Reklama

Inne odcienie czarnego protestu

Inne odcienie czarnego protestu

03.10.2016
Czyta się kilka minut
Nawet mając różne zdania w sprawie aborcji, możemy uznać, że polskie kobiety mają dobre powody do strajku. Tyle że „czarny poniedziałek” w ich losie niewiele zmienia.
HAFT „POLKA W RUINIE” MONIKI DROŻYŃSKIEJ / COPY MAJA KUCZMIŃSKA
D

DO WYBORU BYŁY NADRUKI: „czarny protest”, „jestem mężczyzną, bronię praw kobiet”, „nie dla barbarzyństwa wobec kobiet”. T-shirty można zamówić przez internet, za, bagatela, 50 zł, i w ten sposób wyrazić solidarność z protestującymi. Powód „strajku kobiet”: skierowanie przez Sejm do pracy w komisjach projektu ustawy całkowicie zakazującego aborcji, nawet jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu lub zagraża życiu matki. 

W większych miastach zebrali się demonstranci i wykrzyczeli nazwiska posłów, którzy głosowali za ustawą zaostrzającą prawo. Portale społecznościowe pogrążyły się w „żałobie” – wielu użytkowników zamieszczało tam biało-czarne portrety. Powstał teledysk, a w nim szpaler pań z namalowanymi na twarzy znakami wojny. Krystyna Janda opowiedziała o swoich dramatycznych doświadczeniach w ciąży. „Gazeta Wyborcza” dała wolne pracowniczkom na dzień strajku. 

Z PRZESZŁOŚCI ZAPAMIĘTAŁAM „biały marsz”, który odbył się w Krakowie tuż po zamachu na Jana Pawła II. O czarnej biżuterii, zakładanej po powstaniu styczniowym, uczyłam się z podręczników historii. Opornik w swetrach brodaczy, konspirujących w stanie wojennym z moim ojcem, był na porządku dziennym. Te symboliczne gesty podtrzymywały w narodzie ducha, pielęgnowały higienę wspólnotowości, pokazywały, że w opresji człowiek nie zostaje sam jak palec. 

Dla rodzimego „czarnego poniedziałku” wzorcem była jednak akcja importowa: 25 października 1975 r. 90 proc. mieszkanek Islandii nie ruszyło skoro świt do miejsc zatrudnienia, a jeśli były na „etacie” gospodyń domowych, to nie gotowały, nie zmieniały dzieciom pieluch (tu moja wyobraźnia kapituluje), nie latały ze ścierką między półkami, tylko siedziały w fotelu, patrzyły w okno i brały głębokie oddechy. Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania: linie telefoniczne przestały działać, nie ukazały się gazety, odwołano sztuki teatralne, wstrzymano połączenia lotnicze, zamknięto szkoły i żłobki. Więcej: współczynnik zatrudnienia kobiet w dzisiejszej Islandii jest jednym z najwyższych w świecie – a to właśnie w tej sprawie rozkręciło się zamieszanie ponad cztery dekady temu. 

PYTANIE O UDZIAŁ w poniedziałkowym strajku najpierw stawiam na Facebooku. Odpowiadają głównie mieszkanki dużych miast. Magda zamknęła sklep, Anka wypisała wniosek o urlop na uczelni, kolejna Magda ma dyżur na pogotowiu i nie ma kto jej zastąpić, Zośka pojechała na wycieczkę z gimnazjalistami, Jolka, jak zwykle od 20 lat, zjawiła się w przedszkolu, bo „ktoś dziećmi musi się zająć, kiedy inne politykują”, Ola nie poszła do pracy, ale z domowych obowiązków nie zrezygnowała („W wielkim skrócie: bo mam dobrego męża i nie chcę jego kosztem nic załatwiać. I jeszcze coś: jestem praktykującą katoliczką. Głęboko przeciwną aborcji, ale jeszcze mocniej przeciwną narzucaniu innym swojego światopoglądu”). Sporo kobiet napisało, że jest bez pracy, więc nie wie, jak okazać solidarność ze strajkującymi. 

Głos zabierali też mężczyźni. Właściciel dwóch krakowskich księgarni napisał: „Poprosiłem dziewczyny, żeby nie przychodziły w poniedziałek do pracy (oczywiście za ich zgodą)”. Jeden lokal musiał zamknąć, a w drugim sam stanął przy kasie. Magdalena Grzebałkowska wysłała mi komunikat dyrektora Teatru Muzycznego w Gdyni: „Jestem z polskimi kobietami. Wszelkie nieobecności kobiet teatralnych dnia 3 października 2016 r. uważam za usprawiedliwione, a wręcz konieczne. Nie lękajcie się, zajmę się wszystkim. Igor Michalski”. 

