I ty zostaniesz profesorem

1W prasie trwa od jakiegoś czasu dyskusja o reformie szkolnictwa wyższego. Ci, którzy nie są wyznawcami kultu teraźniejszości, pamiętają zapewne, że jest to kolejna dyskusja o kolejnym projekcie wspominanej reformy. Od poprzednich różni się ona tym zwłaszcza, że firmuje ją swoim nazwiskiem aktualna pani minister.
Czyta się kilka minut

Wydawało mi się niegdyś, że naukowe stopnie i tytuły zajmują tylko tych, którzy pokonują kolejne szczeble uniwersyteckiej kariery. A dzisiaj? Dzisiaj każdy publicysta daje mi do zrozumienia, że zna wszystkie słabe strony habilitacji i gotów jest udowodnić wyższość angielskiego (francuskiego, niemieckiego, amerykańskiego) modelu kariery naukowej nad modelem polskim. W dodatku: jakże lekko mówi ów publicysta o "korporacyjnym egoizmie" doktorów habilitowanych albo wygłasza sąd: "nieważna habilitacja, ważne konkursy"... Pozazdrościć pewności siebie.

Wydawało mi się, że budowanie i podtrzymywanie naukowego prestiżu uczelni to rzecz skomplikowana, zależna od wielu czynników (wśród których jest także system finansowania nauki). A teraz? A teraz ten czy ów dziennikarz wie, że wystarczy wziąć do ręki komórkę, porozmawiać chwilę i już wiadomo, "jak to wygląda w Cambridge". Jakież to proste; że też nikt na to nie wpadł.

Uczono mnie niegdyś, że warto przebyć drogę, na której końcu znajduje się tytuł naukowy profesora. Przebyłem tę drogę. I cóż? I czytam w tej albo innej gazecie artykuły, w których słowo "profesor" brzmi niemal jak obelga. Nie sądzę, by była to tylko kwestia przeczulenia.

Szkolnictwo wyższe w Polsce powinno zostać przekształcone i ulepszone, nikt nie przeczy. Wątpliwe jest tylko, czy da się to wykonać przy pomocy tak prostych zabiegów, jak te, które proponuje aktualna pani minister.

Młodym, zdolnym ludziom, którzy decydują się dzisiaj na karierę naukową, mogę powiedzieć tyle: nie spodziewajcie się łatwego życia, spodziewajcie się trudności. Jeśli będziecie wytrwali, otrzymacie kiedyś tytuł profesora. Obyście nie usłyszeli chwilę później słów: "profesorów już nie potrzebujemy".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2008