Irak: wojna "w lustrze"

Dla świata arabskiego, który w minionych 50 latach doznał szeregu klęsk, w starciu o Irak jak w lustrze odbijają się sprzeczności, cechujące marzenia Arabów o wolności i demokracji - dowodzi emigracyjny pisarz iracki Fadhil Al-Azzawi. Marzenia, które Arabom pozwalają wierzyć, że i dla nich nadejdzie kiedyś czas, gdy wezmą wreszcie swój los we własne ręce.
Czyta się kilka minut

Al-Azzawi - urodzony w 1940 r. w Kirkuku, w Iraku wielokrotnie zatrzymywany i więziony za działalność polityczną, od 1983 r. na emigracji na Zachodzie (tam wydawca arabskiej prasy i autor książek) - wpisuje konflikt wokół Iraku w trwający od dawna arabski spór o nowoczesność. I choć esej jego ukazał się w prasie zachodniej w połowie kwietnia, gdy kończyła się wojna, patrząc na to, co dzieje się w ostatnich tygodniach wolno przyjąć, że pojęcie "starcia" dotyczyło także całego wielkiego sporu - i politycznego, i ideowego - jaki toczy się dziś w oraz wokół Iraku. Arabscy władcy, dowodzi Al-Azzawi, czują presję czasu. Dlatego próbują w różnych krajach wzmacniać swą pozycję, chwytając się rozmaitych taktyk - mających stwarzać pozory, że rządzący są zwolennikami nowoczesności i modernizacji - albo odwołując się do starych pojęć, które miałyby uzasadniać ich rządy, jak "islamska religia", "narodowe interesy", "patriotyzm", "wieczne posłanie narodu arabskiego". Tymczasem "Arabowie stoją dziś w obliczu pytań, które mogą być rozwiązane tylko przez nowe odpowiedzi. Temu właśnie trzymający władzę chcą za wszelką cenę zapobiec". Walka Arabów o demokrację "jest w istocie jedynie częścią tej historycznej walki o przejście z epoki, która jeszcze nie całkiem się zakończyła, do nowej epoki, w której oni [Arabowie] zaistnieli na razie tylko pozornie". 

Dotykamy tutaj pytania, co znaczą w świecie arabskim pojęcia "nowoczesność" i "modernizacja"? Religijni fundamentaliści i część nacjonalistów w ogóle je odrzuca, gdyż dla nich mają one tylko jedno oblicze: oznaczają "upadek arabskiej kultury, deformację własnej tożsamości i powrót imperializmu". Problem leży jednak w czymś innym: w polityczno-ideologicznym niezrozumieniu istoty nowoczesności w przeszłości przez Arabów. Arabscy władcy, zafascynowani w XX w. Zachodem, nowoczesność postrzegali głównie jako instrument umocnienia swej pozycji; dla nich nowoczesność sprowadzała się do dwóch elementów: nowoczesnych maszyn i nowoczesnej broni. A ponieważ "to można było kupić za pieniądze, po czegóż jeszcze zastanawiać się nad rolą, jaką w rozwoju zachodniej nowoczesności odgrywały: materialistyczne myślenie, moralność chrześcijańska oraz zachodnie struktury polityczne, które w ich mniemaniu na końcu doprowadzić miałyby jedynie do usunięcia tradycyjnego islamskiego stylu życia?". Arabowie nigdy nie zrozumieli, że - patrząc w historycznej perspektywie - nowoczesność to także niekończący się proces wyzwalania się człowieka. Błąd wielu myślicieli arabskich zajmujących się nowoczesnocią polega na tym, dowodzi Al-Azzawi, że próbują oni "interpretować nowoczesność w warunkach islamskich albo wręcz islamizować ją". Prowadzą tym samym walkę, która nigdy nie może być wygrana, szkodząc nie tylko rzeczywistości, ale także religii. 

"Państwo islamskie, w rozumieniu tradycyjnych nauk religijnych, nie istniało nigdy w historii islamu i Arabów, nie istniało nawet w czasach samego Mahometa", który był Prorokiem, a nie monarchą - pisze Al-Azzawi. Ani szyiccy duchowni z Iranu, ani sunniccy radykałowie z Algierii nie wiedzą tak naprawdę, jak powinno wyglądać idealne "państwo islamskie". Dlatego także oni są zmuszeni do przejmowania organizacyjnych form nowoczesnego państwa, wypełniając je jednak inną treścią. Więcej nawet: także "islamscy fundamentaliści są w istocie zafascynowani siłą nowoczesności, ich dylemat polega jednak na tym, że przejmują jego zewnętrzną formę, odrzucając jego treść, jako nie-islamską czy nie-arabską, nie zdając sobie sprawy, że forma - pozbawiona swej rzeczywistej treści albo wypełniona inną treścią - traci swoją funkcję. To naiwne i mgliste wyobrażenie nowoczesności jest największą kulą u nogi w wysiłkach ku odnowieniu społeczeństw arabsko-islamskich". 

Aby zrealizować wizję arabskiej/islamskiej demokracji, islam "musi najpierw uwolnić się z więzów plemiennej kultury nomadów, a Koran musi być postrzegany jako Pismo Święte jednej z wielkich religii świata, a nie wszechstronna wykładnia filozoficzna, naukowa i polityczna". Demokracja w świecie islamskim jest możliwa i pomiędzy islamem a demokracją nie musi istnieć nieusuwalna sprzeczność, gdyż "z jednej strony islam uosabia - w sensie kulturalnym, a nie tylko religijnym - tożsamość narodów arabskich i islamskich; z drugiej jednak strony narody te żyją równocześnie w epoce, w której to demokracja, jako jedyna możliwa forma porządku politycznego opartego na wolności, mogłaby uwolnić islam z jego historycznych więzów". 

Na ile więc ukształtowana w islamskim kręgu kulturowym myśl państwowa dopuszcza demokratyzację w rozumieniu zachodnim? Na to pytanie można usłyszeć różne, wręcz sprzeczne odpowiedzi: z jednej strony, że w islamskiej interpretacji jedynie Bóg, nie człowiek, może być źródłem stanowienia prawa (co przemawia przeciw możliwości pogodzenia nauki islamskiej z wybraną demokratycznie władzą ustawodawczą). Z drugiej jednak strony, w islamie źródłem prawa może być też wspólnota muzułmańska, a ta mogłaby zostać powołana także drogą wyborów. Przy takiej interpretacji nie byłoby więc przeszkód, uniemożliwiających pogodzenie islamu z demokracją. 

Czy to tylko myślenie życzeniowe intelektualistów? 

Opracował WP

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2003

Artykuł pochodzi z dodatku Irak po Husajnie