Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gwałt w balonie

Gwałt w balonie

24.09.2012
Czyta się kilka minut
Pisałem już o tym, że mój entuzjazm dla „Lalki” jest bezgraniczny. A teraz odnalazłem w sobie jeszcze jedno związane z tą powieścią wspomnienie.
B

Było to w czasach, gdy przez chwilę czułem się Wokulskim. Trudno kryć, że w roli Izabeli obsadzałem wtedy Ukochaną, przy czym albo się – szczęśliwie – myliłem, albo szpilkę udało się wyjąć... W tym więc nastroju pojechałem pewnego dnia do Paryża; nie w interesach, ale żeby jakoś wrócić do równowagi psychicznej, nabrać dystansu itp. A tam, snując się po ulicach, natknąłem się na plakat informujący, że w Parku Citroën odbywają się... loty balonem na uwięzi.

Każdy miłośnik „Lalki” mnie zrozumie: ja, samozwańczy Wokulski, po prostu musiałem polecieć w Paryżu balonem. Udałem się więc do Parku Citroën, ale był akurat dzień zbyt wietrzny. Trudno, myślę sobie, skoro już tu jestem, to zapytam przynajmniej, czy w ogóle mnie na tę rozrywkę stać.

W tym momencie muszę zrobić dygresję o mojej francuszczyźnie. Część rodziny Ukochanej to właściwie native-speakerzy francuskiego, więc będę bardzo ważył słowa. A zatem: tak, mówię po francusku. Okropnie, ale mówię. Twarze Francuzów wykręca ból, kiedy otwieram usta, włos im siwieje, że coś podobnego można wyczyniać z językiem Montaigne’a, Voltaire’a i Edith Piaf, ale mnie rozumieją. Tyle że przy takich, zaledwie dostatecznych umiejętnościach komunikacyjnych, ważna jest wprawa. A ja pojechałem wtedy do Paryża po chyba 10 latach braku francuskich kontaktów. Toteż początkowo nosiłem ze sobą mały słownik polsko-francuski. Ale jedna rozmówka na ulicy, druga, zamówienie dania w bistrot, dopytanie się przewodnika o coś w moim ukochanym Musée Marmottan – i nabrałem pewności siebie. Dlatego do Parku Citroën pojechałem bez pomocy naukowych.

No więc podchodzę do kasy tego balonu na uwięzi, uziemionego akurat przez silny wiatr, i mówię, że chcę polecieć balonem, pytam, ile lot trwa i ile kosztuje... Słyszę odpowiedzi, a zarazem orientuję się, że dzieje się coś dziwnego. Czarnoskóry Francuz w kasie informuje mnie jak należy, a zarazem widać, że ma nieziemską zabawę. Wypowiadam zdania coraz wolniej, zastanawiając się, o co chodzi: ale tamten mnie najwyraźniej rozumie, więc chyba błędu nie popełniam. Tyle że, bestia, umiera od powstrzymywanego śmiechu.

Żegnam się grzecznie, obiecując sobie w duchu, że przyjdę nazajutrz. Idę do metra – i tu nagle olśnienie. Takie, że tylko rzucić się pod nadjeżdżający pociąg, by zatrzeć kilka minionych minut życia. Otóż wszystko mówiłem jak należy, z drobnym wyjątkiem: zamiast użyć czasownika voler, lecieć, i pytać, ile kosztuje un vol, lot, konsekwentnie deklarowałem, że mam ochotę violer, gwałcić, i pytałem, ile trwa i ile kosztuje un viol, gwałt na balonie (w balonie? z użyciem balonu?).

***

Co uświadomiwszy sobie, zrezygnowałem z pokazywania się w Parku Citroën i w jego najbliższej okolicy, nie sprawdziłem zatem, czy jak Wokulski nie miałbym ochoty skoczyć z gondoli, żaden łowca desperatów nie zaproponował mi pracy nad metalem lżejszym od powietrza i w ogóle moje życie potoczyło się od tego momentu (na szczęście, jak mniemam) całkowicie innym torem... 

JERZY SOSNOWSKI (ur. 1962) jest pisarzem, historykiem literatury, dziennikarzem Programu III Polskiego Radia, laureatem m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich. Ostatnio opublikował m.in. powieść „Instalacja Idziego” oraz zbiór esejów „Czekanie cudu”. Powyższa wypowiedź jest zmienioną wersją wpisu z jego bloga, publikowanego na stronie: www.jerzysosnowski.pl

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]