Z koleżankami z Podkarpacia rozmawiałam przez telefon. Brygida o „czarnym proteście” dowiedziała się od córek, które mają konto na Facebooku, ale nie wie, o co w nim chodzi: „powiem ci szczerze, Kaśka, wiedzieć nie chcę, są ważniejsze sprawy, muszę kupić węgiel na zimę”. Edyta wie, ale nie weźmie udziału, choć jest przeciwko zaostrzeniu ustawy. Dlaczego? Sama prowadzi rolne gospodarstwo: „Co bym miała robić: nie robić? Oszalałaś?”. Nie pytam Teresy, Magdy, Agi, Elki, bo odpowiedź znam: popierają zaostrzenie ustawy. Na koniec rozmawiam z mamą, już emerytką. „Jestem przeciwna zaostrzeniu ustawy, a jednocześnie jestem pewna, że ten projekt nie przejdzie: to wywoływanie sztucznego zamieszania – odpowiada. – Jestem też za tym, by karać facetów: za przemoc seksualną mają dostawać wysokie wyroki, a w więzieniu pracować na alimenty. A ty idziesz do pracy?”. 

Tak, ja też poszłam do pracy w poniedziałek. Choć jestem radykalnie przeciwna próbie zaostrzenia obecnej ustawy, poprowadziłam zajęcia ze starszymi ludźmi, głównie kobietami: nie miałam sumienia ich odwoływać. 

WIELU ZAANGAŻOWANYM w „czarny protest” nie spodoba się to, co teraz napiszę – trudno się dziwić niskiej frekwencji tej akcji. Frustracja Polek nie zamyka się w wielkomiejskich, inteligenckich gettach, w tym przypadku zawężonych jeszcze do portali społecznościowych. „Bunt mas” powinien objąć prowincję i rodzić się tam, gdzie kobiety stoją pod ekonomiczną kreską: praca je upadla (patrz: imponująca konsekwencja pielęgniarek w walce o godność wykonywania zawodu), a 50 zł, które dziś miałyby wydać na czarny podkoszulek, ma im starczyć na tydzień życia. Zagrożona ciąża, gwałt, aborcja – to dla wielu pojęcia z półki „abstrakcja”, dzwoniące pustymi dźwiękami, przepadające w głuszy bierności, zaniechania i obywatelskiego zobojętnienia. Owszem: tak bardzo by się chciało, byśmy wszystkie – bez względu na wyznanie, wykształcenie, stan bankowego konta – stworzyły wspólny front nie tylko w sytuacjach podbramkowych, kiedy grupa trzymająca władzę toruje sobie drogę do zamachu na czyjąś suwerenność. Ale droga do tego nie wiedzie z naszego Olimpu. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działów: kultura i reportaż.  Absolwentka filmoznawstwa UJ. Współautorka książek „Panorama kina najnowszego. 1980–1995. Leksykon” oraz „Lektury na ekranie, czyli mały leksykon...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wydaje mi się (może się mylę), że problem aborcji to problem - przyjęcia kiedy 'staje się' człowiek. Jeśli przyjmiemy, że od momentu zapłodnienia, wtedy aborcja jest zabójstwem i dylematy moralne znacznie się upraszczają...

Można spytać, gdzie są już dane na ten temat?

Thorgi! A proszę wyobrazić sobie taką sytuację: pańska siostra potrzebuje przeszczepu nerki. MUSI pan (pani?) swojej udzielić do przeszczepu pod groźbą więzienia. Chodzi o życie człowieka. O! Albo pana (pani)serce jest potrzebne do przeszczepu dla brata. Taka akurat weszła ustawa. Wiadomo, każdy raczej chce pomóc bliskim w tak granicznej sytuacji, nawet jak to szkodzi ich zdrowiu lub zyciu. Ale co innego jak sam sie na to decyduje a co innego jak nie ma prawa do takiej decyzji.

Pewnie, ze protest jako taki nic nie da. Ważne, żeby ludzi rozwscieczyc, i żeby ci rozwścieczeni zarazali swoja wsciekloscia innych. Az czara się przeleje i banda lobuzów zapłaci za wszystko

To zarodek, embrion, płód ludzki z potencjalną możliwością rozwoju do pełnopostaciowego człowieczeństwa. Jest kwestią do dyskusji - i niech się tu wypowiadają uczeni, a nie obleśni biskupi, na jaki moment w ustawodawstwie te granice ustalić. Czy jak chciał św. Tomasz na 12. tydzień ciąży dla płci męskiej, 24. dla żeńskiej - a może do osiągnięcia pewnego określonego stopnia ukształtowania systemy nerwowego albo możliwości samodzielnej egzystencji. Ale to lekarze, naukowcy - a nie ta obłudna i hipokryzją zionąca na odległość gromada wszystkowiedzących i pysznych w sutannach, a tym bardziej idąca na ich smyczy sfora politykierów bez cienia empatii, miłości bliźniego czy moralności.

Pan poważnie proponuje tego św. Tomasza? A dlaczego niby płód płci żeńskiej ma być traktowany gorzej od płodu płci męskiej?? To oczywiście wpisuje się w szereg innych malowniczych wypowiedzi szacownych ojców kościoła o kobietach: http://mateusz.pl/pow/011132.htm Ech….

