Reklama

Jakiegoż to gościa mieliśmy

Jakiegoż to gościa mieliśmy

29.02.2008
Czyta się kilka minut
Krzysztof Niemczyk, Kurtyzana i pisklętaEdycja nieznanej powieści sprzed czterdziestu lat nie wymusza poważniejszych zmian czy korekt obrazu literatury polskiej lat 60. I w gruncie rzeczy znacznie ciekawsza jest zamieszczona w tym samym tomie opowieść o jej autorze.
U

Ukazało się - po ośmiu latach od edycji francuskiego przekładu - pierwsze polskie wydanie powieści "Kurtyzana i pisklęta", książki napisanej w 1968 roku przez Krzysztofa Niemczyka (1938-1994). Wraz z nią ukazał się "Traktat o życiu Krzysztofa Niemczyka na użytek młodych pokoleń", zbiór dokumentów oraz szkiców związanych z osobą autora "Kurtyzany i piskląt". Te dwa bloki tekstów znalazły się pod wspólną okładką - to, bagatela, blisko 800 stron dużego formatu, z czego niespełna 500 zajmuje powieść Niemczyka.

Między tymi dwoma segmentami nie zachodzi bynajmniej relacja nadrzędno-podrzędna, mimo że "Traktat..." sprawia wrażenie, jakby był obszernym wprowadzeniem i komentarzem do powieści. Zbiór dokumentów i świadectw dotyczących Niemczyka to nie tyle materiał pomocniczy, ile odrębna opowieść o niezwykłej postaci i jej nietuzinkowych zachowaniach. Celowo piszę "zachowaniach", bo przecież nie o dokonaniach artystycznych, których nigdy tak naprawdę nie było, o których dowiadujemy się dopiero dziś, i to w szczególnym trybie. Popularyzatorzy tej niebyłej twórczości chcą nas bowiem przekonać, że mamy do czynienia z zapoznanym geniuszem i przegapionym arcydziełem, tymczasem istota operacji nie polega tu na odkrywaniu, lecz ustanawianiu. To nie jest rewindykacja, to zwykły performatyw: głosimy, że Krzysztof Niemczyk znakomitością był i on znakomitością się staje.

Ale do rzeczy - pod wspólną okładką znalazły się tedy dwie opowieści, z których tylko jedna jest interesująca czy - może ostrożniej - jedna jest nieporównanie ciekawsza od drugiej. Jak łatwo zgadnąć, bardziej zajmująca jest opowieść o życiu Krzysztofa Niemczyka. Mówię tak nie dlatego, że zwykłem głosić prymat prawdy nad zmyśleniem, biografii nad kreacją literacką, że bardziej przejmuje mnie los człowieka z krwi i kości niźli perypetie papierowych figur. Mam wprost przeciwne skłonności. Mówię tak, ponieważ nie dostrzegam najmniejszej szansy na to, żeby nieznane do dziś dzieło, którego pełny tytuł brzmi "Kurtyzana i pisklęta, czyli krzywe zwierciadło namiętnego działania albo inaczej studium chaosu", miało zdolność samodzielnego istnienia, a więc mogło być włączone w obieg kulturalny bez mnogich informacji, kim był autor tego dzieła i jakimi czynami o charakterze - by tak rzec - obyczajowo-egzystencjalnym się wsławił. Cokolwiek by powiedzieć, jakkolwiek by argumentować - osoba, a raczej legenda Niemczyka zawsze będzie przesłaniała jego powieść; zasłonimy osobę (legendę personalną) - zniknie dzieło.

Mam wątpliwości, czy słowo "legenda" jest adekwatne. Bo czy rzeczywiście Krzysztof Niemczyk był - jak czytamy - "kultową postacią krakowskiego środowiska artystycznego"? Jakoś słabo owa kultowość - do czasu ogłoszenia komentowanej książki - została potwierdzona. Dwie bądź trzy wzmianki prasowe na początku lat 90., jeden skromny nekrolog w "Gazecie Krakowskiej", jedna próba przypomnienia o "Kurtyzanie i pisklętach" na łamach "NaGłosu" w roku 1995, podjęta przez niestrudzoną Ankę Ptaszkowską - i to chyba wszystko. Ponieważ mamy tu do czynienia z kultem dość osobliwym (dotychczasowych wyznawców można policzyć na palcach jednej ręki), koniecznie należy przedstawić autora "Kurtyzany i piskląt".

