Jawa między snami

Sen pierwszy: bliski zmarły niespodziewanie powraca. Konsternacja podszyta furią – przecież ułożyliśmy już sobie życie bez niego!
Czyta się kilka minut
 /
/

Ojciec zmartwychwstał w pierwszej połowie lutego, niecałe dwa miesiące po śmierci” – to pierwsze zdanie książki, w której ojciec jest jedną z najważniejszych postaci i zarazem problemów narratora. Nie był wcale domowym tyranem, ale sportretowany zostaje dosyć bezwzględnie, jako ktoś psychicznie niesamodzielny, zawsze zawieszony na innych. Może jednak – zastanawia się teraz syn – wygodnie było szukać u ojca źródła własnych niepowodzeń? „Mieszkam w domu, w którym wszyscy umarli”, rzecz jawnie autobiograficzna i bardzo osobista, stawia pytania uniwersalne, a rozliczenie, jakiego dokonuje autor/narrator, ma też wymiar pokoleniowy.

Jest więc rodzinna psychomachia i gorzkawa spowiedź urodzonego 65 lat temu dziecięcia wieku, dziennikarza i poety. Są anegdoty, pojawiają się sławne nazwiska, jak Konrad Swinarski. Jest ciekawe, bo zupełnie niesentymentalne świadectwo życia w popaździernikowym Peerelu z perspektywy warszawskiej inteligenckiej rodziny, która z nowym ustrojem się pogodziła i czerpie z tego pewne, choć nieprzesadne profity. Czasem ściera się z władzą – Anna Bratkowska, wicenaczelna odwilżowego „Po prostu”, traci pracę po zamknięciu pisma, w grudniu ʼ81 nie przejdzie zaś tak zwanej weryfikacji. A czasem niekoniecznie – Jan Bratkowski przyjmie w 1968 r. propozycję objęcia dyrekcji teatru po Andrzeju Szczepkowskim.

I wreszcie temat żydowski. Bo Anna Bratkowska nazywała się kiedyś Margit Heilpern, a jej matka „po Kahane i Segalach była potomkinią budowniczych Pierwszej Świątyni” (choć po wojnie regularnie chodziła do kościoła). O tym, że jest pół-Żydem, autor dowiedział się jako nastolatek. Po latach nieco bezradnie przegląda papiery po ojcu i zmarłej wcześniej mamie. „Miałem nadzieję, że jeśli połapię się w tym bałaganie, to uporządkuję sobie też bałagan w głowie. Zamęt nieskładających się w całość historii rodzinnych, pełnych mitów, sprzecznych narracji, ale i miejsc zupełnie pustych”. Brak mu jednak ducha archiwisty, chętniej zapisuje zapamiętane opowieści bliskich, sporządza protokół rozbieżności.

A nad jego pisaniem unosi się cień – bo drugi ze snów, w finale, jest snem o własnej śmierci, choć dopełniony zostaje obrazem zwykłego ziemskiego raju. Oczywiście z kotami. ©℗

Piotr Bratkowski MIESZKAM W DOMU, W KTÓRYM WSZYSCY UMARLI, Wielka Litera, Warszawa 2020, ss. 270

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2020