Po pierwsze to chyba jedyny autorytet który trafia do fanatyków religijnych, dla nich każdy biskup czy "święty" jest nieomylny, zatem niech kombinują dlaczego tak jawnie wbrew nauce, logice i własnemu świętemu wpierają, że zarodek to człowiek. Po drugie, a dlaczego niby gorzej traktowany? to oczywiste, że tak szlachetne i wspaniałe istoty jak kobiety powstają dłużej niż prymitywni mężczyźni ;P

Ten człowiek bredził na potęgę, na tych bredniach kościół zbudował olbrzymie gmaszysko tak zwanego tomizmu, zabarykadował się w nim (szczególnie polski krk) i popycha te Tomaszowe halucynacje od wieków, także do naszych i naszych dzieci głów. Polecam lekturę, choć założę się, że więcej niż dwa - trzy akapity Sz. P. nie zmoże, bo albo zaśnie, albo pęknie ze śmiechu. +++ Na przykład to arcydzieło ludzkiej głupoty natchnionej działaniem Ducha Świętego: https://jozefbizon.wordpress.com/2013/07/28/sw-tomasz-z-akwinu-suma-teologiczna-przeklad-na-jezyk-polski-w-pdf/

Nie ma mózgu nie ma człowieka, ukształtowanie mózgu jest logiczną granicą początku bycia człowiekiem. Do biskupów i ich akolitów to jednak nie trafi, oni nie lubią jak "wierni" używają tego organu, woleliby żeby to nie istniało, woleliby, żeby człowiek miał tylko szczątkowy zwój który by służył, żeby człowiek rzucał na tacę, nie zastanawiał się i nie śmiecił w kościele.

-brak pełni miłości ofiarnej i zaufania w dobro dający zdolność do życiowego heroizmu-z jednej strony oraz -autorytarny nakaz wykluczający wolny wybór ofiarnej miłości i dobra, a więc samą istotę daru macierzyństwa-ze strony drugiej

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili ....

Wczoraj rozglądałem się po mojej okolicy. U mnie w pracy protestujących 0. W okolicznych sklepach wszystko bez zmian. Byłem akurat w dwóch przychodniach, wcale nie brakowało personelu lekarskiego, pielęgniarki te co zawsze. Jedynie u żony w pracy jedna kobieta nie przyszła, a jedna była na czarno (na kilkanaście pracowniczek). Szacowana skuteczność protestu (wg mojego subiektywnego oglądu): mniej niż 1% Polek. Może dlatego, że wydźwięk tworzony przez organizatorów był jednak dużo bardziej radykalny niż sądzi większość Polek? Może istniejący kompromis jest jednak dobry?

To może proszę zadać sobie trochę trudu, poczytać, pooglądać, posłuchać i wtedy się wyrażać o liczebności i skuteczności. Można to traktować jako zabawę - jak nasz przeświatły Pan Minister od MSZ, ale nie można mówić, że nic się nie działo, tylko dlatego, że w biernym środowisku obraca się Szanowny Pan. Podziwiam upór Kobiet, tych które bez względu na paskudną pogodę, poszły pokazać co myślą o przemądrzałych.

Jestem dumna z polskich kobiet, nawet jeśli manifestacje w niektórych regionach nie były widoczne, czy kobiety nie były ubrane na czarno. Jako praktykująca katoliczka jestem pewna, że Bóg nie jest ani katem ani fanatykiem. I nie chce cierpienia żadnej kobiety. A podejrzewam, że ludzie wybrani do "prowadzenia" polskiego kościoła katolickiego podążają drogą dziwnie wytyczoną, która z ewangelizacją i wiarą katolicką ma niewiele wspólnego. Mierny poziom. Zamiast otoczyć miłością i zrozumieniem, wspaniałomyślnością - grożenie wyklęciem i diabłem.

Właśnie wypowiedział się jeden taki wybrany do "prowadzenia". Hoser mu dali na nazwisko. Ręce opadają i nawet dyskutować się nie chce. To pan Waszczykowski prezentuje jednak "Wyższy" poziom. :)

Do całej tej emocjonalnej kakofoni największą dozę rozsądku wnosi matka Autorki - "już emerytka". I to nie bez kwantów sarkazmu. "...A ty idziesz do pracy?” - Ja tak, ale popieram tych, którzy nie idą - bałamuci machiawellicznie Pani redaktor. Cóż, do pewnych refleksji i odkryć trzeba po prostu dojrzeć. Jedni dochodzą do nich prędzej inni nigdy. Szkoda.

Pan się mylisz. Też nie uczestniczyłem w proteście, ponieważ spędziłem cały dzień towarzysząc 90-letniej samotnej osobie. Dojrzałość właśnie na tym polega - na umiejętności wyboru jednej spośród ważnych rzeczy, gdy nie można inaczej. Natomiast trzeźwy osąd sytuacji przedstawiony na końcu artykułu nie ma znamion emocjonalnej kakofonii.

O ile dobrze pamiętam, jakiś czas temu PiS pouczał demokracje zachodnie, że Polki wywalczyły sobie prawo wyborcze dużo wcześniej niż ich panie. Teraz ta sama formacja lekceważy protesty kobiet, że marginalne, zabawa i przebieranki. Proponuję na coś się w końcu zdecydować, bo homo_homini zarzuci emocjonalną kakofonię :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]