Indyjski lotnik

Zestrzelony nad pakistańską częścią Kaszmiru i wzięty do niewoli przez Pakistańczyków pilot stał się głównym bohaterem najnowszej z wojen i sąsiedzkich potyczek między Indiami i Pakistanem. Wygląda...

Reklama

Indyjski lotnik

Indyjski lotnik

w cyklu STRONA ŚWIATA
02.03.2019
Czyta się kilka minut
Zestrzelony nad pakistańską częścią Kaszmiru i wzięty do niewoli przez Pakistańczyków pilot stał się głównym bohaterem najnowszej z wojen i sąsiedzkich potyczek między Indiami i Pakistanem. Wygląda też na to, że jego uwolnienie zakończy całą awanturę.
Indyjskie siły bezpieczeństwa ze zdjęciem pilota Abhinandana Varthamana podczas uroczystości modlitewnej w intencji jego powrotu, Ćennaj, 1 marca 2019 r. / FOT. ARUN SANKAR/AFP/East News
W

W piątkowy wieczór pilot Abhinandan Varthaman został wypuszczony z pakistańskiej niewoli i przekazany przedstawicielom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Tego samego dnia, w towarzystwie indyjskich dyplomatów, pieszo przekroczył indyjsko-pakistańską granicę rozdzielającą pendżabskie wioski Wagah (Pakistan) i Attari (Indie). Po indyjskiej stronie witały go tłumy ludzi, którzy od świtu zjeżdżali tu z całych Indii, by złożyć hołd lotnikowi, który choć pokonany w walce przez przeciwnika, został uznany za narodowego bohatera.

W środę, dwudziestego siódmego lutego, 35-letni pułkownik Abhinandan, dowódca lotniczego dywizjonu, wsiadł do kabiny swojego myśliwca MiG-21, by wziąć udział w wojnie, do której  przygotowywał się przez całą, 16-letnią wojskową służbę. Dzień wcześniej, we wtorek, indyjskie lotnictwo dokonało odwetowych ataków na terytorium Pakistanu, oskarżanego przez władze Indii o to, że pomaga i opiekuje się terrorystami, którzy w połowie lutego dokonali zamachu na indyjską kolumnę wojskową w Kaszmirze. Zginęło ponad 40 żołnierzy, a do ataku przyznała się Armia Mahometa, której przywódca jest Pakistańczykiem i przebywa na pakistańskim terytorium.


CZYTAJ TAKŻE

NAJGORSZY TERRORYSTA ŚWIATA: Sąsiedzi Pakistanu, najważniejszego do niedawna – i ważnego wciąż – sprzymierzeńca Ameryki w południowej Azji, twierdzą, że to on jest najgorszym terrorystą na świecie. A nie, jak twierdzi Donald Trump, ajatollahowie z Teheranu.


W odpowiedzi na wtorkowe indyjskie naloty, w środę, w powietrze wzbiły się pakistańskie F-16, by zaatakować Indie. (Nawiasem mówiąc, Islamabad może mieć z tego powodu jeszcze sporo kłopotów. Amerykanie, którzy zarzucają Pakistańczykom nielojalność w wojnie z afgańskimi talibami, zgodzili się sprzedać im samoloty F-16 pod warunkiem jednak, że będą one wykorzystywane wyłącznie do walki z dżihadystami). Do walki z nimi ruszyli Hindusi, a wśród nich pułkownik Abhinandan.

Chrzest bojowy nad Kaszmirem

Powietrzne walki i służba w lotnictwie stały się tradycją w jego tamilskiej rodzinie z Madrasu (dziś nosi nazwę Chennai). W II wojnie światowej walczył jego dziadek, a ojciec Simhakutty dosłużył się szarży marszałka lotnictwa i garści medali. Dwa lata temu, już na emeryturze, służył poradami jako konsultant przy produkcji filmu fabularnego opowiadającego o losach indyjskiego pilota zestrzelonego nad terytorium Pakistanu.

Swój bojowy chrzest lotnik Abhinandan przeszedł na kaszmirskim niebie, nad himalajską krainą, do której pretensje roszczą zarówno Indie, jak i Pakistan. W powietrznym pojedynku udział wzięły po cztery samoloty z pakistańskiej i indyjskiej strony. Hindusi twierdzą, że strącili jeden z pakistańskich samolotów. Trafiona została też jednak maszyna Abhinandana i runęła w płomieniach na ziemię. Pilot wyskoczył ze spadochronem.


PODKAST POWSZECHNY: W indyjskim Kaszmirze i irańskim Beludżystanie dochodzi do zamachów terrorystycznych, o których organizację oba państwa oskarżają pakistański wywiad. Właśnie doszło do indyjskiego odwetu. Co to znaczy, co ma wspólnego z konfliktem bliskowschodnim - i z Polską? 


„Wszystko widziałem, walkę samolotów i jak spadał na spadochronie z wymalowaną indyjską flagą” – opowiadał dziennikarzowi BBC 58-letni Mohammed Razzak Chaudhry z wioski Horran, leżącej po pakistańskiej stronie Linii Kontrolnej, rozdzielającej Kaszmir na części pakistańską i indyjską. – „Obliczyłem sobie, że musiał spaść nie dalej niż kilometr od mojego obejścia.”

