Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Handel zły, zakaz jeszcze gorszy

Handel zły, zakaz jeszcze gorszy

28.08.2017
Czyta się kilka minut
Wraca temat handlu w niedzielę. Według mnie jest to jednak klasyczny przykład postawienia ważnego pytania (o świętowanie) i dania na nie bezsensownej odpowiedzi (zakaz).
B

Bo czy można „zakazać otwierania sklepów w niedzielę”? Kupiec musi otworzyć sklep, gdy żądają tego klienci. Musi tak samo, jak rolnik musi zebrać plony, gdy dojrzeją, a żeglarz postawić żagle, gdy zawieje odpowiedni wiatr. Gdy mu zakażemy, znajdzie sposób na obejście zakazu albo zbankrutuje. Klient jest w swojej decyzji wolny, sprzedawca nie. Jeżeli więc nie chcemy niedzielnego handlu (ja zdecydowanie nie chcę), znajdźmy sposób wpłynięcia na klientów. Co, oczywiście, będzie dużo trudniejsze. I jest zadaniem dla ludzi kultury i Kościoła, a nie dla polityków i policji.

Kościół ma tu silny argument – przykazanie „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Ale możemy i powinniśmy przekonywać także niewierzących. Są dni powszednie i dni specjalne, świąteczne. „Święcić” to oczywiście uczcić Boga, ale także „świętować” – uczynić czas świąteczny innym od czasu powszedniego. A to jest ważne również dla niewierzących. Bo bez tego nie ma kultury, nie ma ludzkiej wspólnoty, czas się znijacza, robi się nudno.

Czynności powszednie służą zaspokojeniu materialnych potrzeb i wypełnieniu podstawowych obowiązków; są powtarzalne, typowe, codzienne, rozsądne; mogą (oczywiście nie muszą) być nużące, męczące. Jeżeli sprawiają nam radość i rozwijają, to znakomicie, ale zasadniczo zajmujemy się nimi z potrzeby, nie z wyboru. To przede wszystkim praca zawodowa, ale też załatwianie spraw w urzędach, prace domowe... w tym zakupy.

Czynności świąteczne zaspokajają potrzeby wyższe – duchowe, umysłowe, estetyczne; sprawiają radość, budują wspólnotę. Świąteczne jest to, na co nie możemy sobie pozwolić na co dzień. Niekiedy mają w sobie nutę szaleństwa, nadmiaru, rozrzutności. Nie nużą; nawet jeśli męczą fizycznie, dają uczucie odnowy.

Coś, co dla jednego jest powszednie, dla innego może być świąteczne. Dla większości z nas wyjście do teatru jest świąteczne; dla krytyka żyjącego z pisania recenzji to codzienność. Jednak niektóre czynności są tak silnie osadzone w powszedniości, tak banalne, materialne, że nie da się ich uznać za świąteczne. Mogę uwierzyć, że ktoś lubi zmywać albo pastować podłogi, ale nie uwierzę, że da mu to wytchnienie lub wzbogaci duchowo.

Kupowanie może być elementem świętowania. Idziemy z wizytą, kupujemy kwiaty. Fundujemy dzieciom lody. Na lokalnym festynie nabywamy wyrób miejscowego artysty – to wszystko jest jak najbardziej świąteczne. Wychodzi poza codzienne potrzeby, w pewnym sensie jest zbędne, a jednocześnie jest elementem czegoś ważniejszego. Inaczej jest z kupowaniem mleka i bułek, wybieraniem ciuchów czy mebli; to sprawy konieczne, materialne, przewidywalne. Nie wierzę, że zakupy w centrum handlowym to „znakomita, rodzinna rozrywka”. Dzieci, porzucane na długie godziny w punktach opieki lub ryczące z nudów w sklepowych wózkach, miałyby tu coś do powiedzenia. Tzw. shopping nie buduje wspólnoty, tylko zaspokaja i/lub rozbudza żądzę posiadania. Podnoszenie tego do rangi duchowego przeżycia to rozpaczliwa dewaluacja kultury.

Drugi temat to prawo sprzedawców do świętowania. Tu są wytaczane kontrargumenty: sprzedawca może dostać wolne innego dnia; dla sprzedawcy praca w niedzielę bywa jedyną szansą na pracę – inaczej będzie bezrobotny; wielu ludzi przecież pracuje w niedzielę.

Argumenty te tylko z pozoru są słuszne. Święto jest zjawiskiem społecznym. Cała społeczność powinna je obchodzić wspólnie, a wolność od pracy jest podstawą świętowania.

Jednak rzeczywiście istnieją zawody, w które praca świąteczna jest niejako wpisana.

Po pierwsze to zawody służby, np. lekarzy czy policjantów. Nie można na niedzielę zamknąć szpitala, nie mogą stanąć tramwaje. Czy zawód sprzedawcy można uznać za służbę? Częściowo tak. Jakiś dyżurny sklep czynny non stop jest w mieście potrzebny. Ale nie przesadzajmy, konieczna służba obejmuje minimalny procent zatrudnionych w tym zawodzie.

Po drugie, istnieje grupa zawodów związanych bezpośrednio ze świętowaniem. Chociażby ksiądz – najciężej pracuje właśnie w niedzielę. Aktor w teatrze, bileter w muzeum, kelner, choć nie odpoczywają, nie są z ogólnego świętowania wykluczeni: biorą w nim udział przez pracę na rzecz świętujących. Należą do tej grupy sprzedawcy w kwiaciarniach, ciastkarniach, kioskach parafialnych. Ale w spożywczakach? Nie! Ich praca ma charakter powszedni.

Z tych przykładów wynika jednak, że całkowity zakaz handlu byłby nieuzasadniony. A częściowy będzie nieskuteczny, bo wyjątki lubią się rozrastać. Jeśli nie zmniejszy się popyt, uprzywilejowane sklepy rozszerzą działalność, np. kwiaciarnia zacznie sprzedawać bułki. Regulacje prawne wprowadzane na siłę to droga donikąd. Dopiero gdy nie będzie chętnych do świątecznych zakupów, będzie można nakazem zamknąć sklepy w niedzielę. Tylko że nakaz nie będzie już potrzebny.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Podpisuję się pod tym artykułem. Lepiej nie potrafiłabym argumentować.

W niedzielę otwieram na 4 godziny (normalnie jest 12). Ludzie robią świąteczne zakupy, czyli piwo i wódka, no czasem coś drobnego dla dziecka czy żony. Dojrzewam, żeby ogłosić niedzielę wolną na mojej wsi. To by wyszło na dobre mnie, ale i klientom. Brak dostępu do używki, może zwrócenie uwagi na dziecko, może kościół, albo większy spacer. Dobrze napisane, że tylko służba powinna mieć dyżur. Wynik finansowy tego dnia u mnie żaden.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]