Reklama

Jak to robią Niemcy

Jak to robią Niemcy

09.09.2008
Czyta się kilka minut
Nawet jeśli nie wszyscy niemieccy kompozytorzy tworzą na poziomie najwybitniejszym, mają co robić, co i dla kogo, i za ile pisać. (tekst dostępny na stronie internetowej w całości)
M

Muzyczne utalentowanie narodu niemieckiego jest w całym świecie znane i sławne. Jest ono czymś niepowtarzalnym. Sprawiło, że Niemcy mogły obdarować i uszczęśliwić ludzkość cudownymi utworami prawdziwej muzyki. Bez Niemiec, bez ich wielkich mistrzów, którzy ze swoimi porywającymi symfoniami i wspaniałymi operami opanowali muzyczne repertuary wszystkich ludów i wszystkich narodów, światowa muzyka byłaby nie do pomyślenia. Właściwie to my jesteśmy wybranym narodem świata nie tylko ze względu na muzyczną twórczość, ale również z uwagi na uzdolnienia do odbioru tej muzyki. Naród niemiecki posiada rzadki dar, wrodzoną, naturalną, wypływającą samą z siebie, absolutną muzykalność" - mówił Joseph Goebbels w roku 1938. W tym czasie w III Rzeszy działało (nie licząc zespołów Hitlerjugend) 24 tys. chórów męskich, 125 tys. mieszanych, 8 tys. amatorskich orkiestr, w których grało około 120 tys. osób (za: Danuta Gwizdalanka, "Muzyka i polityka", 1999).

Szowinistyczny ton w wypowiedzi ministra propagandy hitlerowskich Niemiec może razić. Przy całej abominacji do zbrodniarza warto zauważyć przecież, że pod skorupą nacjonalistycznej propagandy jest jakiś fragment prawdy, a setki tysięcy Niemców niekoniecznie śpiewały i grały tylko po to, by rozpętać II wojnę światową.

Muzyczne mocarstwo

Muzyczna scena Niemców jest dziś europejskim fenomenem, co nie znaczy, że każdy z mieszkańców Berlina czy Monachium pogwizduje frazy z utworów Helmuta Lachenmanna. Specyfika wynika z landowości. Jest, jako czapa administracyjno-biurokratyczna, Bundestag, i są mocne autonomią landy, niby nasze województwa. Niby. Każdy z nich ma radiofonię, każda z nich redakcję muzyki współczesnej, a większość z tych redakcji organizuje festiwale nowej muzyki, dbając, by były prestiżowe i opiniotwórcze, co zapewnia lista prawykonań utworów, przez radiofonię zamawianych. Landowe radiofonie realizują samodzielną politykę programową, dotyczącą zamówień kompozytorskich, lecz ze sobą współpracują, wzajemnie transmitując wydarzenia koncertowe i audycje. Radiofonie tworzą przemysł muzyki współczesnej, powodując aktywność kompozytorską. I potrafią tę aktywność "skonsumować".

Nie tylko dając pieniądze za zamówione partytury. Partytura to przecież tylko papier i związane z nim paragrafy prawa autorskiego. Trzeba ją wykonać. Większość radiofonii landowych w Niemczech ma więc własne etatowe orkiestry, chóry, zespoły kameralne, w których repertuarze, owszem, znajduje się klasyka muzyki klasycznej czy romantycznej, ale głównym trzonem tego repertuaru jest współczesność. Interes się kręci. Zamówienia, wykonania, publiczność raczej klaszcze, niż z dezaprobatą buczy i gwiżdże.

Żeby nuty pojawiły się na pulpitach muzyków, potrzebne są wydawnictwa muzyczne, a Niemcy to mocarstwo, jeśli chodzi o ilość i jakość oficyn wydawniczych o międzynarodowym zasięgu. To nie są tylko przedsiębiorstwa, żyjące ze sprzedaży papierowych egzemplarzy nut i partytur, lecz jednocześnie firmy marketingowe, oddziaływujące na festiwale, radiofonie i fonografię. Przykład? Wydawnictwo Moeck - z którym związani byli Kazimierz Serocki, Włodzimierz Kotoński, w którym swe wczesne partytury publikowali Krzysztof Penderecki i Witold Lutosławski - w pewnym momencie zaangażowało się produkcję fletów prostych, instrumentów popularnych w amatorskim ruchu muzycznym. Serocki na zamówienie wydawnictwa napisał kilka utworów z użyciem tych instrumentów. Nie tylko on.

