przy czym to, jaki świat jest możliwy, miało wynikać z pewnych zasad logicznych, których nawet Bóg nie mógł przekroczyć. Skoro jednak – wskazuje Heller – nie wiemy, jakie zasady obowiązują na ostatecznym, boskim poziomie, nie możemy nic powiedzieć o tym, jaki świat jest możliwy, a jaki nie.

Teologia nauki – której projekt szkicuje Michał Heller – jest wyczulona na tajemnicę z innej jeszcze przyczyny. Współczesna nauka bowiem nie tylko coraz głębiej poznaje naturę świata empirycznego – jednocześnie odkrywa, po pierwsze, jak bardzo owa natura daleka jest od potocznych o niej wyobrażeń oraz, po drugie, jak wiele pozostaje wciąż nieodkryte. Rozpoznanie ludzkich ograniczeń poznawczych w odniesieniu do stworzenia wskazuje, że – tym bardziej – o takich ograniczeniach nie można zapomnieć, próbując poznawać Stwórcę.

Obraz i podobieństwo

Uwzględnienie obrazu świata, jaki wyłania się z badań naukowych w takich dziedzinach jak kosmologia czy mechanika kwantowa ma jednak także bardziej „pozytywne” efekty teologiczne. Przyjrzyjmy się kilku takim inspiracjom obecnym w myśli Michała Hellera.

Otaczają nas materialne przedmioty. Przywykliśmy do nich i wydaje się nam, że dobrze wiemy, czym są. Ale człowiekowi dociekliwemu nasuwa się pytanie „co to jest materia?”. Odpowiedź, jaką podsuwa współczesna nauka, zmienia naszą perspektywę.

Materia bowiem to „zbiór pól fizycznych i ich wzajemnych oddziaływań. Kwanty pól, cząstki elementarne, bozony pośredniczące, zasady symetrii i ich łamania. Cząstka Higgsa, generująca masę. Generacja masy. Fale prawdopodobieństwa i układy równań, które tym wszystkim rządzą”. Można powiedzieć, że im bardziej schodzimy w naukowym badaniu w głąb natury materii, tym bardziej widzimy tam coś, co przynależy raczej do sfery informacji, struktur racjonalnych: „Istnienie jest nierozerwalnie związane z niezmiernie skomplikowaną siecią struktur. Bardzo wiele z nich – może wszystkie? – daje się modelować matematycznie. Istnienie i racjonalność to dwa oblicza tego samego. Nie jest tak, że coś może istnieć, ale nie być racjonalne. Jeżeli jest nieracjonalne, jest niczym”.

Takie ujęcie otaczającej nas rzeczywistości, zaczerpnięte z nauk empirycznych, pozwala Michałowi Hellerowi na formułowanie nie empirycznych już, ale teologicznych pytań: „Czy świadomość i wszystkie jej konsekwencje są tylko ubocznym produktem tej racjonalności, czy też najgłębszą jej podstawą? Nie chodzi o świadomość zakorzenioną w jakichś biologicznych lub fizycznych strukturach, lecz o świadomość zakorzenioną we wszystkim, co jest, a więc we wszystkim, co jest racjonalne. Moglibyśmy ją nazwać Nadświadomością lub Superświadomością, gdyby określenia »nad« i »super« nie były tak często nadużywane. Nie czyńmy zbyt szybkich porównań tej Świadomości z naszą świadomością. Nasza świadomość jest jedynie »obrazem i podobieństwem« tamtej”.

