Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gra z bólem

Gra z bólem

17.07.2012
Czyta się kilka minut
Dzieci dzielono na trzy grupy. Trzecią była ta, w której nikt nie chciał uczestniczyć: ludność napadniętej wioski.
W

W Gulu, w północnej Ugandzie, byłem świadkiem szczególnego rodzaju terapii dzieci-partyzantów. Z rodzinnych wiosek porywała ich Boża Armia Oporu, dowodzona przez Josepha Kony’ego, przemieniając ich w zabójców. Dowódcy zmuszali dzieci do zabijania mieszkańców własnej wioski, nawet rodziców i rodzeństwa. Ośrodek w Gulu pomagał ocalonym wrócić do normalnego świata.

Jedną z form terapii była gra. Dzieci zachęcano do odtwarzania scen, dzielono je na trzy grupy. Pierwsza to partyzanci napadający na wioskę, druga to żołnierze armii rządowej, przychodzący wiosce z odsieczą, trzecia to ta, w której nikt nie chciał uczestniczyć: ludność napadniętej wioski. Nauczyciele dawali sygnał do zabawy, a następnie obserwowali reakcje uczestników. Wiedzieli, że dzieci odgrywają sceny, których były świadkami lub w których bezpośrednio uczestniczyły. Nie były w stanie opowiedzieć słowami o tym, czego doświadczyły, więc inscenizacje były dla terapeutów jedyną szansą zdobycia wiedzy na ich temat.

Z zewnątrz gra wyglądała na niewinną. Dopiero gdy Krzysztof Miller pokazał zdjęcia, które robił dzieciom w czasie zabawy, obydwaj dostrzegliśmy powagę na ich twarzach. Dla opiekunów właśnie mimika – wyrażająca trwogę, okrucieństwo, strach – jest najważniejszą wskazówką. Wtedy dotarło do mnie, czym jest ta zabawa. Bo te dzieciaki przez większość czasu zachowywały się tak jak na zwyczajnym podwórku: krzyczały, biegały, śmiały się. Jakby się było na szkolnym dziedzińcu, a w czasie przerwy nauczyciele pozwolili bawić się w wojnę. W tym tkwi istota świata dziecka, które w sposób niezauważalny dla samego siebie przechodzi z jednej strony na drugą, od makabry do zabawy.   

NOT. KATARZYNA KUBISIOWSKA

WOJCIECH JAGIELSKI (ur. 1960) jest dziennikarzem, reportażystą, autorem m.in. książek „Modlitwa o deszcz” i „Nocni wędrowcy”. Ostatnio opublikował poświęconą końcowi apartheidu w RPA opowieść „Wypalanie traw” (2012).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]