Widzieli to także jego sąsiedzi i wszyscy razem pobiegli na miejsce wypadku. Kiedy Mohammed Razzak Chaudhry dotarł na miejsce, młodzi, którzy przybiegli szybciej, otaczali już indyjskiego lotnika. Ten nie miał pojęcia gdzie wylądował i pytał w języku hindi czy to Indie czy Pakistan. Któryś z młodych powiedział mu, że jest w Indiach. Lotnik uradował się i zaczął wznosić patriotyczne okrzyki. Dopiero wtedy otaczający go mieszkańcy zawołali: „Pakistan zindabad!” („Niech żyje Pakistan!”).

Zorientowawszy się, że znalazł się wśród wrogów, na terytorium nieprzyjaciela, lotnik rzucił się do ucieczki. Wyciągnął pistolet i strzelał w powietrze żeby odstraszyć ścigających go Kaszmirczyków. „Uciekał tak może z pół kilometra, aż w końcu zatrzymał się pośrodku strumienia i zrozumiał, że nie ma szans. W jednej ręce trzymał pistolet i mierzył do tych, którzy do ścigali, a drugą wyciągnął z kieszeni munduru jakieś dokumenty i mapy. Darł je na strzępy, wrzucał do wody, a część papierów próbował nawet połknąć” – opowiadał Chaudhry. – „Wtedy nasi zaczęli rzucać w niego kamieniami. Jednego z naszych trafił kulą w nogę więc byli na niego wściekli i mocno go poturbowali zanim przyjechali żołnierze”. 

Sześciu pakistańskich żołnierzy przejęło jeńca i odwiozło go do sztabu w Muzaffarabadzie. Jeszcze tego samego dnia w internecie można było obejrzeć nakręcone telefonami komórkowymi filmy, przedstawiające jak lotnik dostał się do niewoli oraz jego pierwsze przesłuchania.

Na pierwszych filmach, ze śladami pobicia na zalanej krwią twarzy, indyjski lotnik mówi, że jest ranny i prosi o wodę. Na kolejnych nagraniach, obmyty i spokojny przedstawia się z nazwiska i podaje swój stopień wojskowy. Na pozostałe pytania uprzejmie odmawia odpowiedzi, powtarzając: nie wolno mi tego mówić. Na trzecim nagraniu mówi zaś: „Chciałbym to jasno oświadczyć i zapewniam, że nie zmienię zdania po powrocie do mojego kraju. Pakistańscy wojskowi traktują mnie bardzo dobrze. To prawdziwi dżentelmeni. A herbatę mają znakomitą!”.

Bohater i politycy

Nie skończył się dzień, w którym został zestrzelony, pokonany i wzięty do niewoli, a lotnik Abhinandan stał się w Indiach bohaterem narodowym. W internecie, w gazetach i telewizjach ludzie wyrażali współczucie dla niego i jego rodziny, podziwiali odwagę i godność pilota, domagali się, by rząd zrobił wszystko, by go wyciągnąć z niewoli. Swoją godną postawą w niewoli Hindus zdobył sobie uznanie nawet wśród Pakistańczyków. Fatima Bhutto, pisarka, wnuczka byłego premiera Zulfikara Alego Bhutto, założyciela dynastii i bratanica Benazir Bhutto, wezwała władze w Islamabadzie, by uwolniły jeńca w geście dobrej woli. W czwartek obiecał to sam premier Pakistanu Imran Khan.

„Mamy indyjskiego pilota, ale uwolnimy go już jutro na dowód, że pragniemy pokoju” – powiedział w parlamencie Imran Khan. – „Nie będzie to z naszej strony pierwszy krok w kierunku rozmów. Wczoraj próbowałem się dodzwonić do Narendry Modiego, żeby mu o tym powiedzieć. Chciałem mu powiedzieć, że nie chcemy żadnej eskalacji konfliktu między nami”.


ZOBACZ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Indyjscy urzędnicy potwierdzili, że Pakistańczyk dzwonił, ale indyjski premier Modi postanowił nie odbierać telefonu. Zapowiedzieli też, że Modi nie będzie rozmawiał z Pakistańczykami dopóki nie przekona się, że rzeczywiście będą walczyć z terroryzmem, a nie tylko rzucać piękne słowa na wiatr. Indie od lat oskarżają Islamabad o wspieranie muzułmańskich partyzantów w Kaszmirze, którzy walczą o przyłączenie tego kraju do Indii. Przyznając w 1947 roku niepodległość swoim indyjskim koloniom, Wielka Brytania postanowiła wydzielić z nich wcześniej państwo dla muzułmanów, Pakistan. Spodziewano się, że zamieszkany w większości przez muzułmanów Kaszmir wejdzie w skład Pakistanu, ale kaszmirski maharadża, sikh, zgłosił akces do Indii. Spór o Kaszmir doprowadził już między Indiami i Pakistanem do dwóch, regularnych granicznych wojen i kilkunastu pomniejszych potyczek, z których każda groziła wojną z użyciem bomb atomowych (szacuje się, że każde z państw posiada co najmniej po sto głowic atomowych).