Jeśli uznamy – konkluduje Heller – że świadomość jest podstawą racjonalności świata, jesteśmy blisko idei chrześcijańskiego Boga. Dzięki zaś przyjęciu naukowego obrazu świata otwiera się możliwość nowego ujęcia fundamentalnych prawd chrześcijaństwa. Na przykład takiego, które łączy wątek stworzenia i wcielenia. Początkowy stan wszechświata Heller określa mianem Stanu Alfa. Pisze o nim tak:

„Widzę Stan Alfa jako Wielkie Zacieśnienie – zacieśnienie niezmierzonego Pola Racjonalności, Logosu w najczystszej formie, do tego »podpola« racjonalnych struktur, które stało się prawami fizyki i dzięki któremu Wszechświat (lub wszechświaty) rozpoczął (rozpoczęły) przygodę istnienia. Najprawdopodobniej rozpoczęcie to nie było zanurzone w czasie. Może było zawsze, o ile »zawsze« bez czasu ma jakiekolwiek znaczenie.

I nastał świt – dzień pierwszy.

To było Pierwsze Wcielenie Logosu. Odwieczne Logos – nieskończone Pole Racjonalności – stało się ciałem Wszechświata – Wszechświata, który po miliardach lat wyda nas, istoty rozumne i świadome; nie tylko rzucą one wyzwanie racjonalności otaczającemu ich światu, ale także postawią pytania o dobro i zło”.

Jeśli ktoś czułby się zaniepokojony takim ujęciem, może przypomnieć sobie fragmenty z pism Nowego Testamentu, w których czytamy, że wszystko zostało stworzone przez boski Logos (to wieloznaczne greckie pojęcie tłumaczone jest tradycyjnie jako „Słowo”; por. J 1, 1-3), albo że wszystko w Nim ­istnieje (por. Kol 1, 16-17). Przytoczone wyżej sformułowania autorstwa Michała Hellera pokazują, jak myśl teologiczna inspirowana dobrze poznanymi najnowszymi teoriami naukowymi współbrzmi z ideami zawartymi w Biblii. Co jeszcze ciekawsze – są to te idee biblijne, które dotąd nieczęsto były wydobywane i wykorzystywane w teologii. Można było odnieść wrażenie, że bibliści i teologowie stają się wobec nich nieco bezradni. Wydaje się, że to współczesna nauka – i obraz świata, który kreśli – pozwala na odnalezienie sensu starożytnych religijnych tekstów.

Inspirowane nauką ujęcie łączące stworzenie i wcielenie otwarte jest też na wyjaśnienie innych fundamentalnych kwestii religijnych. Także problemu zła i tajemnicy odkupienia. Pierworodną winą człowieka, według Hellera, jest wprowadzenie w racjonalny świat irracjonalności zła – i jest to kosmicznym „dramatem całego Logosu, jego Golgotą. Wzgórze o tej nazwie poza murami starożytnej Jerozolimy może było już tylko prostą konsekwencją...”. Tu otwiera się nowa perspektywa spojrzenia na historyczną postać Jezusa Chrystusa:


Stanisław Wyspiański, witraż „Bóg Ojciec” (1904 r.), kościół oo. Franciszkanów w Krakowie, wrzesień 2014 r. / SZYMON BLIK / REPORTER

„Ten problem [zła – przyp. PS] ma wymiar kosmiczny, ale także wymiar osobisty każdego indywidualnego człowieka. Logos stało się człowiekiem (to było Jego Drugie Wcielenie) właśnie dlatego, że ten wymiar kosmiczny jest także wymiarem człowieka – każdego człowieka.

Jak Pierwsze Wcielenie Logosu (poczęcie Wszechświata) było aktem Miłości, podobnie Drugie Wcielenie Logosu jest aktem Miłości. Dwa Wcielenia, które są tylko jednym Wcieleniem; jednym – bo każde z nich z osobna nie byłoby pełnym Wcieleniem. Może to jest jeden akt Miłości, tylko z naszego punktu widzenia rozdzielony w czasie”.