Opowieść o autorze

Jako performer i sytuacjonista - opieram się na "Kalendarium" opracowanym przez Marcina Hernasa - Krzysztof Niemczyk narodził się w roku 1950, kiedy to przyszedł do szkoły nago. Tego dnia - czytamy - "decyduje się zakończyć edukację na piątej klasie szkoły podstawowej". W latach 50. maluje i gra na fortepianie, jest samoukiem. W następnej dekadzie zaczyna pisać prozę artystyczną, zostaje przyjęty do Koła Młodych przy Związku Literatów Polskich. W obiegu almanachowym ukazują się jego dwa opowiadania; obok "Kurtyzany..." są to jedyne znane teksty beletrystyczne Niemczyka. W latach 1965-68 pracuje nad powieścią, uczestniczy w życiu towarzyskim i kulturalnym Krakowa, m.in. poznaje Tadeusza Kantora i jego żonę, którzy jako pierwsi entuzjazmują się maszynopisem "Kurtyzany...". Szybko jednak popada w niełaskę u Kantora, zostaje też usunięty z Koła Młodych. Równolegle i trochę później "przeprowadza szereg akcji publicznych w Krakowie". Jak pokazuje dokumentacja fotograficzna włączona do komentowanej tu książki, jego performance’y czy happeningi polegają głównie na obnażaniu się w miejscach publicznych.

Lata 70. i 80. to najbardziej mroczny czas w biografii Krzysztofa Niemczyka: aresztowany pod zarzutem kolportowania pornografii i posiadania narkotyków (Niemczyk to niezwykle ważna postać w środowisku krakowskich hipisów), wysłany do szpitala psychiatrycznego, wyrzucany z kolejnych mieszkań, nękany przez milicję, osuwa się w biedę i zapomnienie. Na krótko przed śmiercią pojawia się zbawienna zapowiedź francuskiego wydania zlekceważonej w kraju powieści. Perspektywa ta - jak bodaj wszystko w zakresie promocji osoby i czynów Niemczyka - zaistniała dzięki staraniom przebywającej we Francji od roku 1970 Ptaszkowskiej. Niemczyk przystępuje do nowej redakcji utworu, lecz proces wydawniczy się ślimaczy. Ostatecznie francuskojęzyczna "Kurtyzana..." ukazuje się pięć lat po śmierci pisarza nakładem paryskiej oficyny La Différence (tłumaczenie Jacques’a Burko).

To, co tu przedstawiłem, to skrót skrótu, nieobejmujący takich historii, jak współpraca Niemczyka (TW "Biały") ze Służbą Bezpieczeństwa, ekscesy hipisowskie, przedziwne relacje z matką i siostrą, zupełnie niebywała historia nielegalnej adopcji (pisarz przygarnął i wychował bezdomnego chłopca). O tym oraz o jeszcze innych sprawach powiadamia właśnie "Traktat o życiu Krzysztofa Niemczyka na użytek młodych pokoleń". Czyta się to z wypiekami na twarzy.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, iż "Traktat..." ma naturę brukowca, że krąży wyłącznie wokół treści sensacyjnych i nieobyczajnych. Opowieść o Krzysztofie Niemczyku - w części komentatorsko-analitycznej - jest ambitnie pomyślana. Sporo tu rozważań teoretyzujących. Ptaszkowska i Hernas, a także Piotr Marecki powołują się na klasyczne pisma sytuacjonistów (Guy Debord, Raoul Vaneigem), przypominają ich postulaty, z którymi usiłują zrymować intuicyjne i spontaniczne "działania" Niemczyka, rozważają kwestię relacji między artystą i społeczeństwem oraz problem artystycznej niezależności. Lecz co znamienne - w "Traktacie..." w gruncie rzeczy pominięty został aspekt literacki. O Krzysztofie Niemczyku jako pisarzu dowiadujemy się najmniej.

