Niecały miesiąc prezydentury D. Trumpa przyniósł więcej atrakcji niż byle rok rządów PiS-u. Można by rzec, że planeta pod jego przywództwem obraca się przynajmniej dwa razy szybciej, wypadałoby więc jakoś nazwać tę szaloną epokę, która się z takim impetem rozkręca i której – powiedzmy sobie to wprost – końca nie widać, bowiem na pewno nie zamknie jej ta kadencja.
Ludzie na całym świecie próbują znaleźć jakieś analogie do tego, co widzimy i słyszymy. Wertują podręczniki historii, spisy idei i doktryn. Szukają w pamięci kogoś, kto by choć trochę przypominał im D. Trumpa, ale wszystko, co znajdują, jest mało podobne. Nawet on sam do siebie, gdy rządził po raz pierwszy. Mamy, owszem, jakieś niewyraźne znaki, przypominające różne postacie bądź zdarzenia historyczne. Ale co nam z tego, że ktoś miał podobną fryzurę? Nosił podobnie zawiązany krawat? Miał podobną żonę bądź podobną manierę wysławiania się w sprawach zarówno ważnych, jak i błahych? Nic nam z tego, bo D. Trump jest osobistością całkowicie na planecie u władzy nową, a podobne można znaleźć tylko w komiksach.
Jest to – prosimy o uwagę – nasz solidny wkład w próby syntetyzowania i nazywania dzisiejszości. D. Trump, jego współpracownicy, politycy i zwolennicy krążący wokół niego, ich mimika, postury, ubrania, ruchy, decyzje, mowa, wszystko to jest zaiste wzięte ze sztuki komiksowej. Jest to więc z gruntu amerykańskie, bowiem, jak nam się zdaje, komiks jest wynalazkiem tamtejszym. Komiks jest, był i będzie oryginalnym, a niepodrabialnym elementem, by nie rzec brawurowo – filarem amerykańskiej kultury. Że amerykańska polityka i amerykański prezydent będą komiksowi w każdym calu, tegośmy się jednak w takim stopniu nie spodziewali.
Komiks – popatrzmy – był przez dziesięciolecia uważany za podrzędny produkt, ale już za naszego życia z ostatnich stron gazet, szmatławych serii wydawniczych, produkowanych na złym papierze, w złych drukarniach, przedostał się do świata solidnej literatury, grafiki i pięknego edytorstwa. Komiksem zajęli się ambitni pisarze, solidni plastycy, wielcy wydawcy. O komiksie piszą ludzie mądrzy, a komiksy można dziś kupić w eleganckich księgarniach. Komiks takoż zajął się sprawami z życia wziętymi, nie tylko zwariowanymi przygodami niesamowitych bohaterów. Komiks przeszedł niezwykłą drogę od synonimu złego smaku do wysmakowanych projekcji graficznych, a czasem literackich. Bohaterowie miewają normalne twarze, ludzkie barwy i mówią językiem człowieka. Zwierzęta są zwyczajnie zwierzęce, a krajobrazy sielskie. Można by zatem rzec, że obecny prezydent USA tak szalenie komiksowy, jeśli idzie o wygląd, reakcje i działania, wraz ze swymi licznymi ministrami i doradcami są wzięci raczej z estetyki komiksu dawnego, w istocie bardzo pomarańczowego, gdzie świat raczej przypominał świat, niż nim był.
Ciekawe, jak totalną komiksowość zassie niekoniecznie komiksowa reszta świata. Europa i Azja. A planeta Polska? Ze swoim specyficznym światem kapitana Żbika, porucznika Klossa, Tytusa, Romka i A’Tomka, z rubasznym dodatkiem przygód Kajka i Kokosza? Jak ta dawna twórczość udziecinni i tak już bardzo infantylną polską politykę? Z pobieżnej obserwacji kampanii prezydenckiej można wywnioskować, że to się dzieje. Siłownia, bieganina, wymachy, przykuce, pompki w śniegu oraz grepsy i jeszcze raz grepsy. To wszystko wskazuje, że przyszły prezydent Polski będzie miał amerykańskie kompetencje. Polskie interpretacje amerykańskich obyczajów są zawsze godne uwagi, są też znakomitym tematem na komiks.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