Ziemski punkt widzenia

Pytać można: czy takie nowe ujęcia starych prawd są nam potrzebne? Nowy obraz świata wyłaniający się z badań naukowych sugeruje, że tak. Pozostańmy przy kwestii wcielenia Logosu. Jak zauważa ks. Heller, dotychczasowa teologia chrześcijańska patrzyła na to zagadnienie w perspektywie ściśle geocentrycznej. Można powiedzieć, że zdanie „Bóg przyszedł na świat” znaczyło dotąd: „Bóg przyszedł na Ziemię”. Dopóki wydawało nam się, że to Ziemia jest w centrum wszechświata i dopóki nie przychodziło nam do głowy, że w kosmosie mogą istnieć inne inteligentne, samoświadome i wolne istoty – nie było tu problemu. Ale – jak przypomina Michał Heller – można szacować, że w tylko naszej galaktyce istnieje około 11 mld planet o wielkości zbliżonej do Ziemi i leżących w takiej odległości od swoich słońc, iż na planetach może występować woda w stanie ciekłym. Galaktyk zaś są tryliony. Jest zatem prawdopodobne, że nie jesteśmy we wszechświecie jedynym samoświadomym gatunkiem. Czy wolno nam twierdzić, że dobry Bóg wcielił się tylko u nas? A jeślibyśmy uznali, że wcielenie miało miejsce w wielu miejscach kosmicznej czasoprzestrzeni – jak zmieniłoby się nasze rozumienie chrześcijańskiej wiary?

Takie – i podobne – fascynujące pytania otwiera przed nami teologia nauki. Odpowiedzi jeszcze jest mało. Teksty Michała Hellera pokazują, jak szeroka przed nami przestrzeń myślenia. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Wydawało nam się, że to Ziemia jest w centrum wszechświata i [...] nie przychodziło nam do głowy, że w kosmosie mogą istnieć inne inteligentne, samoświadome i wolne istoty". A mnie się wydawało, że to właśnie nowożytna nauka opróżniła świat z niezliczonych rzesz nie-ludzkich, ale inteligentnych, samoświadomych i wolnych istot: demonów, aniołów, rusałek, skrzatów itp. Wprawdzie stwarzając "kosmos" w dzisiejszym rozumieniu tego słowa umożliwiła zaludnianie innych globów wytworami ludzkiej fantazji, przeważnie mocno ograniczonej wzorcami dostarczanymi przez banalną, ziemską rzeczywistość, ale przecież nie bardzo odległymi od dziwacznych ras zamieszkujących białe plamy na dawnych mapach. Owszem, jest prawdopodobne, że nie jesteśmy we wszechświecie jedynym samoświadomym gatunkiem, tak samo jak jest prawdopodobne, że nim jesteśmy. Rzecz w tym, że tego prawdopodobieństwa nie sposób oszacować. Co najwyżej można powiedzieć, że hipoteza o niepowtarzalności fenomenu ziemskiego życia lepiej odpowiada popperowskiej "metodzie naukowej", ponieważ nie unika testu falsyfikowalności. Obali ją pierwsze odkrycie życia pozaziemskiego, podczas gdy zwolenników wielości zamieszkałych światów żadna porażka nie przekona. Co ciekawe, tzw. astrobiolodzy i entuzjaści podkreślają, że to inne życie może być zupełnie niepodobne do naszego, ale za każdym razem szuka się mimo wszystko czegoś podobnego, jeśli nie identycznego, czyli mającego związek z węglem i ciekłą, lecz niezbyt gorącą wodą. Argument z tymi "trylionami" galaktyk w obserwowalnym Wszechświecie (tu autor zwiedziony podobieństwem słów trillion i trylion przesadził o 6 rzędów wielkości) jest jednak mocno nierozstrzygający. Byłby bardziej, gdyby Wszechświat był nieskończony (a przy tym jednorodny w wystarczająco wielkiej skali) i wieczny, ale... No właśnie, wciąż nie wiadomo, jaki jest. Albo raczej to, co widzimy, nie jest ani wieczne, ani nieskończone, a przy tym ma budowę hierarchiczną. Ponadto w którą stronę nie spojrzeć, to jednak jesteśmy w środku. Przynajmniej w środku horyzontu. :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]