Powieść nieobecna

Nie dziwi to wcale, ponieważ niepodobna uczynić z "Kurtyzany i piskląt" dzieła przełomowego lub systemowego. Nie istnieją przesłanki pozwalające twierdzić, że gdyby powieść ta została opublikowana pod koniec lat 60., zmieniłaby obraz polskiej prozy ostatniego czterdziestolecia. A ogłoszona w tej chwili?

Cóż, powieść Niemczyka po czterdziestu latach wprowadzona do systemu literackiego nie wymusza żadnych poważniejszych zmian czy korekt. Uwzględniona dziś przez historyków literatury, ex post osadzona w epoce, w której powstała i do której przynależy, "Kurtyzana..." w najlepszym razie wzbogaca pejzaż literacki, udowadnia, iż na przełomie lat 60. i 70. repertuar praktykowanych stylów czy poetyk był dość szeroki. Dorzućmy i ten argument, że w tamtej epoce nie brakowało dzieł zaskakujących, nieoczywistych, dezorientujących publiczność czytającą, a niekiedy i krytyków. Wszak podówczas rówieśnik Krzysztofa Niemczyka, Piotr Wojciechowski, ogłasza dwie bez mała "ekscentryczne" powieści ("Kamienne pszczoły", "Czaszka w czaszce"), klasycy pisarstwa "utrudnionego", Leopold Buczkowski i Teodor Parnicki, bez przeszkód publikują swoje kolejne utwory, niespodziankami, acz nieco innego rodzaju, są takie premiery prozatorskie, jak "Dziecko przez ptaka przyniesione" (1968) Andrzeja Kijowskiego czy "Zwierzoczłekoupiór" (1969) Tadeusza Konwickiego. W tym szerokim paśmie z powodzeniem mogłoby się znaleźć miejsce dla "Kurtyzany i piskląt". Dlaczego się nie znalazło?

To największa zagadka. Być może rzekoma niechęć okazywana powieści Niemczyka, odrzucenie jej przez wydawców są tak samo legendarne jak bohater "Traktatu...". Na przeszkodzie na pewno nie stały kwestie cenzuralne (polityczne); powieść pod tym względem jest niewinna jak buzia aniołka. Pod każdym innym względem również. Wprawdzie - by dać jakiś przykład - żeńska postać tytułowa jest przedwojenną luksusową prostytutką, a mroki i meandry seksualności układają się w jedną z najważniejszych płaszczyzn problemowych utworu, to jednak Niemczyk zachowuje w tej materii powściągliwość. W zasadzie sceny czy dialogi "erotyczne" (cudzysłów konieczny!) są tu spowite metaforycznym woalem; żadnej dosłowności. Jedyne, co ewentualnie mogło budzić opory, to niedostatki dyscypliny pisarskiej.

Wyobrażam sobie, że redaktorzy mogli zachęcać Niemczyka do skrótów i fabularnej kondensacji, ale tylko wyobrażam, ponieważ wśród zachowanych dokumentów nie ma żadnych świadectw mówiących o negocjacjach z wydawcami. Możemy polegać jedynie na odautorskim tekście "Historia powieści »Kurtyzana i pisklęta«", napisanym jesienią 1993 roku, w czasie prac nad nową redakcją, wymuszoną zresztą przez francuskiego tłumacza. Niemczyk nader oględnie i enigmatycznie powiada: "Obojętność, niecierpliwe traktowanie mnie z góry, a nawet jawnie okazywana mi nieprzychylność ze strony krakowskiego środowiska literackiego, połączona z całkowitym ignorowaniem przedstawionego przeze mnie tu i tam autorskiego materiału, spowodowały, że po upływie kilku lat zniechęciłem się do jakichkolwiek starań o opublikowanie choćby małego wyjątku z mej książki. Zmrożono też we mnie skutecznie entuzjazm dla dalszego pisania".

Czy zatem zagadka nie do rozwiązania? Może wcale nie, może to historia, jakich tysiące: początkujący pisarz w pocie czoła tworzy dzieło, z którym wiąże wielkie nadzieje. Świat nie podziela jednak wyobrażeń autora. Ten się zniechęca, maszynopis wędruje do szuflady i tam długie lata lub na zawsze przebywa.