Obietnicę Pakistańczyków, że wypuszczą z niewoli lotnika Abhinandana, indyjscy przywódcy i wojskowi powitali z zadowoleniem, ale podkreślili, że nie będą tego traktować za wstęp do politycznych targów, ani ugodę. A dobrze traktując jeńca, Pakistańczycy nie robili mu żadnej łaski, a jedynie dotrzymywali zobowiązań, wynikających z konwencji genewskich. Hindusi zapowiedzieli, że miarka się przebrała i że tym razem nie odpuszczą Pakistanowi, dopóki nie przestanie udzielać kaszmirskim rebeliantom schronienia i pomocy, a także wspierać wszelkiej maści dżihadystów, byle tylko szkodzili Indiom.

Niewola i uwolnienie lotnika Abhinandana wyciszyło jednak wojenne werble, jakie od wtorku grzmiały w stolicach obu zwaśnionych państw. Mszcząc się za zamach w Kaszmirze, indyjskie lotnictwo po raz pierwszy od prawie pięćdziesięciu lat zaatakowało terytorium Pakistanu, miasteczko Balakot w prowincji Chajbersko-Pasztuńskiej (w ostatnich latach ograniczano się do ataków na ziemie położone w którejś z części spornego Kaszmiru). Nazajutrz doszło do powietrznych bitew nad Kaszmirem, a w czwartek oba państwa zaczęły przerzucać nad dzielącą je granicę dodatkowe wojska. W piątek, dzień uwolnienia lotnika, napięcie, które iskrzyło między Pakistanem a Indiami znacznie spadło, a na kaszmirskim froncie grzmiały tylko działa, a i to sporadycznie. Żadna z armii nie poniosła strat. Od wybuchów armatnich pocisków zginęło znów, po obu stronach granicy, kilku kaszmirskich mieszkańców wiosek, ale na tego rodzaju incydenty od dawna nikt już nie zwraca uwagi ani w Delhi, ani w Islamabadzie (od 1989 roku, gdy w indyjskim Kaszmirze wybuchło zbrojne powstanie, zginęło tam już ponad 70 tysięcy ludzi).

Gra na wybory

Uwolnienie lotnika z pakistańskiej niewoli indyjski rząd premiera Modiego próbował przypisać sobie za wielki sukces, a powietrzne ataki na Pakistan za dowód stanowczości i przykład, jak powinien postępować prawdziwy mąż stanu. Za dwa miesiące rządzącego od 2014 roku Modiego czekają nowe wybory. Do niedawna uważano go za murowanego faworyta, ale ostatnio notowania premiera poszły bardzo w dół. Przed wyborami nie może sobie pozwolić na najmniejszy błąd, jakąkolwiek porażkę. Początkowo wydawało się, że nowy konflikt z Pakistan i patriotycznie wzmożenie Hindusów umocnią jego pozycję i władzę i ułatwią wygraną jego Indyjskiej Partii Ludowej, odwołującej się do hinduskiego nacjonalizmu.

Indyjska opozycja, która przed wyborami jednoczy się w zgodne przymierze, a pod koniec roku wygrała trzy ważne wybory stanowe, uważane za próbę generalną przed wyborami krajowymi, zaczęła jednak kwestionować politykę Modiego także w przypadku konfliktu z Pakistanem. Mamata Banerjee z Zachodniego Bengalu, w której wielu widzi już dziś nową premier Indii, zarzuciła Modiemu fałszowanie i zatajanie prawdziwych informacji i przebieg trzydniowej (póki co) wojny. Jej pierwszego dnia indyjskie władze ogłosiły, że zbombardowały obozy kaszmirskich partyzantów i zabiły ich prawie pół tysiąca. Pakistan wszystkiemu zaprzeczył. Przysięgał, że w indyjskich nalotach ranny został pewien chłop, a poza tym, bomby i rakiety nie wyrządziły żadnych szkód, ani strat. Na dowód Pakistańczycy pokazywali zdjęcia i filmy. Hindusi żadnych dowodów na poparcie swoich racji nie przedstawili. „Cośmy chcieli zniszczyć, tośmy zniszczyli” – powiedział krótko dowódca lotnictwa. Upierali się też, że nie żaden z ich samolotów nie został strącony. Zmienili zdanie dopiero gdy Pakistańczycy pokazali w telewizji lotnika Abhinandana w niewoli. „Jak to więc jest naprawdę?” – pyta w imieniu opozycji Mamata Banerjee. 

Modi, który podczas pierwszych dni konfliktu milczał, w czwartek, na partyjnym wiecu, wzywał rodaków do jedności w obliczu zagrożenia i wspólnego wroga, a jego „prawa ręka”, przewodniczący partii Amit Shah odpowiedział opozycji, że „sama musi się zdecydować wierzyć czy nie w słowa indyjskiego wojska”. „Ci co nie wierzą, stawiają się po stronie Pakistanu” – podkreślił.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]