Może już czas, żeby się zdecydować, jaki jest nasz Bóg? Wciąż bowiem mamy co najmniej trzech Bogów. Jeden, który „gniewem się nie unosi”, drugi, który potrafi być „zagniewany na wieki”, i trzeci, który jest trochę jednym, trochę drugim. Potrafi ugiąć się pod naporem błagań o miłosierdzie, ale to nie znaczy, że „złego nie pamięta”. Przeciwnie, przebacza, ale nie za darmo. Jest wina, musi być kara, i to kara przewyższająca wszelkie o niej wyobrażenia, jako że nawet najmniejszy grzech obraża tego Boga na Jego miarę: nieskończenie, jak nieskończony jest On sam. Stąd, żeby Boga udobruchać, musiał przyjść ktoś równy Bogu, gdyż tylko taki ktoś będzie w stanie unieść ciężar tej nieskończenie surowej kary, czyli wycierpieć to, co powinno spaść na nas.
Mówiąc inaczej, Jezus przyjął na siebie nieskończenie wielkie odium Bożego gniewu i w ten sposób uchronił nas od kary wiecznego potępienia: „Lecz on był zraniony za nasze grzechy, zmiażdżony za nasze winy. Dla naszego zbawienia znosił karcenie, przez jego rany zostaliśmy uzdrowieni”. Co prawda Jezus „Ojcu swojemu już uczynił zadość [i] nam niesie radość”, ale nie wszystkim, gdyż „Już nie przestaje z narodem niewiernym, / samym się tylko ukazuje wiernym”. Wciąż więc borykamy się z dylematem, jak pogodzić sprawiedliwość z miłosierdziem.
A może nie musimy niczego godzić, wystarczy zamiast patrzeć na śmierć Jezusa przez ogrom cierpienia, popatrzeć przez ogrom miłości. To nie Bóg zażądał śmierci Jezusa, ale my, ludzie. Zażądaliśmy Jego życia i On nam je oddał. Wyrządziliśmy Mu krzywdę największą z możliwych, ale nie spadła na nas za to żadna kara.
W sporze z Bogiem postawiliśmy na swoim. W przekonaniu, że postępujemy zgodnie z wolą Boga, zlikwidowaliśmy człowieka, który „przyszedł od Boga”. On jednak nie odpłacił nam złem za zło, gdyż „Miłość (...) nie szuka siebie, nie wybucha gniewem, nie liczy doznanych krzywd, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz raduje się prawdą. Wszystko wytrzymuje, wszystkiemu wierzy, wszystkiemu ufa, wszystko przetrwa. Miłość nigdy się nie kończy”. Dlatego „Gdybym innych nakarmił wszystkim, co posiadam, i szczycił się, że wydałem własne ciało, a miłości bym nie miał, niczego bym nie zyskał”. Bóg mierzy tą samą miarą zarówno Abla, jak i Kaina.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