Klucze do "Kurtyzany..."

To, że Krzysztof Niemczyk grał o najwyższą stawkę, widać gołym okiem. Jego powieść jest po prostu jego powieścią, powinowactwa czy zależności od dostępnej mu tradycji literackiej czy aktualizowanych podówczas kodów prozy artystycznej są tu nie tylko trudne do wykrycia, ale i mocno problematyczne. Wzorzec gatunkowy, do którego odwołał się Niemczyk, od biedy można by nazwać konwencją XIX-wiecznej powieści realistycznej, choć i to nie jest wcale oczywiste. Wszak sporo tu pomysłów i rozwiązań znanych z tradycji późniejszych (odrobina językowej młodopolszczyzny, wynalazki surrealistów, koncepty wyjęte z prozy Witkacego). Jednym zdaniem, "Kurtyzany i piskląt" nie da się objaśnić, odwołując się do literackich analogii. Nazbyt to oryginalne, sobieswojskie, uwięzione we własnym kosmosie form i technik literackich przedsięwzięcie.

Książka składa się ze wstępu ("Uwertura heroiczna") i ośmiu numerowanych rozdziałów. Fabuła - przynajmniej na pierwszy rzut oka - wydaje się w pełni uchwytna, choć, od razu uprzedzę, niewielki pożytek będzie miał czytelnik z owej uchwytności. Rzecz dzieje się bodaj w latach 60. ubiegłego wieku, chyba w Krakowie. Leciwa prostytutka, pensjonariuszka domu starców, kontaktuje się ze swoim przedwojennym klientem, który w socjalistycznej Polsce jest zamożnym i wpływowym naukowcem. Ten powierza jej osobliwą misję. Jako opiekun trzech dorastających chłopców (tytułowe pisklęta) chce, aby Mademoiselle "zdemoralizowała" jego podopiecznych. Akcja przenosi się do luksusowej willi profesora. Tu zawiązuje się dość gęsta, posiadająca wiele odnóg i zawirowań intryga, na scenę powieściową wkraczają inne postaci (m.in. spokrewnieni z profesorem Adam i Ewa, służąca Małgosia), acz fabuła nieprzerwanie zorganizowana jest wokół wątku "moralnej śmierci", którą kurtyzana, a od III rozdziału żona profesora, ma zadać pisklętom.

Problem polega na tym, że nawet najbardziej skrupulatne streszczenie, wierna rekonstrukcja najdrobniejszych zdarzeń powieściowych, opisanie relacji między postaciami, ustalenie motywacji ich działań donikąd nas nie zaprowadzą. Fabuła jest tu oczywiście pretekstowa, musimy przyjąć, iż do głosu doszły ambicje filozoficzne pisarza, że przebywamy w świecie idei, poglądów, spekulacji. Jak nad tym światem zapanować? Choćby tak, jak to próbowali zrobić francuscy komentatorzy "Kurtyzany i piskląt". Chcę przez to powiedzieć, że przy odrobinie wysiłku i pomysłowości można przełożyć tę powieść na język dyskursywny, wpisać ją w siatkę takich pojęć czy antynomii, jak prawda - kłamstwo, słowo - czyn, idealizm - realizm itp. Można także pójść za głosem autora, który zasugerował, że kluczem do zrozumienia "Kurtyzany..." jest historia Fausta. Możliwości jest zapewne sporo.

Czy zatem warto czytać powieść Krzysztofa Niemczyka? Cóż za niestosowne pytanie - zawsze warto nie tylko czytać, ale i odrobinę pomęczyć się z lekturą. To ostatnie doznanie jest w tym przypadku niemal gwarantowane.

Krzysztof Niemczyk, Kurtyzana i pisklęta, czyli krzywe zwierciadło namiętnego działania albo inaczej studium chaosu,

Traktat o życiu Krzysztofa Niemczyka na użytek młodych pokoleń, red. Anki Ptaszkowskiej oraz Marcina Hernasa i Piotra Mareckiego, Kraków 2007, Korporacja Ha!art.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]