Gdy muzyka brzmi, zyski z tego czerpią jej twórcy, wykonawcy, wydawcy. By brzmiała, potrzebne są koncerty, festiwale i radiofonie. Też fonografia. Podobnie, jak sieć wydawców muzycznych, tak i sieć koncernów fonograficznych w Niemczech jest imponująca. Od tych, jak Deutsche Gramophon, których oferta programowa skierowana jest do melomanów o najróżniejszej orientacji estetycznej po wyspecjalizowane w nowej muzyce oficyny, niejako niszowe, lecz o bardzo szerokiej klienteli, i wydawnictwa "autorskie" wyraźnie preferujące repertuar o szczególnych walorach. Wyżej wymienione działania, związane z inicjatywami lokalnymi, dość łatwo "zidentyfikować", ustalając nazwiska ich organizatorów, szefów artystycznych - na większości z nich odciska się osobowość konkretnego człowieka. Można więc powiedzieć, że u Krzysztofa Pendereckiego jego "Pasję wg św. Łukasza" zamówiła kolońska radiofonia WDR, ale wiadomo skądinąd, że uczynił to ówczesny szef działu muzyki współczesnej tego radia, Otto Tomek.

Biznes się kręci

Inicjatywy personalne i osobiste wybory poprzez wpływ na instytucje kształtują życie muzyczne w Niemczech niejako "od dołu", lecz z przemożną siłą. Z tym syndromem i personalnym, i landowym, współdziała siła odgórna, "bundestagowa", i tu pojawia się instytucja Niemieckiej Rady Muzycznej.

Bywa ona oskarżana o zbiurokratyzowanie, lecz siła jej rażenia jest w przestrzeni społecznej ogromna, a dane jej we władanie środki finansowe do tej siły proporcjonalne. Jeśli finansuje serię fonograficznych portretów kompozytorskich, publikowanych przez wytwórnię Wergo (do dziś około stu), spełnia zadanie promocyjne dla niemieckiej współczesności muzycznej. Pilotując m.in. olbrzymi program "Jugend musiziert", skierowany do dziecięcych, młodzieżowych i amatorskich ruchów muzycznych, realizuje plan muzycznej edukacji społeczeństwa. Ma to skutki niezwykłe, gdyż stymuluje inicjatywy "oddolne" (typu koła miłośników akordeonu lub gitary klasycznej), programem wspomagającym typu zamówień kompozytorskich dla tych właśnie odbiorców skierowanym. Nawet, jeśli nie wszyscy niemieccy kompozytorzy tworzą na poziomie najwybitniejszym, mają co robić, co i dla kogo, i za ile pisać. Więc biznes się kręci i obejmuje wielosettysięczną grupę odbiorców grających i słuchających.

Od 1973 r. przyznawana jest przez Fundację Siemensa nagroda muzyczna, określana mianem "muzycznego Nobla". Otrzymują ją nie tylko Niemcy, w 1983 r. otrzymał ją Witold Lutosławski, jedyny dotąd Polak. Ostatnio: 200 tys. euro. Przy okazji tej nagrody Fundacja, na podstawie decyzji Bawarskiej Akademii Nauk, przyznaje corocznie dalszych 1 mln 800 tys. euro honorujących czyjeś dokonania, stypendiując następne działania, inicjatywy i projekty. To bodaj najważniejsza z takich Fundacji w Niemczech (działa też w przestrzeni nauki, szerzej pojętej kultury, nie tylko muzyki). Jedna z najważniejszych na świecie. Instytucja pozarządowa. Dzięki jej finansom w latach 2001-06 powstało prawie 40 kompozycji młodej generacji kompozytorów polskich i pochodzących z Europy Środkowo-Wschodniej. Z finansów Fundacji Siemensa opłacane są projekty artystyczne nie tylko w Niemczech, ale na całym świecie, też w bogatej Ameryce.

***

No cóż, i znowu te Niemcy, dziś zjednoczone, są muzycznym centrum Europy (i na dobrą sprawę świata). Regularnie i nieregularnie odbywających się festiwali, warsztatów, kursów i sympozjów z towarzyszącymi im seriami koncertowymi poświęconych wyłącznie współczesności jest teraz około 200, profesjonalnych zespołów nowej muzyki (od kilku do kilkudziesięciu wykonawców) około 100, tylko w ramach programu stypendiującego wykonania muzyki współczesnej prowadzonego przez Niemiecką Radę Muzyczną odbywa się rocznie dobrze ponad 1000 koncertów, trudno byłoby w kalendarzu znaleźć dzień bez prawykonania choćby jednego nowego utworu. Deutschland über Alles...

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]