Herkulesów ośmiu

"Herkules" Vivaldiego pisany był dla najlepszych śpiewaków epoki i takich wymaga też dzisiaj.
Czyta się kilka minut

Dzieło operowe na koncertowej estradzie - bez sceny, bez akcji - musi zamienić się w zestaw wokalnych "numerów". Zwłaszcza gdy jest to opera barokowa, z nich właśnie zbudowana - a każdy kwitowany jest na dodatek oddzielnymi brawami. "Herkules nad Termodontem" Vivaldiego w Filharmonii Krakowskiej, choć barwnie i wartko grany przez zespół L’Europa Galante Fabia Biondiego, nie okazał się więc imaginacyjnym spektaklem muzycznego teatru. A jednak był oszałamiający.

Wprawdzie muzyka znakomicie ilustruje uczucia bohaterów, a i śpiewacy nie pozwalali o nich zapomnieć, jednak niewiele ostało się ze zmiksowanych przez librecistę dziejów wypraw do Amazonek Herkulesa (który ma tutaj zdobyć nie przepaskę Hipolity, lecz miecz Antiope) i Tezeusza (który miast porwać Antiope, zakochuje się ze wzajemnością w Hipolicie i daje się wziąć do niewoli). Publiczność - tak dzisiejsza, jak rzymska w roku 1723 (historię utworu przypomniał Daniel Cichy w poprzednim numerze "TP") - przyszła jednak nie dla mitologii, lecz dla emocji ujętych w wokalne popisy. Vivaldi wiedział, że musi ją olśnić i zrobił to. Nie ma tu partii łatwiejszych, we wszystkich ośmiu niebotycznie piętrzą się ozdobniki, a prawdziwie perfidne skoki między najwyższymi i najniższymi rejestrami zapierają dech - tym razem tylko słuchaczom, nie wykonawcom. "Herkules" pisany był bowiem dla najlepszych śpiewaków swojej epoki i takich wymaga również dzisiaj. Dzięki nim właśnie przestało mieć znaczenie, że dzieła nie oglądamy na scenie, ale słuchamy na estradzie.

Gdy Antiope (Vivica Genaux) przestrzega córkę przed niebezpiecznymi powabami mężczyzn, następnie na fale wzburzone przez Herkulesa (świetny, dramatyczny Carlo Vincenzo Allemano) w nieco ironicznie sielskiej arii o nieuleganiu miłości leje oliwę Alcest (niezrównany kontratenor Philippe Jaroussky, którego śpiew ma naturalność mowy), wreszcie odzywa się głęboki alt Tezeusza (Romina Basso - po trzykroć wspaniała!) - jasne staje się, że wieczór będzie wokalną orgią. I dopiero wówczas występuje Hipolita, czarodziejka Maria Grazia Schiavo, która będzie trwożyć w ariach marsowych i uwodzić w lirycznych, kreując najbogatszą, podejmującą najtrudniejsze decyzje postać opery. Kolejne dwie i pół godziny przelatują na skrzydłach niewyobrażalnej wokalnej wirtuozerii. Nie można tu nie wymienić pozostałych solistów: Emanueli Galli (Orejtyja - Orizia), Stefanie Irányi (Martezja) i Filippa Adamiego (Telamon).

A jednak, mimo całego splendoru, pozostaje jeszcze jeden krok do zrobienia. Skoro śpiewacy tak doskonale opanowali technikę, czas znowu przypomnieć o melodii. To szczególna umiejętność - wyrysować ją w natłoku ornamentów, których realizacja ma prawo pochłonąć całą uwagę. Jeżeli Maria Grazia znowu rozkochała w sobie krakowską publiczność - to nie tylko właściwą dla siebie przemianą kobiety w śpiewającą boginię, ale i naturalnością, z jaką wśród niebotycznych trudności wiedzie nić melodii. To nić Ariadny do głębi geniusza muzyki baroku.

Antonio Vivaldi, "Herkules nad Termodontem", Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, 23 stycznia 2009 r., inauguracja cyklu Opera Rara: www.operarara.pl

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009